niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 22

     Poszłam na piętro i weszłam do sypialni. Ashton stał przy oknie i zapatrzony był w niebo. Gdy zorientował się, że jestem w pokoju, od razu odwrócił się.
-Jak twoja noga? - zapytał jak gdyby nigdy nic.
-Ostatnio nie najgorzej. Wczoraj nawet dałam radę potruchtać.
-To świetnie - odpowiedział mając na twarzy lekko wymuszony uśmiech. -Ani się obejrzysz, a ten trucht zamieni się w sprint.
-Mam nadzieję.
     Rozebrałam się i położyłam na materacu, który wcześniej przygotował Ash. Naprawdę lubiłam te nasze ćwiczenia, bo zawsze przebiegały w przyjaznej atmosferze, ale tym razem było dziwnie niezręcznie. Niby już się pogodziliśmy, ale nadal między nami wyczuwalne było napięcie. Poza tym wszystko było trudniejsze przez pewną osobę trzecią... Nie mogłam przestać myśleć o Louisie. Już kiedy się poznaliśmy to ze mną flirtował, ale myślałam, że to nic poważnego. Ale nagle wydarzył się ten pocałunek i wszystko inne... Louis zadurzył się we mnie i był zazdrosny o Ashtona, że spędza ze mną więcej czasu. Przecież ja i Ash przyjaźniliśmy się, a do tego ćwiczyliśmy razem. To logiczne, że spędzaliśmy razem dużo czasu. A Louis? Na początku naprawdę za nim nie przepadałam, jednak powolutku zauważałam, jak zaczął się zmieniać. Albo przynajmniej starał się to robić. Czy powinnam dać mu szansę? Poznać go lepiej? Powinnam przynajmniej docenić to, że się stara.
-Lucy? - usłyszałam nagle głos Ashtona i wtedy ocknęłam się. -Pytałem, czy boli cię, jak tutaj naciskam.
-Co? Ymm nie, nic nie boli.
-Świetnie. To znaczy, że nastąpiła duża poprawa. Już nie powinno cię tu boleć.
Uśmiechnęłam się tylko do niego, a potem odwróciłam wzrok. Jednak Ash nie planował dłużej podtrzymywać tej ciszy.
-O czym tak myślisz?
-O niczym szczególnym.
-Mam wrażenie, że znowu jesteś na mnie zła.
-Zła? Przecież nie mam za co. Myślałam, że to ty jesteś obrażony na mnie.
-Niby dlaczego?
-Jesteś o mnie zazdrosny? - zapytałam prosto z mostu. Ashton zamarł, przerywając masaż mojej nogi. -Powiedz, jesteś zazdrosny czy nie? Kiedy rozmawiam z Louisem?
-Przecież my się przyjaźnimy, a Louis to mój brat, czemu miałbym być zazdrosny.
Parsknęłam pod nosem. On naprawdę był takim idiotą, czy tylko udawał? Nie rozumiem, dlaczego był takim tchórzem. Louis w końcu odważył się powiedzieć mi w twarz co myśli, a Ashton nadal udawał, że nic się nie dzieje.
-Wiedziałeś, że podobam się Louisowi? - spytałam, ale ten nie odpowiedział. -Musiałeś wiedzieć.
-Przecież już ci mówiłem, byś na niego uważała. To manipulant.
-Co chcesz przez to powiedzieć? Że w podrywaniu mnie ma jakiś cel?
-Nie wykluczam tego - wzruszył ramionami.
-Na przykład jaki? Myślisz, że chce mnie zaciągnąć do łóżka?
-To byłoby bardzo w jego stylu. On nigdy nie traktował dziewczyn poważnie.
-I dlatego się pobiliście?
To pytanie znowu spowodowało, że Ashton zamarł. Naprawdę myślałam, że w końcu przestanie trząść portkami i zachowa się jak facet, ale on po prostu wstał z podłogi i powiedział, że to koniec rehabilitacji na dziś.
-Po powrocie do Londynu umówimy się na kilka kolejnych spotkań. Ale myślę, że rehabilitacja zbliża się ku końcowi.
-I tak masz zamiar to zakończyć? Nie porozmawiasz ze mną na poważnie? - spytałam podniesionym tonem wstając z materaca.
-Po prostu nie chcę się z tobą kłócić, już ci mówiłem - powiedział podchodząc do mnie. -Dlaczego wciąż drążysz ten temat? Nic się nie stało, nie ma problemu, koniec tematu. Zapomnij o bójce, kłótniach, o wszystkim. A na Louisa po prostu uważaj. Nie chcę, by cię skrzywdził. Przyjaźnimy się i martwię się o ciebie, to wszystko.
Pogładził mnie kilka razy po ramieniu, a potem opuścił pokój zostawiając mnie samą. 
     Co za palant. Naprawdę zdenerwował mnie tym wszystkim. Martwił się o mnie jako przyjaciel? Louis miał rację. Ashton był tchórzem i z jakimś niewiadomych przyczyn trzymał mnie na dystans. Skoro tak, to nie było chyba żadnych przeszkód, by móc umówić się na randkę z Louisem. On przynajmniej mówił wprost co do mnie czuje.
     Właściciel działki zarządził na ten wieczór imprezę pożegnalną. Mówiąc szczerze miałam średnią ochotę na imprezowanie już kolejny dzień z rzędu, ale z drugiej strony to był ostatni wieczór. Mogłam potraktować to jako zakończenie tego naprawdę szalonego wyjazdu. Bardzo chciałam już pojechać do domu.
     Ku mojemu zdziwieniu nie było jakoś bardzo głośno. Harry odrobinę ściszył muzykę, a potem usiedliśmy wszyscy na kanapach i zaczęliśmy rozmawiać i co chwilę wznosić za coś toasty.
-Ja chciałbym wznieść toast za nasze cudowne kucharki - powiedział Michael patrząc na mnie i Sophię. -Obiadki pyszne jak u mamusi, normalnie muszę którąś z was ukraść do siebie.
-Moją kobietę proszę zostawić w spokoju, nie dzielę się nią - odparł Liam, obejmując mocno Sophię, która cały czas śmiała się pod nosem.
-Ja też odpadam -wtrąciłam. -Jestem kontuzjowana i nie mogę długo stać przy garach.
-Spoko, Ashton chyba pracuje nad tym? - rzucił Mikey patrząc na mojego rehabilitanta siedzącego na przeciwko mnie. Również na niego spojrzałam, a potem on na mnie. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Zrobię wszystko, by Lucy była w takiej formie jak przed wypadkiem, albo i jeszcze lepszej.
Po tych słowach zrobiło mi się naprawdę ciepło w sercu. Nadal byłam na niego zła, ale jego uśmiech zawsze był czymś, co uwielbiałam.
-Czuję w powietrzu jakieś feromony - wypalił nagle Niall, a ja tylko wykręciłam oczami. Jak zawsze musiał wtrącić swoje głupkowate trzy grosze...
-Niall, może znajdź sobie jakąś dziewczynę, bo zachowujesz się jak niewyżyte dziecko, którego swędzi zawartość majtek - wypalił Harry, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Nie ukrywam, przydałaby się jakaś płeć piękna obok, ale na razie mam swojego Nissana i to mi wystarczy.
-Rozumiem, że rura wydechowa jest przyjemniejsza niż wagina?
-Boże, jesteście okropni - rzuciłam, uderzając się dłonią w czoło. Ukradkiem spojrzałam na Sophię, która zareagowała podobnie. Za moment jednak wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem. Ich poczucie humoru było czasami wykraczające poza wszelkie granice, ale powoli się do tego przyzwyczajałam. 
     Siedziałam obok Ashtona, popijaliśmy już kolejne z rzędu piwo. Blondyn opowiadał mi o śmiesznych historiach, które przydarzyły mu się podczas stażu w przychodni. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęliśmy znowu normalnie rozmawiać, jakby nigdy nic się nie stało. Może to nawet lepiej? Ashton miał rację. Lepiej zapomnieć i po prostu iść dalej. Nie chciałam stracić takiej osoby jak on.

Louis POV
     -Czuję w powietrzu jakieś feromony - wypalił uchachany Niall, patrząc się na wpatrzonych w siebie Ashtona i Lucy. Niestety wolałbym być w błędzie, ale też to wyczuwałem. Była między nimi chemia. Chemia, której nie było między Lucy a mną. Cholera. Kręciła mnie ta laska, pragnąłem jej coraz bardziej, nawet odważyłem się zrobić krok w jej kierunku. Teraz już nie mogłem odpuścić. Wiedziałem, że po powrocie do Londynu musimy spotkać się sam na sam. Wierzyłem, że kiedy spędzimy ze sobą trochę czasu na osobności, w swobodnej atmosferze, to w końcu coś zaiskrzy. Wiedziałem, że mój braciszek cały czas jest przeszkodą, ale znałem już go trochę, więc wiedziałem też, że jest po prostu cienki w uszach. Prędzej wyrośnie mu kaktus na ryju, niż powie Lucy co do niej czuje. A co do tego nie było żadnych wątpliwości.
     Siedziałem obok Harry'ego i rozmawialiśmy o częściach do samochodów. Pytał się mnie o kilka rzeczy, chciał żebym podrasował mu silnik u mnie w warsztacie. Chciałem mu pomóc, ale nie mogłem się skupić, bo na przeciwko nas siedziała Lucy i Ashton i rozmawiali, ostro przy tym flirtując. Cały czas wydziałem ich kątem oka i wychodziłem z siebie. Znowu miałem ochotę wstać, dać Ashtonowi w pysk i rzucić się na usta jego "przyjaciółki", ale wiedziałem, że kolejna taka akcja nie przejdzie. Uspokój nerwy, Tomlinson, powtarzałem do siebie w myślach. Gdyby to nie chodziło o Lucy, to pewnie wsiadłbym za kółko i zrobiłbym kilka okrążeń po mieście z gazem wciśniętym do dechy. To pomagało mi się odstresować. Jednak ostatni raz gdy to zrobiłem, to praktycznie całkowicie straciłem zaufanie Lucy. Nie chciałem, by to się powtórzyło.
-Lou, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - zapytał w końcu Harry. -Pytałem czy załatwiłbyś mi te części.
-Co? Jasne, zadzwoń jak już będziemy w mieście. Zobaczę, co da się zrobić.
-To o niej tak myślisz? - zapytał półszeptem, zerkając dyskretnie na Lucy. Nie odpowiedziałem nic. -Nie wierzę, że pan Tomlinson się zadurzył.
-A co w tym takiego zabawnego? - odburknąłem, gdy mój kolega zaczął się głupkowato śmiać. -To niezła dziewczyna, po prostu mi się podoba.
-Nie ładnie tak podrywać dziewczynę brata, co?
-Przecież oni nie są razem.
-Ale przecież każdy widzi, jak między nimi...
-Ale nie są razem - przerwałem mu zirytowany. -Ashton to pieprzony pies ogrodnika. Myśli, że jest jego własnością i nie chce mnie do niej dopuścić, ale sam też nie ma zamiaru do niej startować. Po prostu mnie to wkurwia.
-Zaraz zaraz, tylko nie mów mi, że to o nią się pobiliście wczoraj.
Spojrzałem na jego zdziwiony wyraz twarzy. Ten skurwysyn był spostrzegawczy niczym najgorsza baba.
-Pobiliśmy się, bo powiedział kilka słów za dużo w moim kierunku. Tyle.
-Ta, jasne. Pobiliście się o laskę, no nie mogę.
-Kto się pobił o laskę? - nagle zapytał Liam, który usiadł obok nas. Kurwa, jeszcze tylko tego brakowało.
-Nikt, nie znasz. Opowiadamy sobie anegdotki z liceum - parsknąłem, biorąc łyk piwa. Liam na szczęście był niezbyt inteligentny, więc uwierzył w tę bujdę.
-No tak, ah te licealne bójki... Też kiedyś pobiłem się z takim jednym...
     Wtedy Payne zaczął opowiadać swoje emocjonujące historie, a ja odciąłem się od tego zupełnie i wciąż wpatrzony byłem w Lucy i Ashtona. Było mi trochę lepiej, gdy zdawałem sobie sprawę, że to już ostatni wieczór. Wiedziałem, że po powrocie do miasta będę już mógł spokojnie działać. Zaproszę ją na jakąś randkę i powoli zacznę odciągać ją od Ashtona. W końcu ich rehabilitacja też już podobno dobiegała końca. Kolejny kamień z serca. Świadomość, że ten frajer ją dotykał nieźle mnie denerwowała.
     Teraz to ja chciałem ją dotykać.


Witam was kochani po calutkim miesiącu! Trochę minęło, ale mam nadzieję, ze mi wybaczycie :) Za nami już 22 rozdział, a kolejne w drodze! Licze na wasze szczere opinie <3
Tym czasem życzę wam Szczęśliwego Nowego Roku 2016! <3

I zapraszam na mojego wattpada, link po prawo ^.^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz