niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 28

Louis POV
     Już dawno Ashton mnie tak nie zdenerwował. Jak śmiał okłamać swoją własną matkę i mojego ojca, że Lucy to jego dziewczyna? Niby taki wzorowy synalek, aż tu nagle okazuje się, że też kłamca i hipokryta. Po co to zrobił? Dobrze wiedział, że jestem nią zainteresowany. Zrobił to specjalnie, sprowokował mnie. Miałem go dosyć, więc po prostu wyszedłem stamtąd. Było mi szkoda ojca, ale to nie ja zepsułem ten wieczór. To Ash zachował się jak gówniarz.
     Jechałem bardzo szybko, mogłem się dzięki temu trochę wyładować. Myślałem, że to wystarczy, jednak gdy przejechałem obok sklepu alkoholowego, to coś mnie tknęło. Zatrzymałem się, a potem zawróciłem wóz. Musiałem kupić sobie coś z procentami, od razu. Nie chciałem czekać, aż dotrę do domu. Po prostu musiałem się napić. Już dawno nie byłem tak podminowany. Zioło byłoby wtedy lepsze na wyluzowanie, ale nie miałam wtedy żadnego zapasu, a zorganizowanie czegoś na szybko byłoby nieco trudniejsze niż kupienie alkoholu.
     Zaopatrzyłem się w kilka mocnych piw, które wypiłem w samochodzie. W dupie miałem konsekwencje. W tamtym momencie najchętniej rozpieprzyłbym coś. Albo... po prostu zobaczyłbym się z Lucy. Wiedziałam, że nienawidziła, gdy wpadałem bez zapowiedzi, ale pragnąłem po prostu zobaczyć jej twarz i powiedzieć "Ashton to tchórz i kłamca, to mnie powinnaś wybrać". Te gierki zaszły już za daleko, Ashton po prostu przesadził.
     Wyjąłem z kieszeni telefon. Nie było jeszcze dziesiątej wieczorem. Zacząłem się zastanawiać, czy to była dobra pora, by pisać do Lucy. Szybko jednak stwierdziłem, że jeszcze nie jest bardzo późno, a ja muszę się z nią zobaczyć.
"Wiem, że już późno, ale chciałbym się na chwilę spotkać"
Na jej odpowiedź nie musiałem długo czekać. W pełni mnie ona zadowoliła. Odpaliłem więc auto i ruszyłem w stronę jej domu, naciskając gaz do dechy.


Lucy POV
     Relaksowałam się przed telewizorem. Wieczór mijał mi spokojnie i nie sądziłam, że to się jeszcze zmieni. Nawet jakbym chciała z kimś wyjść, to nie miałam z kim. Ashton był na jakimś rodzinnym spotkaniu, Louis zapewne też, a między mną a Calumem nadal był ten dziwny zgrzyt. Musiałam w końcu coś z tym zrobić, bo źle się z tym czułam, tylko że bałam się zrobić ten pierwszy krok.
     Oglądanie filmu przerwał mi dźwięk nowej wiadomości. Jej treść i nadawca nieco mnie zaskoczyły. Czego o tej godzinie chciał ode mnie Louis? Pomyślałam, że to może coś ważnego, więc postanowiłam się z nim spotkać.
"Dobrze, jestem w domu. Zadzwoń jak już będziesz na miejscu, to wyjdę."
     Nie wiedziałam gdzie był wtedy Louis, ale myślałam, że zjawi się u mnie w miarę szybko. Tymczasem od jego wiadomości mijało coraz to więcej czasu. W końcu, po prawie półtorej godziny, naprawdę zaczęłam się niepokoić. Zadzwoniłam do niego, ale telefon był wyłączony. Próbowałam jeszcze kilka razy i nic. W końcu stwierdziłam, że Louis chyba zrezygnował i zapomniał mnie poinformować, albo to po prostu był jakiś głupi żart. Po nim można było spodziewać się wielu rzeczy. Przygotowałam się więc do snu, a potem położyłam do łóżka z nadzieją, że mężczyzna odezwie się następnego ranka i wszystko mi wytłumaczy.
     Siedziałam przy kuchennym stole i grzebałam w talerzu z jajecznicą. Jakoś nie miałam apetytu. Cały czas dręczyły mnie niepokojące myśli. Od kiedy Louis poprzedniego wieczora wysłał mi wiadomość, już się nie odezwał. Jego telefon wciąż był wyłączony. Trochę się martwiłam. Lou był zdolny do różnych głupot. A jeśli coś mu się stało? Najlepiej byłoby zadzwonić do Liama, niestety nie miałam do niego numeru. Postanowiłam więc skontaktować się z Ashtonem. Nie mieszkali razem, ale w końcu byli braćmi.
-Cześć, nie przeszkadzam? - spytałam, gdy odebrał.
-Nie, jasne, że nie... Co tam?
Ashton brzmiał na zaspanego. Było już po jedenastej, a on raczej był rannym ptaszkiem, więc nieco mnie to zdziwiło.
-Słuchaj, to trochę dziwna sprawa... Napisał do mnie wczoraj Louis i...
-Louis się z tobą kontaktował? - od razu mi przerwał, jakby to zdanie go pobudziło.
-No tak. Wieczorem napisał mi wiadomość. Chciał się spotkać.
-I spotkaliście się?
-Właśnie nie. Od tamtej pory nie odbiera telefonów...
Ashton zaczął przeklinać pod nosem. Nie mogłam wyczuć, czy był bardziej zdenerwowany, czy zmartwiony. W każdym razie coś na pewno było nie tak.
-Słuchaj, Louis wczoraj około dziewiątej pojechał od rodziców, a od Liama wiem, że nie wrócił do mieszkania. Nikt nie ma z nim kontaktu.
-Może chcesz się spotkać i pogadać?
Ashton przystał na moją propozycję i powiedział, że jak najszybciej zbierze się z domu i przyjedzie do mnie. Sama więc poszłam się ogarnąć. Cały czas byłam bardzo zaniepokojona całą sytuacją. Miałam nadzieję, że Louis szybko się odnajdzie.
     Ashton przybył do mnie za niecałe czterdzieści minut. Nie chciałam rozmawiać z nim w domu przy mojej mamie, więc poszliśmy do jego auta.
-O której Louis się z tobą kontaktował? - zapytał Ash, na co wyjęłam z kieszeni telefon i sprawdziłam dokładnie godzinę, a potem pokazałam mu treść wiadomości.
-Odpisałam mu, żeby wpadł do mnie. Niestety, nie przyjechał, a jego telefon przestał odpowiadać.
-Martwię się o niego. Jak nie odezwie się w ciągu kilku godzin, to zacznę dzwonić po szpitalach i komisariatach... Przecież ten kretyn wybiegł wczoraj z domu tak nabuzowany, że mógł zrobić wszystko.
-Nabuzowany?
-Tak... Trochę się posprzeczaliśmy, nic istotnego.
Ash od razu zmarkotniał na wspomnienie tej sytuacji. Bardzo chciałam, żeby powiedział mi, o co im poszło. By wyrzucił z siebie to, co w nim siedzi.
-A nie domyślasz się o czym chciał ze mną porozmawiać? - zapytałam niepewnie.
-Nie wiem - wzruszył ramionami, patrząc się gdzieś w podłogę
-A o co się posprzeczaliście?
-To nieistotne, nie chcę zawracać ci tym głowy.
-Ashton - powiedziałam stanowczo. -Ostatnio cały czas się kłócicie, mam już tego dosyć. Ty na pewno też. Może jednak opowiesz, co się stało?
Ash ewidentnie zaczął bić się ze swoimi myślami. Ja cierpliwie czekałam, aż zacznie mówić. Nie popędzałam go, w ogóle się nie odzywałam. W końcu chłopak otworzył się przede mną.
-Wiesz, że od jakiegoś czasu nasze relacje są, mówiąc delikatnie, do dupy... - westchnął głęboko. -Wszystko przez to, że mu się spodobałaś, a mnie uznał za przeszkodę. Włączyła mu się potrzeba jakiejś chorej rywalizacji. Cały Louis. Ściganie się, walczenie... Miałem już tego dosyć, więc wczoraj postanowiłem zakończyć tę błazenadę. I chyba to był błąd.
-To znaczy? Co zrobiłeś?
-Powiedziałem, że się spotykamy - odpowiedział po chwili ciszy, po czym spojrzał na mnie, chyba wyczekując mojej reakcji.
-Nie rozumiem... Powiedziałeś to, żeby pomyślał, że przegrał i sobie odpuścił?
-Mniej więcej - odparł kiwając głową.
Kompletnie mnie zatkało. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Przynajmniej byłam pewna jednego - to ja byłam powodem ich zatargów.
-Nie wierzę - powiedziałam do siebie, śmiejąc się pod nosem. -Przecież to jakaś dziecinada.
-Lucy, przepraszam, po prostu nie wiedziałam jak inaczej to rozegrać...
-Zachowałeś się jak dzieciak. Obydwaj zachowujecie się jak gówniarze. Nie mam siły już dłużej w tym uczestniczyć, rozumiesz?
-Ja też nie - powiedział spokojnie, następnie złapał mnie za dłoń. -Dlatego chcę to wszystko zakończyć. Raz na zawsze.
Spojrzałam na niego zaciekawiona, Nie wiedziałam co ma na myśli. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób chce uspokoić tego szaleńca, którym był Louis.
-Lucy, jesteś dla mnie kimś więcej, niż tylko przyjaciółką - odezwał się w końcu. Zamurowało mnie. Kolejny raz tamtego dnia. -Louis miał podstawy do zazdrości... Już od dawna chciałem zrobić pierwszy krok, ale po prostu się bałem, bo nie chciałem stracić tego, co jest między nami. Louis się nie bał i zaczął działać. Ale teraz, gdy sprawy zaszły tak daleko... Ja już nie potrafię dłużej udawać.
-O cholera - wymamrotałam jedyne słowo, które przyszło mi wtedy na myśl.
-Może powiesz coś więcej?
-Przepraszam, nie byłam gotowa na takie wyznania.
Spojrzałam na jego twarz pełną obawy i stresu. Nie chciałam zostawiać go samego w takim momencie, ale po prostu musiałam to wszystko przemyśleć na spokojnie.
-Zadzwoń, gdy Louis się odnajdzie. Teraz będzie lepiej, jak już pójdę.
-Nie zostawiaj mnie w takiej sytuacji, proszę...
Nie odpowiadając już nic, po prostu wysiadłam z auta, a potem jak najszybciej weszłam do domu. Za kilka chwil byłam już w swoim pokoju i leżałam bez ruchu na łóżku.
     Ashton Irwin... Dobry i pomocny człowiek, życzliwy i wielkoduszny przyjaciel. Inteligentny, z pasjami i do tego bardzo atrakcyjny... Jednak nigdy nie patrzyłam na niego inaczej. Wprawdzie nie mogłam czasami oderwać wzroku od jego wysportowanego ciała, a nasz pocałunek po pijaku wspominałam bardzo przyjemnie, ale nie byłam pewna, czy czułam do niego to samo, co on do mnie.
     Do tego wszystkiego, trochę mnie zawiódł. Nie mogłam uwierzyć w to, że niemalże zniżył się do poziomu swojego brata i zaczął z nim rywalizować. I to o moje względy. Właśnie... Jego brat... Jak ja właściwie mogłam nabrać się na jego gierki? Przecież on ewidentnie chciał mnie zdobyć, by zrobić na złość Ashtonowi. A ja chciałam dać mu szansę. Mimo tych wszystkich kretynizmów, które wyczyniał. I jeszcze ślepa nie dostrzegałam, że obok mnie jest Ash... Jednak było już za późno. Obydwaj zapędzili się w swojej grze.

Ashton POV
     Boże, jakim ja byłem idiotą! Skończonym kretynem. Louis miał rację - stchórzyłem. Dałem się wciągnąć w jego gierki. I w końcu posunąłem się do tego, że Louis gdzieś pojechał i słuch o nim zaginał. Naprawdę modliłem się w duchu, by temu baranowi nic się stało. Bądź co bądź, był moim bratem. Poza tym wiedziałbym, że to po części moja wina.
     Późnym popołudniem do mojego pokoju zapukała mama. Chciała ze mną porozmawiać. Nie miałem na to ochoty, ale nie chciałem też sprawiać jej przykrości. Martwiła się. I tak dobrze, że nie wiedziała nic o zniknięciu Louisa. Wciąż miałem nadzieję, że tylko gdzieś zabalował i nie ma po co denerwować jej na zaś.
-To jak, powiesz mi w końcu, o co wam poszło z Louisem?
Stwierdziłem, że nie ma sensu dłużej tego ukrywać. Postanowiłem szczerze pogadać z mamą.
-Zadurzył się w Lucy.
-I tylko tyle? - zdziwiła się nieco. - Dwaj dorośli faceci pokłócili się, że jednemu podoba się dziewczyna drugiego?
-Rzecz w tym, że ona nie jest moją dziewczyną.
-Ale jak to? Przecież powiedziałeś...
-Właśnie przez to, że to powiedziałem, Louis się zdenerwował i wyszedł z domu. Cała historia.
Mama była trochę zszokowana. Wiem, że pewnie pomyślała sobie, że jesteśmy jakimiś głupimi licealistami, ale dzięki Bogu postanowiła nie powiedzieć tego na głos.
-A chciałbyś, żeby była twoją dziewczyną? - mama zapytała po chwili.
-Bardzo - odparłem bez wątpliwości. -Dziś jej to powiedziałem, ale chyba nie jest zainteresowana. Trudno.
-Trudno? Trzeba walczyć o miłość - klepnęła mnie ciepło po ramieniu. - Może zaprosisz ją któregoś dnia do nas na obiad? Zastanów się nad tym, chętnie ją poznam.
Byłem bardzo wdzięczny mamie za tę rozmowę i wsparcie, które mi dała. Zawsze była mi bliska i często zwracałem się do niej z problemami. Najcudowniejsza kobieta na świecie.
     Propozycja zaproszenia Lucy do domu była ciekawa, jednak po tym, jak potraktowała mnie wtedy w aucie... Bałem się, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Spotkać się mieliśmy dopiero za cztery dni na rehabilitacji, jednak ja miałem nadzieję, że odezwie się do mnie wcześniej. Oraz nadzieję, że mój braciszek w końcu da znak życia...


    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz