piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział 30

Louis POV
     Nawet nie spostrzegłem, kiedy znaleźliśmy się pod moim mieszkaniem. Zorientowałem się dopiero, gdy auto gwałtownie się zatrzymało i ucichł warkot silnika. Przez całą trasę byłem głęboko zamyślony. Głównie jedna rzecz nie dawała mi spokoju - wypadek Lucy. Wiedziałem, że to nie ja byłem sprawcą. Musiałbym mieć jakieś rozdwojenie jaźni albo coś podobnego, by tego nie pamiętać. Ja tymczasem pamiętałem wszystkie swoje wypadki i wiedziałem, że nigdy nie potrąciłem człowieka. Gdyby kiedykolwiek mi się to przytrafiło, czułbym się z tym fatalnie. Bez względu na to, jaki byłem. Człowiek, to nie słupek stojący przy drodze. Człowiek, to nie drugi samochód. Potrącenie człowieka może skończyć się śmiercią, a ja nie byłem mordercą.
     -I ani się waż wsiadać za kółko - usłyszałem nagle głos Ashtona. -Myślę, że na policji wytłumaczyli ci wszystko, ale wiem też jakim potrafisz być kretynem.
-Spoko, braciszku. To tylko i wyłącznie moja sprawa.
-Powinieneś mi dziękować. Za to, że cię obroniłem, przyjechałem po ciebie i nie powiedziałem nic rodzicom. Ojciec padłby chyba na zawał.
Czy byłem mu wdzięczny? Może trochę. Ale jednak złość, którą czułem była silniejsza i szczere przeprosiny nie mogły mi przejść przez gardło.
-Ta, dzięki za podwózkę - zdołałem tylko powiedzieć, a potem od razu opuściłem samochód.
     Drzwi do mieszkania były zamknięte. Wyjąłem więc z kieszeni klucze i przekręciłem zamek. W środku jednak paliło się światło.
-Liam? - krzyknąłem, jednak nikt nie odpowiedział. Rozejrzałem się po przedpokoju i zauważyłem jego buty, zaraz obok których leżały damskie tenisówki.
     I wszystko stało się jasne. 
     Cicho wszedłem do kuchni, zabrałem z lodówki sok i jak najszybciej podążyłem w stronę swojego pokoju. Wtedy drzwi do sypialni mojego współlokatora uchyliły się. Stał tam z zaskoczoną miną. W samych gaciach.
-Masz szczęście, że już skończyliśmy - rzucił od razu.
-Masz szczęście, że nie wróciłem dziesięć minut wcześniej.
Ta niezręczna chwila gapienia się na siebie w ciszy trwała wieczność. W końcu na twarz Liama wskoczył szeroki uśmiech, następnie podszedł do mnie i mocno wyściskał.
-O stary, słyszałem, że ostro pojechałeś.
-No, dosyć - wymamrotałem, nie będąc z siebie dumnym. Nie tym razem.
-To co, teraz będziesz śmigał bez prawka? 
-Nie mam zamiaru.
-Co? A kto będzie testował auta w warsztacie?
-Mój najlepszy pracownik, oczywiście. - Klepnąłem go przyjacielsko po ramieniu. -Idę się położyć w normalnym łóżku, muszę odespać. Pozdrów Sophię.
     Rzuciłem się na łóżko. Naprawdę w tamtym momencie odetchnąłem z ulgą. W końcu byłem u siebie. W swoim łóżku, swoim pokoju, sam. Bez towarzystwa tych degeneratów z aresztu. Chociaż powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że sam się nim stawałem. O ile już nim nie byłem.

Lucy POV
     Siedziałam w domu i dosłownie wychodziłam z siebie. Czekałam na wiadomość od Ashtona, który obiecał, że się odezwie. Wiedziałam, że zapewne pracował i zadzwoni, gdy tylko będzie mógł, ale mimo wszystko nie mogłam się doczekać tego momentu. Miałam w głowie tyle pytań. Gdzie był Louis? Dlaczego się nie odzywał?
     Musiałam się czymś zająć. Najpierw zaczęłam sprzątać, potem włączyłam jakiś film. I gdy już praktycznie byłam całkowicie wyluzowana, zadzwonił mój telefon. Błagałam w myślach, żeby to był Ashton. Jednak na wyświetlaczu zobaczyłam zupełnie inne imię. W ogromnym osłupieniu włączyłam odczyt wiadomości.
"Chciałem cię przeprosić, że się nie odzywałem. Jeżeli się zgodzisz, chciałbym się spotkać i wszystko ci wytłumaczyć".
Szybko przeanalizowałam wszystkie za i przeciw. Po namyśle stwierdziłam, że nie powinnam na razie spotykać się z Louisem. Straciłam trochę do niego zaufanie i bałam się, że sprzeda mi jakąś tanią bajeczkę. To z Ashtonem się umówiłam i to jego wersję wydarzeń chciałam usłyszeć. 
"Dziś nie mogę"
"Szkoda... Może innym razem. Jeszcze raz przepraszam"
     Cóż, przynajmniej miałam pewność, że Louis żyje i wszystko z nim w porządku. Jednak z jakiegoś powodu urwał ze wszystkimi kontakt na dwa dni. Miałam nadzieję, że wkrótce się dowiem, co było powodem takiego zachowania.
     W końcu zadzwonił do mnie Ashton. Powiedział, że właśnie skończył pracę i może być u mnie w ciągu czterdziestu minut. Miałam tylko nadzieję, że między nami nie będzie zbyt niezręcznie. Nasze ostatnie spotkanie nie zakończyło się dobrze. Mogła to być więc dobra okazja, by porozmawiać na poważnie.
     Porozmawiać o nas.
     Tego dnia moja mama była w domu i zdążyła przede mną otworzyć drzwi, gdy rozległ się dzwonek. Na widok Ashtona aż cała rozpromieniała. Od razu przypomniała mi się nasza rozmowa, podczas której nazwała Asha "idealnym materiałem na zięcia". A ja wtedy odpowiedziałam jej, że nic nas nie łączy.
     W tamtym momencie nie byłam już tego taka pewna.
     -Wchodź, może napijesz się czegoś? - musiała oczywiście zaproponować moja matka. Ashton tylko uśmiechnął się, bo szybko wkroczyłam ja, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
-Nie mamo, nie mamy czasu, musimy już iść.
-To gdzie wy się tak spieszycie?
-Do kina ze znajomymi, zaraz się zaczyna seans. Cześć!
-Co to miało być? - zapytał Ash, śmiejąc się trochę pod nosem, gdy już wyszliśmy z mojego domu i wsiedliśmy do auta.
-Po prostu musiałam już stamtąd wyjść. Nieważne. Gdzie jedziemy?
     Ruszyliśmy w stronę miasta, by wstąpić do jakiegoś lokalu i porozmawiać. W samochodzie zamieniliśmy ze sobą tylko kilka słów, ale gdy siedzieliśmy już przy filiżance kawy, rozmowa zaczęła się rozkręcać.
-Mojego braciszka zatrzymała policja.
-No tak, tego w zasadzie można było się spodziewać... Co dokładnie zrobił?
-Jazda pod wpływem i przekroczenie prędkości. Ogółem jechał tak jak zawsze, po prostu tym razem miał pecha...
-I co mu za to grozi? 
-Na szczęście trafił na naprawdę w porządku policjantów i trochę mu się upiekło. Zabrali mu tylko prawko na trzy miesiące i ma do zapłaty cztery tysiące funtów grzywny.
-Ile?! - Słysząc tę liczbę zaczęłam zastanawiać się, ile aktualnie mam pieniędzy w portfelu i jak długo musiałabym pracować, by tyle zarobić. Zwłaszcza, że w ogóle nie pracowałam.
-To naprawdę mało, nawet nie wiesz co grozi kierowcy za takie akcje... Mogli mu zabrać prawko na rok i nawet wsadzić do więzienia na kilka miesięcy. Cholera, że też dopiero teraz uświadomiłem sobie, jakimi wszyscy idiotami byliśmy...
     Zupełnie się tego nie spodziewałam, ale Ashton nagle otworzył się przede mną. Sprawa jego brata musiała naprawdę nim wstrząsnąć. Do tego stopnia, że aż zaczął sobie robić rachunek sumienia. Mówił mi o tym, jak ścigali się nocą na obrzeżach miasta, jak nie raz któryś z nich wsiadał za kółko pod wpływem... Domyślałam się, że nie był święty, ale mimo wszystko trochę to mną wstrząsnęło. Jednak byłam wdzięczna, że postanowił się przyznać do swoich błędów.
-Nie chcę być taki jak on - kontynuował. -Popełniłem w życiu kilka błędów i wszystkich żałuję. Już nigdy nie wsiądę za kółko po piwie i nie przekroczę prędkości o więcej, niż pięć kilometrów na godzinę.
-Przecież nie musisz się od razu nawracać na jakiegoś świętoszka - powiedziałam zupełnie szczerze.
Przecież najważniejsze, to po prostu znać umiar. Jak to mówią, wszystko jest dla ludzi, jednak trzeba umieć stawiać sobie granice. I przede wszystkim starać się nie powielać błędów z przeszłości. One powinny uczyć, dawać nam lekcję, a nie nakręcać do kolejnych idiotycznych posunięć.
-Właśnie dlatego chcę naprawić jeszcze jeden błąd - powiedział po chwili, z nutką niepewności w głosie. -Pozwoliłem temu pomyleńcowi się do ciebie zbliżyć, a sam się oddaliłem. Powinienem był już dawno powiedzieć ci co czuję.
Tak... Właśnie takiego rozwinięcia rozmowy się spodziewałam. I mimo że od razu zrobiło mi się gorąco ze stresu, to wiedziałam, że kiedyś trzeba to zrobić.
-Podczas jednego z ognisk na wyjeździe powiedziałaś, że traktujesz mnie tylko jak przyjaciela - kontynuował Ash po chwili ciszy. -Uznałem to za znak, że zrobienie kroku do przodu może tylko zniszczyć naszą znajomość. A tego nigdy bym nie przeżył.
-Ale po pijaku jest zawsze łatwiej, prawda?
Ashton chyba nie spodziewał się, że powiem coś takiego i dodatkowo zacznę się śmiać. Zamilkł i zmieszany patrzył się na mnie pytająco.
-Nie wiem jak mam to odbierać. Robisz sobie ze mnie żarty, czy...
-Chce po prostu trochę rozluźnić atmosferę, bo zaczyna robić się drętwo.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że mówienie o głębokich uczuciach jest drętwe.
Ponownie się zaśmiałam. Przejęty Ashton był naprawdę przeuroczy. Oboje się stresowaliśmy, a to wcale nie pomagało. Dlatego, by go uspokoić, złapałam go za dłoń.
-Myślałam dokładnie tak jak ty, dlatego przestraszyłam się, gdy zdałam sobie sprawę, co jest na rzeczy. Jednak czego tak naprawdę się bać? Ja lubię ciebie, ty lubisz mnie, świetnie się dogadujemy, czego chcieć więcej.
     Wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie. W jego oczach rozbłysła radość, na usta wkradł się optymistyczny uśmiech. Natomiast w moim sercu wybuchło ciepło. Wnet zrozumiałam, że zrobiłam krok w dobrą stronę. Ashton od dwóch miesięcy był najbliższą osobą w moim życiu. Był kimś, kto mi pomagał, wspierał, chciał, bym czuła się dobrze. Po prostu zależało mu na moim szczęściu.
     Minęły trzy miesiące od zerwania z Zaynem, niegdyś miłością mojego życia. Bardzo mocno to przeżywałam i myślałam, że moim cierpieniom nie będzie końca. Gdyby nie Ashton, nie wiem jak długo bym jeszcze dochodziła do siebie. A ja tymczasem byłam już pewna, że wyleczyłam się z Zayna. Wyzbyłam się ostatnich resztek miłości do niego. A teraz jego miejsce powoli zaczynał zajmować nie kto inny, jak mój rehabilitant.
     -Czy w takim razie... Dasz się zaprosić na randkę? - zapytał już wyraźnie spokojniejszy i pewny siebie.
-A czy to nie jest randka?
-Połowę czasu gadaliśmy o moim bracie, to raczej nie jest temat na romantyczną randkę.
-W takim razie co proponujesz?
-Obiad, albo kolacja... U mnie w domu.
Ashton powiedział mi, że chce, bym poznała jego rodziców. Pewnie jakiś czas temu uznałabym, że to kiepski pomysł, ale w tamtym momencie nie miałam nic przeciwko. Ponownie tamtego wieczora uśmiechnęłam się szeroko. Nie pamiętałam, kiedy ostatnim razem byłam tak szczęśliwa.
     Po kilku godzinach spędzonych na rozmowie o wszystkim i o niczym, oraz na wymienianiu maślanych spojrzeń, Ashton odwiózł mnie do domu. Przez całą trasę zerkał w moją stronę uśmiechając się, a na trasie skupiał może z trzydzieści procent swojej uwagi. Przeciętny kierowca pewnie już dawno wjechałby w drzewo, ale Ash zdecydowanie nie był przeciętnym kierowcą. Mógłby prowadzić z zawiązanymi oczami, a pewnie i tak poradziłby sobie bezbłędnie. Czułam się z nim bezpiecznie. Myślałam, że trafienie na fana szybkiej jazdy zaraz po wypadku, to objaw jakiegoś gigantycznego pecha, ale wyszło zupełnie inaczej. Ash uświadomił mi, że nie trzeba bać się samochodów, bo to kierowca robi krzywdę, a nie auto. A nie każdy kierowca to pirat drogowy. Ash, nawet mimo swoich wybryków z przeszłości, był na to najlepszym przykładem.
     -I jak podobał ci się film?
-Jaki film? - spytałam zdziwiona pytaniem mojego towarzysza.
-No ten, na który podobno się dziś wybraliśmy...
-Ahh, tak. Muszę stwierdzić, że był wspaniały. Chętnie obejrzałabym go drugi raz.
-Drugi? Ja mógłbym go oglądać codziennie.
Relacja między nami zmieniła się w mgnieniu oka. Jeszcze poprzedniego dnia mieliśmy do siebie ogromny dystans, a teraz flirtowaliśmy ze sobą jak szaleni. Podobało mi się to i pragnęłam więcej.
     Wyszliśmy z samochodu i stanęliśmy pod moim domem. Miasto spowiła ciemność, musiało więc być już późno, jednak mnie w ogóle nie interesowała godzina. Liczyło się tylko to, że stoję na przeciwko wspaniałego mężczyzny i prawdopodobnie zaraz wydarzy się coś, czym kończy się większość rozmów na temat wyznawania sobie uczuć. Nie myliłam się.
     Ashton objął mnie w talii, a następnie pocałował. Pogłębiłam pocałunek, zarzucając ręce na jego szyję. Iście filmowa scena. Zakochana para całująca się w blasku księżyca. Brakowało tylko, żeby zaczął padać deszcz i byłoby wręcz "idealnie".
-Kiedy się znów spotkamy? - zapytał po chwili, gładząc mój policzek.
-Chyba pojutrze na rehabilitacji?
-Miałem na myśli spotkanie trochę innego typu, no ale ostatecznie może być.
-Chętnie też przyjmę zaproszenie do twojego domu, więc tylko powiedz kiedy, a ja się dostosuję.
-Dziękuję - powiedział, jeszcze raz wtulając się we mnie. -Nawet nie wiesz jaki szczęśliwy teraz jestem.
-Dobra, na dziś starczy tych słodkości.
Pożegnałam się z nim, dając mu czułego całusa, a potem z ogromnym uśmiechem na twarzy, weszłam do domu. Przez okno zobaczyłam tylko, jak Ashton odjeżdża.
-O, nie słyszałam, jak weszłaś.
Głos mamy spowodował, że dosłownie podskoczyłam w miejscu. Sądziłam, że już śpi, a ona tymczasem stała za mną jak gdyby nigdy nic.
-Nie śpisz jeszcze?
-Oglądałam film, właśnie się skończył - oznajmiła, po czym ziewnęła. -Jak tam było w kinie?
-Świetnie - odparłam uśmiechając się do siebie. -Zdecydowanie najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałam.


Serdecznie zapraszam na mojego wattpada KLIK, jakiś czas temu pojawił się tam nowy rozdział 'Faithful, Unfaithful'!
Tymczasem przed wami 30 rozdział 'The Accident'. Jestem ciekawa waszych opinii. Podoba wam się taki rozwój wydarzeń?

Nie wiem kiedy dodam rozdział 31. Postaram się jeszcze w sierpniu. Ostatnio wprawdzie mam napływ weny i energii do pisania, jednak skupiłam się na innych historiach (pisanych zwłaszcza do szuflady, ale cóż, tak mam :P).

Do następnego! Kocham was <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz