środa, 8 czerwca 2016

Rozdział 29

Ashton POV
    Był sobotni, letni wieczór, a ja zamiast siedzieć gdzieś ze znajomymi w pubie i spędzać fajnie czas, leżałem na łóżku i zadręczałem się. Do tego, że wciąż nie miałem kontaktu z Louisem, to jeszcze moja rozmowa z Lucy potoczyła się nie tak, jak chciałem. Wszystko spieprzyłem, czułem to, ale miałem nadzieję, że jeszcze da się to wszystko naprawić.
     Jeszcze raz zadzwoniłem do Liama. Chyba już po raz piąty tego dnia. Jednak nie usłyszałem od niego nic nowego.
-Stary, mówiłem ci, że jak Louis się zjawi, to pierwsze co zrobię, to zadzwonię do ciebie.
-Człowieku, ale jak on leży gdzieś w rowie, bo się się rozbił podczas tej swojej brawurowej jazdy? Szlag mnie zaraz trafi!
-To nie wiem, powiadom gliny jak cię dręczą takie myśli - powiedział spokojny. Albo bardziej znudzony całą sytuacją. Wiedziałem, że też się martwił, ale moje panikowanie chyba już zaczęło go irytować. Jednak w jednym miał rację. Zbliżała się doba, odkąd nie było z nim kontaktu. Był to najwyższy czas, by zacząć go szukać.
     Zatrzymałem się pod budynkiem komisariatu. Wszedłem do środka i skierowałem się w stronę stanowiska, gdzie siedział policjant pełniący dyżur. Ten kazał mi się zgłosić do pokoju na pierwszym piętrze, gdzie mogłem zgłosić zaginięcie.
-Jak się nazywa pana brat? - zapytał niewzruszony wysoki szatyn siedzący za biurkiem.
-Louis Tomlinson.
-Louis Tom... Zaraz, zaraz - przerwał nagle pisanie. -Tomlinson? Proszę chwilę poczekać.
Zaniepokoiło mnie to. Bałem się, że zaraz moje wszystkie obawy okażą się prawdą. Policjant powie, że znaleźli gdzieś jego rozbitego Forda i jego ciało... 
     Mężczyzna zaczął przeglądać jakieś notatki i za moment znalazł to, czego szukał. Szczęście w nieszczęściu, prawda okazała się być inna od moich czarnych myśli.
-Pański brat został zatrzymany wczoraj wieczorem.
-Zatrzymany? Za co? I gdzie on teraz jest?
-U nas w areszcie. Został zatrzymany na czterdzieści osiem godzin za przekroczenie prędkości, jazdę pod wpływem alkoholu oraz atak na funkcjonariusza.
-Słucham? Co za kretyn... - rzuciłem pod nosem. Policjant tylko spojrzał na mnie spode łba, ale nic nie odpowiedział. Zapewne myślał dokładnie to samo. - Czy mógłby pan powiedzieć dokładnie co się stało?
-Między godziną dziesiątą a jedenastą wieczorem, pan Tomlinson został zatrzymany, ponieważ przekroczył prędkość o ponad osiemdziesiąt kilometrów na godzinę. Według funkcjonariuszy, pański brat zachowywał się nerwowo i agresywnie. Nie chciał przyjąć mandatu, ani poddać się kontroli trzeźwości. Ostatecznie został zabrany na komendę i umieszczony w areszcie na czterdzieści osiem godzin.
-I co dalej z nim będzie? - zapytałem kompletnie bezsilny.
-Grozi mu utrata prawa jazdy oraz kara grzywny. 
     Słuchając tego wszystkiego, aż rozbolała mnie głowa. Wiedziałem, że Louis to bezmózgowiec zdolny do różnych głupot, ale chyba wtedy wolałbym, żeby po prostu miał wypadek i leżał połamany w szpitalu. Oczywiście byłbym ostatnim, który pomógłby mu wtedy w rehabilitacji. 
-Czy mogę z nim porozmawiać?
-Niestety, nie ma takiej możliwości. Pan Tomlinson wychodzi z aresztu jutro wieczorem, dopiero wtedy będzie pan mógł go zobaczyć.
     Wracając do domu zastanawiałem się, czy powinienem kogoś o tym informować. Matka i ojczym dostaliby chyba zawału, a tego wolałbym uniknąć. Nie musieli wiedzieć, że ich syn wylądował w areszcie, skoro i tak maił wyjść następnego dnia. Ale do Liama chyba musiałem zadzwonić. W końcu on też obiecał mi, że skontaktuje się ze mną w razie powrotu Louisa.
-W areszcie? Żartujesz sobie? - rzucił maksymalnie zaskoczony Liam, jednocześnie powstrzymując się trochę od śmiechu.
-Słuchaj, to nie jest wcale zabawne. Grożą mu poważne konsekwencje. Wysoka grzywna i być może dożywotni zakaz jazdy samochodem.
-Myślisz, że brak prawka będzie dla niego problemem? - zaśmiał się do słuchawki.
-Jeżeli ta sytuacja niczego go nie nauczy, to zrywam z nim kontakt. Mam już dość jego debilizmów. Przez niego i ja mam kłopoty.

Lucy POV
     Już dawno nie śnił mi się wypadek. Myślałam, że ta trauma jest już za mną, a tymczasem po prawie trzech miesiącach, znowu to do mnie wróciło. Jednak tym razem w tym śnie był też Louis. Obydwoje ucierpieliśmy w tym wypadku. Miałam tylko nadzieję, że to nie jakiś proroczy sen. Nie było z nim kontaktu już ponad dobę. Naprawdę się martwiłam.
     Moja rozmowa z Ashem również siedziała w mojej głowie. Niestety, ale wiedziałam, co wkrótce nastąpi - mianowicie koniec naszej przyjaźni. Bowiem przyjaźń kończy się, gdy jedna strona zaczyna pragnąć czegoś więcej. Bo albo wtedy przyjaźń zamienia się w związek, albo po prostu się kończy, bo zaczyna robić się niezręcznie. Oba scenariusze mnie przerażały.
     Wtedy była jeszcze jedna rzecz, która mnie dręczyła. Moja znajomość z Calumem... Nadal było mi cholernie głupio po naszym ostatnim spotkaniu. Nie chciałam go stracić, nie po tym, jak naprawiłam z nim relacje. Musiałam się z nim pogodzić. Uznałam to wtedy za priorytet.
     Wzięłam telefon i zaczęłam do niego pisać. 
"Cześć, mam nadzieję, że przeczytasz do końca tę wiadomość... Nadal nie mogę przeżyć tego, jak zakończyło się nasze ostatnie spotkanie. Chcę, żebyś wiedział, że nie okłamałam cię i nie mam zamiaru tego robić. Długo cierpiałam po moim rozstaniu z Zaynem, nadal trochę mnie to boli, ale nie mam zamiaru się nikim pocieszać. A nawet jeżeli kogoś sobie znajdę, to nie mam powodów, by cię okłamywać. Nie chcę, by taka głupota zaważyła na naszej przyjaźni. Mam nadzieję, że mi wybaczysz i zechcesz porozmawiać."
Na odpowiedź czekałam jak na szpilkach. Pociły mi się dłonie i serce dudniło coraz bardziej, gdy mijały kolejne minuty... W końcu usłyszałam dźwięk wiadomości. Włączyłam odczyt.
"Przepraszam, ja też zareagowałem zbyt nerwowo. Zawsze mówiliśmy sobie wszystko, po prostu przez myśl przemknęło mi, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Oczywiście, że ci wybaczam. Odezwę się na dniach. Trzymaj się, mała :*"
     Ta wiadomość była zdecydowanie najmilsza rzeczą, która przytrafiła mi się w ostatnich dniach. Chyba, że powinnam zaliczyć do tego jeszcze wyznanie Ashtona. Ponieważ, bądź co bądź, było ono miłe. Wręcz nieprawdopodobnie miłe i nawet obudziło kilka motylków w moim żołądku. Chyba potrzebowałam nocy, żeby sobie to uświadomić.
    Przez cały dzień nie zrobiłam nic konstruktywnego. Oczywiście poza wymianą wiadomości z Calumem, co bardzo poprawiło moje samopoczucie. Po południu też trochę poćwiczyłam. Jednak wieczorem znowu naszła mnie chwila przygnębienia, gdy pomyślałam o Ashtonie oraz Louisie... Chciałam się odezwać do Asha, ale najnormalniej w świecie bałam się. On jednak okazał się być tym bardziej odważnym. Późnym wieczorem napisał do mnie krótką wiadomość. Jej treść nie miała związku z naszą rozmową, ale równie mnie ucieszyła i uspokoiła.
"Louis się odnalazł, właśnie po niego jadę. Odezwę się jutro, to wszystko ci opowiem"

Ashton POV
     Zbliżał się czas opuszczenia aresztu przez Louisa. Postanowiłem pojechać po niego na komendę. Na pewno zabrali mu prawko, więc sam by nie wrócił. Może i byłem na niego wściekły, ale chciałem mieć na niego oko i zawieść prosto do domu. A przy okazji trochę z nim porozmawiać. Zdecydowanie było o czym.
     Na posterunku spotkałem się z policjantem, z którym rozmawiałem poprzedniego dnia. Powiedział, że za jakąś godzinę Louis powinien opuścić areszt. Tymczasem chciał ze mną o czymś porozmawiać.
     Usiedliśmy w gabinecie. Mężczyzna wyjął jakąś teczkę i zaczął przeglądać dokumenty.
-Nie jest pan spokrewniony z panem Tomlinsonem? Myślałem, że są panowie braćmi.
-Jesteśmy przyrodnimi braćmi. Wychowujemy się razem od dziecka. Jego ojciec jest dla mnie jak prawdziwy ojciec, a sam Louis jak prawdziwy brat.
-Chciałem w takim razie z panem porozmawiać. A właściwie zapytać... Czy pan Tomlinson ma na swoim koncie jakieś stłuczki czy inne zdarzenia drogowe?
-Gdyby miał, chyba pan by to wiedział?
-W jego papierach jest tylko parę mandatów za przekroczenie prędkości. Lecz niestety podejrzewamy, że mógł brać udział w kilku kolizjach. Zwłaszcza, że na jego samochodzie znaleźliśmy kilka rys i drobnych wgnieceń.
-Cóż, nie będę pana okłamywał, że Louis nie lubi brawurowej jazdy... - odparłem szczerze. Niestety zacząłem się trochę denerwować. Gdyby udowodnili mu udział w jakimś wypadku, miałby o wiele większe problemy, niż już wtedy miał. Aczkolwiek wierzyłem, że nic takiego nigdy nie miało miejsca.
-W takim razie proszę być ze mną szczerym. Spowodował kiedyś jakiś wypadek? Jeżeli pan tego nie powie, możemy zawsze pobrać próbkę lakieru z jego auta i porównać z dowodami z różnych nierozwiązanych spraw, więc dowiemy się prędzej czy później...
-Kilka razy przywalił w jakiś płot - oznajmiłem prosto z mostu. -Nic więcej nie wiem.
-Na pewno? Nigdy nie miał zderzenia z innym pojazdem? Nie potrącił zwierzęcia, człowieka? Nie prowadził auta pod wpływem środków odurzających?
-Nie mam pojęcia, brat nie spowiada mi się z takich rzeczy - rzuciłem lekko zdenerwowany. Przecież nie mogłem powiedzieć na niego wszystkiego, co wiedziałem. Za wjechanie w płot nic wielkiego mu nie groziło, ale za jazdę pod wpływem narkotyków, czy potrącenie jakiegoś zwierzęcia, o czym kiedyś wspominał... Ten policjant chyba zbyt wiele ode mnie oczekiwał.
-Proszę pana - zaczął mundurowy, wdychając głęboko. -Oczywiście rozumiem, że może pan nie chcieć nic powiedzieć i nie mam o to pretensji. Niestety, za to ja muszę coś powiedzieć. Mamy w aktach wiele nierozwiązanych spraw, w których udział brały sportowe auta. Sierpień zeszłego roku - przewrócone znaki drogowe przy Hetford Street. Świadek widział pędzące w okolicy sportowe auta. Październik zeszłego roku - ktoś wjechał w stojący na poboczu samochód i uciekł z miejsca zdarzenia. Świadek widział uciekające czerwone sportowe auto. Marzec, kwiecień i maj tego roku - kilkukrotnie w tych miesiącach byliśmy zawiadamiani o jakichś nielegalnych wyścigach odbywających się na obrzeżach miasta. Mam wymieniać dalej?
Zatkało mnie. Bałem się, że niektóre z tych spraw mogą dotyczyć Louisa. Albo co gorsze, kogoś innego od nas. Harry'ego, Liama, czy nawet mnie... Zwłaszcza te donosy o wyścigach. Sam święty nie byłem i kilka razy porządnie przekroczyłem prędkość. Z drugiej strony, niby jak policjanci mieli udowodnić, że to ktoś z nas? Mieli tylko relacje jakichś świadków, którzy mówili o sportowych autach. Żadnych numerów rejestracyjnych czy portretów pamięciowych kierowców. To mnie uspokajało.
-Dobrze, powiem panu więcej - odezwał się nagle policjant, przerywając ciszę między nami. -Czerwiec tego roku - ktoś potrącił dziewczynę na pasach i mocno ją poturbował. Kierowca uciekł, ale wiemy, że przejeżdżało wtedy tamtędy kilka sportowych aut. Wszystkie te sprawy i jeszcze kilka innych, wciąż czekają na rozwiązanie. Oczywiście o nic nie oskarżamy pana brata, nie mamy dowodów, ale chcę żeby pan wiedział, że policja będzie teraz szczególnie zwracać uwagę na takich piratów drogowych. Może po prostu przemówi mu pan do rozumu, że następnym razem może wylądować w areszcie na dłużej.
-A teraz co mu grozi? - zapytałem, będąc już totalnie wyżętym z emocji.
-Dziś tylko zabranie dokumentu prawa jazdy na trzy miesiące oraz mandat. Pana brat okazał skruchę, postanowił jednak zapłacić karę, a funkcjonariusze, którzy go zatrzymali, nie wnieśli oskarżenia o napaść. Pan Tomlinson ma więc wielkie szczęście.
     Siedziałem na ławce pod ścianą czekając, aż mój, pożal się boże brat, wyjdzie z aresztu. W końcu zjawił się. Potargany, z podkrążonymi oczami, totalnie bezsilny i z miną zbitego psa.
-Co tu robisz? - zapytał ochrypłym głosem.
-Przyjechałem po ciebie. Przecież zabrali ci prawo jazdy.
-Wróciłbym taksówką.
-Tak, a po drodze odwiedził alkoholowy, albo i gorsze miejsca.
-A od kiedy ty jesteś taki troskliwy, co?
Nie odpowiadając nic, po prostu skierowałem się w stronę wyjścia. Louis skulony podążył za mną, a za chwilę już siedzieliśmy w moim aucie. Zanim jednak ruszyliśmy, musiałem z nim porozmawiać.
-Pytałeś, od kiedy jestem taki troskliwy - zacząłem. -Od kiedy przestraszyłem się, że miałeś jakiś poważny wypadek, bo nie dawałeś znaku życia przez jakieś dwadzieścia cztery godziny. Może i mnie czasem wkurwiasz, i to bardzo, ale nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś ci się stało. Miałbym wyrzuty sumienia, że to przeze mnie.
-I miałbyś rację - burknął. -Gdybyś nie spierdolił tej kolacji, to nic by się nie stało.
-Ja spierdoliłem? A kto pierwszy zaczął rzucać w moją stronę prostackie teksty? Kto w ogóle zaczął tę debilną gierkę o względy Lucy? To jest dziewczyna, do cholery. Człowiek, a nie pieprzone trofeum.
-Miałem się z nią spotkać... - nagle rzucił łagodnie, zapatrzony gdzieś w przestrzeń. -Pewnie się martwi, że nie dojechałem...
-Ty idioto - pokiwałem głową. -I ty uważasz, że na nią zasługujesz? Pozwalasz jej się zamartwiać i denerwować. Nie masz bladego pojęcia o miłości i o związkach. Aż teraz żałuję, że na ciebie nie doniosłem...
-Słucham? - zapytał nerwowo, przenosząc na mnie wzrok. -Jakie, kurwa, "doniosłem?"
-Policja zaczęła się interesować różnymi niewyjaśnionymi zdarzeniami drogowymi. Gdybym im powiedział co wiem, połowa z nich pewnie by się nagle wyjaśniła. Praktycznie uratowałem ci dupę. I chcę ci powiedzieć, że jeżeli znowu gliny cię złapią na czymś takim, to porządnie dobiorą ci się do tyłka Wiesz, że nawet wspomnieli dziś o wypadku Lucy?
-Co? Niby dlaczego? - wzburzył się. -Chyba, nie myślą, że to ja?
-To po prostu kolejna nierozwiązana sprawa, w której świadkowie widzieli nieopodal sportowe auto. Oczywiście wiem, że to nie byłeś ty, ale jak gliniarze się na tobie uwezmą, to nie zostawią na tobie suchej nitki i zaczną przypisywać ci wszystkie wypadki z ostatnich kilku lat. Wtedy już nie będę ratował ci dupy.

Louis POV
     Te dwie nocki spędzone na komisariacie, to były dwie najgorsze noce w moim życiu. Siedziałem tam z jakimś obleśnym pijakiem oskarżonym o pobicie swojej narzeczonej oraz facetem oskarżonym i napaść i kradzież. Przecież ja nie byłem taki jak oni... Nie byłem bandytą. Przynajmniej tak sobie wmawiałem. Co we mnie wstąpiło, by zacząć uciekać policjantom, wykłócać się o mandat i szarpać z nimi... Gdybym poszedł na ugodę skończyło by się zapewne trochę łagodniej. 
     W celi zaczęły przypominać mi się wszystkie złe rzeczy, które zrobiłem. Jeżdżenie po pijaku, albo na haju. Moje liczne stłuczki i wypadki, o których nawet Ashton nie miał pojęcia. A gdy jeszcze potem wspomniał mi, że policja chciała przypisać mi potrącenie Lucy... Włos zjeżył mi się na głowie. To przecież nie byłem ja. Przecież to nie mogłem być ja... Chyba bym to pamiętał, prawda?...


Juhu! Jak dobrze jest poczuć wenę i wrócić :D Mam nadzieję, że ktoś czekał? Dajcie znać w komentarzach, to dla mnie największa motywacja <3
Chciałam też poinformować, że w zeszłym miesiącu minęła pierwsza rocznica bloga! Jestem strasznie podekscytowana. To był wspaniały rok. Dziękuję wszystkim moim czytelnikom za komentarze i wyświetlenia. Obiecuję wam, że historia Lucy jeszcze chwilę potrwa, a potem będę kontynuować historię Alex (którą znajdziecie na wattpadzie), a w najbliższej przyszłości planuję zacząć inne opowiadania :)
Jeszcze raz dzięki i do następnego! <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz