niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział 25

     Siedziałam w domu i szykowałam się na spotkanie z Louisem. Właściwie to cały czas zastanawiałam się, czy traktować to jak randkę, czy zwykłe towarzyskie wyjście? W zasadzie mogłam być prawie pewna, że dla niego była to randka. Dobrze wiedziałam, że mu się podobam. Ale czy dla mnie to spotkanie miało taki sam charakter? Z Ashtonem też wiele razy spotykałam się na kawę czy do kina, a ani razu żadne z nas nie nazwało tego randką.
     Chyba, że Ash nazywał to tak po cichu...
     Spojrzałam na zegarek. Według niego Louis miał się zjawić w ciągu kilku minut. Byłam już gotowa, więc wzięłam torebkę i zeszłam na parter. Weszłam jeszcze do kuchni i napiłam się soku. Za moment do kuchni weszła też mama.
-Ale ładnie wyglądasz, to chyba jednak randka.
-Wyglądam tak jak zawsze - odparłam bez żadnych emocji. Dyskutowanie z nią było bez sensu, ona i tak wiedziała swoje.
-Przyjdzie tu po ciebie?
-Mhm - mruknęłam, dopijając sok ze szklanki.
-Super, chcę go poznać!
-Mamo - rzuciłam w końcu podniesionym tonem. Nie wytrzymałam. -To nie żadna randka. Louis jest bratem Ashtona, jedynie moim kolegą. Zaprosił mnie na kawę, bo powiedzmy, że.. jest mi coś winny.
Zadośćuczynienie za stargane nerwy, dodała moja podświadomość.
     Mama w końcu odpuściła i nie zadawała już więcej pytań. Na szczęście za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi. Założyłam więc buty, wzięłam torebkę i wyszłam z domu.
     Louis stał na progu. Wyglądał bardzo dobrze, rześko i świeżo, a na jego ustach widniał szeroki szczery uśmiech. Przy krawężniku zauważyłam zaparkowany jego wóz. Cudowne zielone Mitsubishi. Ciarki po mnie przechodziły na myśl o wejściu do tego ohydztwa, nie wspominając już o lekkim strachu. W końcu kierowcą miał być szalony pirat drogowy lubiący rozbijać się o różne słupy i płoty. Nie ma to jak poczucie bezpieczeństwa.
     Na szczęście podróż przebiegła spokojnie i bezkolizyjnie. Louis zabrał mnie do małego, całkiem przyjemnego pubu. Bałam się jaki lokal wybierze, ale o dziwo nie było tam tak źle. Znaleźliśmy wolny stolik, przy którym usiedliśmy, a potem zamówiliśmy po szklance napoju oraz talerz jakichś przekąsek.
     -Jak ci minął tydzień? - zaczął mężczyzna.
-Przyjemnie. Odpoczynek w zaciszu domowym, rehabilitacja... W zasadzie wszystko po staremu.
-Właśnie, rehabilitacja.... Jak tam twoja noga?
-Lepiej, dziękuję.
-Czyli mój brat dobrze się spisuje?
-Tak, jest świetny.
-Ale tylko jeśli chodzi o masowanie nóg, czy tak ogółem?
Zadając to pytanie spojrzał na mnie tak, że aż zrobiło mi się nieprzyjemnie gorąco. Czułam się, jakby przybili mnie do muru. Zupełnie jakby moja odpowiedź na to pytanie oznaczała życie lub śmierć.
-Nie odpowiadasz - kontynuował po chwili. - To znaczy, że odpowiedź jest jasna?...
-Ashton jest dla mnie przyjacielem i mówiłam o tym już dziesiątki razy - odparłam wreszcie. Louis patrzył się na mnie uważnie, czym trochę mnie rozpraszał. -Więc tak, jest świetny ogółem. Ale nie w ten sposób, co myślisz.
-Pamiętasz tamtą sytuację w moim samochodzie? 
Od razu wiedziałam co miał na myśli. Ten nieco krępujący moment naszego pocałunku. Nie musiałam odpowiadać.
-Powiedziałem ci wtedy, że byłem zazdrosny o Ashtona. I właśnie to jest mój największy problem. Jestem cholernym zazdrośnikiem - zaśmiał się. -Pewnie mój brat naopowiadał ci o mnie różnych historyjek. Że jestem nieodpowiedzialnym palantem, alkoholikiem i cholera wie co jeszcze. Ale pewnie nie powiedział ci, że nigdy nie szalałem tak za żadną dziewczyną.
-Co, taki z ciebie świętoszek? - rzuciłam śmiejąc się pod nosem.
-Ja? - również się zaśmiał. -Prędzej diabełek. Ale poznawanie ciebie bliżej sprawia, że chcę trochę przystopować. 
-Louis, ja...
-Tak, wiem - przerwał mi. -Nic na siłę, nie chcesz się spieszyć i tak dalej. Rozumiem. W końcu poznałaś mnie od tej gorszej strony. Dlatego teraz staram się to naprawić. Podczas wyjazdu zachowywałem się jak kretyn, wiem. Ale to dlatego, że nie byłem pewny tego, co jest między tobą a Ashem. Po prostu ta wątpliwość nie dawała mi spokoju.
-Louis... Powiesz o co wtedy się pobiliście? - postanowiłam zapytać, jednocześnie zbaczając trochę z tematu. Ten temat nadal bardzo mnie gryzł od środka. -Mówiliście, że to tylko drobna braterska sprzeczka, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Jeżeli chcesz naprawić swój wizerunek, to bądź ze mną szczery. Powiedz mi prawdę.
-Chciałem od niego wyciągnąć co was łączy, jednak rozmowa potoczyła się nie tak jak chciałem. Dwa słowa za dużo i skończyło się pięścią na twarzy. Ale to już zamknięty temat, wszystko sobie z Ashem wyjaśniliśmy.
-Naprawdę? - spytałam czując napływającą nadzieję. Czyżby bracia przestali się w końcu boczyć na siebie jak przedszkolaki?
-Naprawdę. To nie pierwsza taka nasza kłótnia. Potrzebowaliśmy ochłonąć i tyle. Więc nie musisz już się tym przejmować. Było i minęło, okej?
-Okej - odparłam trochę spokojniejsza. Następnie podniosłam szklankę z sokiem do toastu. -To co, za pokój i harmonię?
-Za pokój - zaśmiał się, następnie puknęliśmy się szklankami.

Ashton POV
     Siedziałem u Liama. Piliśmy piwo i oglądaliśmy jakiś kanał sportowy. Właściwie to telewizor po prostu był włączony, a my gadaliśmy to o tym, to o tamtym. Wolałbym ten wieczór spędzić z Lucy, ale niestety - spóźniłem się z zaproszeniem.
-Tak właściwie to nie wiesz gdzie poszedł Louis? - spytałem kolegi.
-Nie wiem, nie spowiada mi się - wzruszył ramionami. -Powiedział, że jest umówiony i wyszedł. Może pojechał do Harry'ego, albo Michaela. Cholera go wie.
-A może ma jakąś randkę?
-Randkę? - spojrzał na mnie zdziwiony, następnie parsknął śmiechem. -Jeżeli masz na myśli wypad do klubu i wyrwanie jakiejś panienki, to akurat bardzo możliwe.
Zrobiło mi się gorąco. Na samą myśl, że Lucy mogłaby się spotykać z kimś takim... Przeżyłbym Michaela, nawet tego plotkarza Horana. Ale Louisa?
-A co ty taki czerwony się zrobiłeś? - zapytał Liam wyrywając mnie z moim głębokich przemyśleń. -Zazdrosny jesteś, że Louis być może coś wyrywa, a ty nie?
-Ah, daj spokój - warknąłem, po czym wziąłem łyk piwa.
-No tak. Ty już masz jedną na oku, co? Przyznaj się, jak tam sprawy z Lucy?
-Sprawy, jakie sprawy... Przyjaźnimy się.
-Ale ty jesteś idiotą - zaśmiał się na całe mieszkanie. -Wiem, że się oficjalnie przyjaźnicie, ale pamiętam też co o niej mówiłeś. Może i byłem pijany, ale dobrze to zapamiętałem! Jak to szło? Ona jest taka boska i ma boski tyłeczek!...
-Przestań, nie mówiłem nic o żadnym tyłku.
-Mówiłeś, nie mówiłeś, nieważne. Prawda jest taka, że laska wciągnęła cię do jakiegoś friendzone, a ty się na to godzisz nie wiadomo czemu. Lucy to świetna dziewczyna. Ładna, miła, mądra, niemalże idealna partia dla ciebie. Obydwoje na siebie lecicie, ale coś was blokuje. Więc stary, klata do przodu i zrób coś z tym, bo potem ktoś sprzątnie ci ją sprzed nosa i już będzie za późno.
     Louis... Tylko on przyszedł mi na myśl. Czemu akurat musiała pomiędzy nami stanąć dziewczyna? Nigdy między nami nie było takiej sytuacji. Może dlatego, że zawsze gustowaliśmy w innych dziewczynach. A teraz Louisowi coś odwaliło i postanowił zabrać mi Lucy sprzed nosa. Może Liam miał rację? Może powinienem zaryzykować naszą przyjaźń i w końcu otwarcie powiedzieć jej co czuję?
     Wóz albo przewóz. Albo będę cierpiał do końca życia, że nigdy nie powiedziałem jej o swoich uczuciach, albo wygram i zyskam wspaniałą dziewczynę.
     Najwspanialszą.
     U Liama posiedziałem jakieś dwie, trzy godzinki. Następnego dnia czekała mnie praca, zresztą tak jak i Payne'a, więc w grę nie wchodziły jakieś całonocne popijawy. W sumie cieszyłem się, że się z nim spotkałem. Może czasami był palantem i myślał tylko o swoich mięśniach, ale potrafił też powiedzieć coś mądrego i pocieszającego. Nie ukrywam, że rozmowa z nim podniosła mnie na duchu i trochę zmotywowała do działań. 
     Niestety, mój dobry humor trochę się spieprzył, akurat gdy zbierałem się do domu. Będąc już w przedpokoju drzwi do mieszkania otworzyły się i zobaczyłem w nich Louisa. Uśmieszek znikł również z jego twarzy od razu gdy mnie zauważył.
-Cześć - powiedział lekko zdziwiony. -Co ty tu robisz?
-Wpadł do mnie na piwko - odpowiedział stojący za mną Liam. -Skoro ty wybiłeś na miasto, to i my chcieliśmy się trochę rozerwać.
-Jak ci minął wieczór? - spytałem brata. Ten spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Fenomenalnie. Nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiedział pewny siebie. -Miło, że pytasz, braciszku.
Następnie zdjął buty i od razu poszedł do swojego pokoju. Palant.
-Czy wy w końcu zaczniecie gadać normalnie? - rzucił Liam, gdy zostaliśmy sami w przedpokoju.
-Może. Jak przestanie być kretynem.
-Czy wy powiecie kiedyś o co się wtedy tak poszarpaliście? Louis też unika tematu.
-Wybacz, Liam. To sprawa między nami, ale obiecuję ci, że wkrótce wszystko sobie wyjaśnimy.
     Nadszedł piątek. Czekałem w swoim gabinecie na Lucy, która miała przyjść na umówione spotkanie. Od rozmowy z Liamem minęła chwila i miałem czas, by wszystko przemyśleć. Zdałem sobie sprawę, że mój kolega miał rację. Byłem idiotą trzymając dystans do Lucy i pozwalając na to, by to Louis się do niej zbliżył. Teraz przyszła moja kolej.
     Lucy przyszła na rehabilitację spóźniona kilka minut mówiąc, że odrobinę zaspała. Szybko więc przygotowaliśmy się do ćwiczeń i od razu zaczęliśmy.
    -Myślę, że kolejne dwa tygodnie to już będzie tylko formalność - powiedziałem na koniec zajęć. -Przed nami kilka ostatnich spotkań i myślę, że rehabilitacja dobiegnie końca. Jest już lepiej niż dobrze.
-Dziękuję ci - odparła z uśmiechem na ustach. -Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
-Pewnie leczyła się u kogoś innego i też wyzdrowiała.
-Ale wtedy nie poznałabym ciebie. Ciebie, Louisa... I całej reszty.
Louisa... Po cholerę o nim wspomniała? Jego imię ostatnio bardzo działało mi na nerwy.
-Powiedziałam coś nie tak? - zapytała zgaszona po chwili ciszy.
-Nie, po prostu... Cały czas nie mogę dogadać się z bratem. Ostatni raz normalnie gadaliśmy jeszcze na działce. 
-Jak to... Słyszałam, że się już pogodziliście?
-Słyszałaś? Niby od kogo?
-No... Od Louisa. Właściwie widziałam się z nim przedwczoraj.
I mimo że wcale nie chciałem tego usłyszeć, to jednak dostałem potwierdzenie. Louis i Lucy spotkali się i to jeszcze nie mówiąc o tym nikomu, jakby to była jakaś pieprzona randka w tajemnicy.
-Ale dziś mam nadzieję, że się nie widzicie i w końcu uda mi się wyciągnąć cię na kawę? - spytałem od razu. Uśmiechnęła się.
-Jasne. Na dzisiejszy wieczór nie mam planów.
-To świetnie. Spotkamy się i powiem ci prawdę jak to jest między nami.





Witam po kilku tygodniach :) 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał i nie jesteście jeszcze znudzeni historią :)
Dziękuję za wszystkie dotychczasowe wyświetlenia i komentarze! Do następnego :*



1 komentarz: