wtorek, 23 lutego 2016

Rozdział 26

     Ashton podjechał po mnie o szóstej. Mamy na szczęście nie było w domu, więc nie musiałam jej się spowiadać z kim wychodzę. Zwłaszcza w tamtym momencie, gdy raz widziałam się z Ashem, a raz z Louisem. Z jej perspektywy mogło to dziwnie wyglądać, a przecież nie dało jej się wytłumaczyć, że to tylko koledzy.
     Pojechaliśmy do kawiarni. Złożyliśmy zamówienie, po czym zajęliśmy wolny stolik. Pierwsze minuty naszego spotkania były trochę niezręczne. Cały czas myślałam o tym, co jest między Ashtonem a Louisem. Jeden powiedział mi, że już się pogodzili, drugi wręcz przeciwnie... Byłam skołowana. Musiałam usłyszeć wersję wydarzeń Asha.
      -Więc mówisz, że spotkałaś się z moim bratem - spytał w końcu. Przytaknęłam. -To była randka?
-Randka? - odparłam trochę zaskoczona. -Zwykłe spotkanie. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy...
-Rozumiem, przepraszam, że pytam. Po prostu martwię się o ciebie.
-Tak, wiem. Louis jest nieodpowiedzialny, impulsywny i tak dalej. Ale on naprawdę się stara. Powiedział, że chce się zmienić.
-Ja bym mu nie wierzył.
Ashton był śmiertelnie poważny mówiąc to. Aż nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
-Po prostu mu nie ufam, rozumiesz? - dodał po chwili. -Nie ufam mu zwłaszcza w temacie dziewczyn. Nigdy nie miał nikogo na stałe.
-Bo może nie znalazł odpowiedniej dziewczyny?
-To nie o to chodzi, Lucy. On po prostu bawi się kobietami. Traktuje je niemalże przedmiotowo. Każda kolejna laska to kolejne trofeum. Ma w swoim rękawie zapas trików i sztuczek na skuteczny podryw. Więc wybacz, ale nigdy nie uwierzę w to, że nagle zamieni się w potulnego baranka. 
To wszystko co powiedział trochę mną wstrząsnęło. I mimo że już wiele razy rozmawialiśmy na temat Louisa i dobrze wiedziałam jakim jest człowiekiem, to tym razem naprawdę się przejęłam. Ash był poważny i szczery, naprawdę bał się, że jego brat może mnie skrzywdzić. A ja? A ja właśnie zaczynałam się do niego przekonywać... Czyżby niesłusznie?
     -Louis powiedział mi, że między wami wszystko jest już w porządku - zaczęłam. -Ale mam rozumieć, że to bzdura?
-Oczywiście, że bzdura. Kilka dni temu byłem u niego w domu. Gdy tylko mnie zobaczył, posłał mi zabójcze spojrzenie, rzucił jakimś chamskich tekścikiem i tyle było z naszej rozmowy. Ja bym mógł się z nim pogodzić, nie pierwszy raz się posprzeczaliśmy. Ale to on ma jakiś problem. Nie będę go przecież przepraszać na kolanach, bo nie mam za co.
-Wiesz co mi powiedział? - zaczęłam niepewnie. -Że pobiliście się, bo Louis był o ciebie zazdrosny i myślał, że coś między nami jest...
-Sama widzisz - westchnął mój towarzysz. -Uważasz, że normalni ludzie się tak zachowują? Ten człowiek sam wymyśla sobie problemy. Ma kłopot z agresją, alkoholem... Gdy jest wnerwiony to idzie się upić albo poszarżować na drodze. Mówiąc szczerze, to nawet nie jestem pewny ile już wypadków mógł spowodować...
Przeszły po mnie ciarki. Ash powoli uświadamiał mnie w mojej łatwowierności. To jemu bardziej ufałam.
     Za moment złapał mnie czule za dłoń.
-Pamiętaj, że zależy mi na tobie i nie pozwolę, by ten pajac cię skrzywdził. Oczywiście jesteś wolnym człowiekiem i sama możesz decydować z kim się przyjaźnisz. Po prostu zapamiętaj to, co ci powiedziałem. 
-Dziękuję - powiedziałam uśmiechnięta. Ashton naprawdę potrafił wywołać szczery uśmiech na mojej twarzy. A tamtego wieczora naprawdę otworzył mi oczy.
     W sobotę wieczorem odpoczywałam po dość aktywnym dla mnie dniu. Najpierw byłam z mamą na zakupach, potem jeszcze ćwiczyłam sama w domu. Czułam się świetnie, z moją nogą naprawdę było już bardzo dobrze i to bardzo podnosiło mnie na duchu.
     Siedziałam właśnie na fejsie i przeglądałam posty na tablicy, gdy zobaczyłam jakąś aktywność Caluma. Od razu przypomniałam sobie, że przecież chcieliśmy się spotkać po powrocie do Londynu. Postanowiłam do niego napisać. 
"Cześć, Calum. Nasze spotkanie aktualne? Kiedy masz czas?"
"Cześć! Jasne, że aktualne. Co powiesz na poniedziałek?"
Umówiłam się więc z nim na poniedziałkowy wieczór. Miałam nadzieję, że na tym spotkaniu wszystko sobie wyjaśnimy i trochę odbudujemy nasze relacje, które zepsuły się po moim rozstaniu z Zaynem. Bardzo na to liczyłam.
     Jakiś czas później usłyszałam dźwięk nowej wiadomości prywatnej. Louis Tomlinson. Cóż, mogłam się domyślić, że prędzej czy później się odezwie.
"No cześć. Kiedy powtórzymy nasz przemiły wieczór sprzed kilku dni? Już się stęskniłem."
Kilka minut zastanawiałam się co mu odpisać. Po rozmowie z Ashtonem naprawdę zaczęłam trochę inaczej patrzeć na Louisa, mimo że już wcześniej domyślałam się jakie z niego ziółko. Tak bardzo chciałam mu zaufać. Widziałam jak się starał, jak chciał się zmienić... Czy naprawdę to były tylko i wyłącznie jego gierki? Byłam w potrzasku.
"Nie wiem kiedy teraz będę miała czas. Odezwę się ;)"
"Tylko nie daj mi długo czekać. Nie wiem ile bez ciebie wytrzymam :*"
Ugh. nie odpisując mu, szybko wylogowałam się z konta i zamknęłam laptopa. W moim mózgu toczyła się bitwa skrajnych myśli, skrajnych emocji. Nie wiedziałam komu zaufać, nie wiedziałam co robić. W tamtej chwili naprawdę potrzebowałam odpoczynku od tego wszystkiego.
     Zaczął się nowy tydzień. Oznaczało to spotkanie z Calumem. Czekałam na nie przez cały weekend. Bardzo brakowało mi jego towarzystwa. Jego poczucia humoru, pozytywnej energii i ciepła, które zawsze od niego biło. Wiedziałam, że już nigdy nie będziemy bliskimi przyjaciółmi, ale nie chciałam urywać z nim kontaktu. Nie obchodziło mnie, czy wciąż zadaje się z Zaynem, czy nie. To nie miało żadnego znaczenia.
     Spotkaliśmy się późnym popołudniem. Miałam ochotę na spacer. Wiedziałam, że dobrze to zrobi mojej nodze, poza tym miałam trochę dosyć pubów i kawiarni, do których często chodziłam w ostatnim czasie.
      Spacerowaliśmy główną alejką parkową. Najpierw rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Atmosfera była luźna, dopóki Calum nie spytał o mój wypadek. Nie miałam mu tego za złe. Miał prawo wiedzieć.
-Zayn powiedział mi tylko, że ktoś cię potrącił.
-Tak. Jakiś pirat drogowy. Miał wyłączone światła, a ja szłam wieczorem kiepsko oświetloną drogą. Skończyło się nogą złamaną w kilku miejscach. Operacja, potem miesiąc w szpitalu, a od półtora miesiąca chodzę na rehabilitację. Na szczęście wszystko zmierza ku końcowi.
-Dobrze, że ucierpiała tylko twoja noga. Gdyby stało ci się coś poważniejszego...
-Ale nie stało się, więc nie ma co do tego wracać - powiedziałam i objęłam go ramieniem. -Szkoda tylko, że nie złapali tego kierowcy. Boję się, że może powodować kolejne wypadki. To przecież jakiś wariat...
-A propos wariatów... Nawet nie wiesz jak Zayn wariował po waszym rozstaniu.
Od razu moje serce zabiło mocniej, gdy to usłyszałam. Nie chciałam o nim rozmawiać, ale niestety o było oczywiste, że nasza rozmowa tak się potoczy. Musiałam przyjąć to na klatę.
-Najpierw chodził wkurwiony. Wydzwaniał do ciebie, a ty nie odbierałaś. Myślałem, że rozniesie wszystko wokół... Potem chyba trafiło go sumienie, zaczął żałować wszystkiego co zrobił. Mówił, że był idiotą, że pozwolił ci odejść. A gdy nagle dowiedział się, że miałaś wypadek... Załamał się. Nigdy nie wiedziałem go tak zdołowanego.
Nie wiedziałam co o tym sądzić. Chyba Zayn nie wysłał Caluma na spotkanie ze mną, by mi to wszystko powiedział? Przecież to by było szczytem bezczelności.
-Mówisz to szczerze?
-Tak, mówię zupełnie szczerze. Zayn nawet nie wie, że tu jestem, jeśli o to ci chodzi. Nie wiem jakby zareagował, gdyby się dowiedział - zaśmiał się pod nosem. -Od czasu wyjazdu nad jezioro jest trochę... zdenerwowany.
-To był najbardziej niefortunny zbieg okoliczności w historii. Ale przynajmniej my odnowiliśmy kontakt.
-Jasne. Bardzo się cieszę - rzucił uśmiechnięty, a potem przytulił mnie do siebie.
     Za jakiś czas usiedliśmy na okolicznej ławce.
-Ci ludzie, z którymi byłaś na plaży... To jacyś twoi nowi znajomi? - zapytał Cal.
-Tak. Pamiętasz Ashtona? To właśnie mój rehabilitant.
-Oh, to powinienem przybić mu piątkę, że tak się o ciebie troszczy.
-Daj spokój, taka jego praca.
-Ale jednak byłaś z nim na wakacjach. Czy wy na pewno nie...
-Nie, Calum - odparłam szybko, zanim dokończył pytanie. -Już ci o tym mówiłam. Nie jesteśmy razem. Z nikim się nie spotykam, to tylko moi znajomi.
-Czyli jesteś sama.
-Jestem sama. Ale nie oznacza to, że kiedykolwiek wrócę do Zayna. Bez względu na to, czy nadal coś do mnie czuje, czy nie. To skończony etap.
-Wiem. W końcu się z tym pogodzi, wiesz jaki on jest. Tylko naszej paczki trochę mi szkoda, to wszystko.
-Dlatego zadzwoń czasem. Chętnie spotkam się jeszcze z tobą na spacer czy na kawę.
-Jasne. A Zayn nie musi o tym wiedzieć - odpowiedział, po czym obydwoje wybuchliśmy śmiechem.
     Po dwugodzinnym spotkaniu, Calum odprowadził mnie do domu. Mówiąc szczerze, to wcale jeszcze nie chciałam się z nim rozstawać, więc postanowiłam zaprosić go na herbatę. Zgodził się. Nie spodziewałam się jednak, że ten wieczór skończy się o wiele szybciej, niż planowałam...
     Podeszliśmy pod mój dom. Wtedy przy krawężniku zobaczyłam pewne znajome mi auto. Zamarłam. Czyżbym miała niezapowiedzianego gościa?...
     Weszliśmy do środka. Od razu po naszym wejściu do przedpokoju wpadła mama. Zdziwiła się, gdy zobaczyła u mojego boku Caluma.
-Oh, Calum, cześć.
-Dobry wieczór - odpowiedział grzecznie.
-Miło cię widzieć, dawno cię tu nie było.
-No, tak jakoś wyszło...
-Właśnie, Lucy - zwróciła się do mnie. -Masz gościa.
A jednak nie pomyliłam się. Zawrzałam. Nigdy nie spodziewałam się, że właściciel tego czerwonego Forda wpadnie do mnie z niezapowiedzianą wizytą...
     Razem z Calumem weszliśmy do salonu, gdzie zobaczyliśmy Louisa. Jak gdyby nic popijał herbatkę. Nie mogłam w to uwierzyć.
-Cześć, Lucy - powiedział uśmiechnięty, następnie spojrzał na Caluma. Oboje byli trochę zszokowani swoim widokiem. Rzucili sobie ciche "Hej" od niechcenia, następnie Lou znowu spojrzał na mnie. -Chciałem zrobić ci niespodziankę, ale cię nie zastałem. Twoja mama zaprosiła mnie więc na herbatę...
Poczułam niebezpieczny napływ gorąca. Byłam jak czajnik, który zaraz miał zaczął gwizdać z przegrzania. Byłam wściekła, ale i zażenowana jednocześnie.
-To może ja już pójdę - usłyszałam w końcu Caluma, który, nim się obejrzałam, zamykał już za sobą drzwi. 
     Zerknęłam na stojącą obok mamę. Z wyrazu mojej twarzy wyczytała, że nie jestem zadowolona sytuacją. Za moment zostawiła nas w pokoju samych i uciekła do kuchni.
-Co ty tu robisz? - zapytałam podchodząc do niego.
-Mówiłem już. Chciałem zrobić ci niespodziankę.
-Nie lubię takich niespodzianek. Jak widzisz, byłam już dzisiaj z kimś umówiona.
-Przepraszam, nie wiedziałem, że tak to wyjdzie. Naprawdę chciałem cię odwiedzić, tak po prostu. Już nie mogłem doczekać się, aż znowu się umówimy...
-Przykro mi, ale wybrałeś zły dzień. Więc wybacz, jestem teraz zmęczona i chciałabym się już położyć.
-Oczywiście - powiedział lekko zawiedziony. -Już idę. Przepraszam jeszcze raz. I podziękuj swojej mamie za herbatę. Cześć.
     Od razu gdy Louis wyszedł i usłyszałam oddalający się warkot silnika jego auta, udałam się do kuchni, gdzie siedziała moja mama.
-Co on tu robił? - zapytałam. nerwowo.
-Oj nie denerwuj się. Zapytał o ciebie, powiedziałam, że niedługo powinnaś wrócić i zaproponowałam herbatę. Czy to coś złego? Myślałam, że to twój kolega.
-Tak, ale... Ugh, po prostu nie planowałam się dziś z nim spotykać. Następnym razem nie wpuszczaj tu nikogo, jasne?
-Dobrze, przepraszam - powiedziała lekko skruszona. -Wiesz, ten Louis to bardzo miły i kulturalny chłopak. Przyniósł kwiaty...
-Kwiaty? - zdębiałam, gdy to usłyszałam, a następnie zobaczyłam kolorowy bukiet stojący w wazonie na parapecie.
-Powiedz mi córeczko prawdę. Spotykasz się z nim? Jeżeli tak, to co z Ashtonem?
-Ah, przestań być taka wścibska, mamo! - krzyknęłam, po czym poszłam do siebie do sypialni.
     Cały ten przyjemny dzień skończył się fatalnie. Louis gawędzący z moją mamą przy herbacie, przynoszący kwiaty i jeszcze do tego Calum. Zrobiło mi się przed nim tak wstyd... Musiałam to z nim wyjaśnić.
     Od razu wzięłam się za pisanie smsa do niego.
"Przepraszam cię za dziś. Zupełnie nie spodziewałam się wizyty Louisa. W każdym razie nadal chcę cię zaprosić na herbatę, tylko powiedz kiedy."
Nie musiałam szybko czekać na odpowiedź. Niestety, jej treść nie była tym, czego oczekiwałam.
"Nie wiem czemu mnie okłamałaś. Powiedziałaś, że z nikim się nie spotykasz, a tymczasem ten koleś przychodzi już do twojej mamusi na herbatkę. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Dobranoc"
Czułam się fatalnie. Wyszłam na jakąś kłamczuchę, którą nie byłam. Miałam tylko nadzieję, że nie zaważy to na mojej przyjaźni z Calumem.





Cześć czołem, jak humory? Mnie złapało małe przeziębienie, ale nie przeszkodziło mi ono w napisaniu nowego rozdziału! Jak się podobało? Piszcie w komentarzach <3
Zapraszam jak zawsze na mojego wattpada. W zeszłym tygodniu pojawił się tam nowy rozdział. W roli głównej przystojny barman Ashton i jego znajomość z seksowną testerką wierności ;)

Do następnego:*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz