sobota, 17 października 2015

Rozdział 19

Louis POV
     Nie wiem co mnie podkusiło, żeby wsiąść za kółko. Obiecałem, że trochę przystopuję. Obiecałem to sobie, bratu, obiecałem to Lucy... Okazało się, że jestem beznadziejny w dotrzymywaniu obietnic.
     Siedzieliśmy we czwórkę przy stolę i piliśmy. Zaczęliśmy gadać o wszystkim. Samochodach, dziewczynach... Rozkręciliśmy się i straciliśmy trochę wyczucie. Punkt kulminacyjny przyszedł, gdy zaczęliśmy rozmawiać o Lucy. Pijany Ashton to bardzo otwarty Ashton. Zaczął więc opowiadać, jak bardzo podoba mu się ta dziewczyna i jak bardzo jest załamany, że są tylko przyjaciółmi. Szkoda, że dopiero alkohol sprawił, że zaczął gadać. Tchórz.
     Wkurzyłem się, gdy o niej opowiadał. Wkurzyłem się jeszcze bardziej, gdy Liam i Niall zaczęli mu dopingować, gratulować, dawać swoje rady na podryw i tym podobne. A ja? Starałem się ignorować to wszystko o czym mówią. Moje tętno przyspieszyło, ale cały czas powtarzałem sobie w głowie, że nie mogę zareagować, że obiecałem Lucy... Gdybym nie spiął mięśni, zapewne rzuciłbym się na niego z pięściami.
    Co z tego, że opamiętałem się w tej sprawie, jak wkrótce zawaliłem inną. Payne zaczął pieprzyć o tym, jak bardzo lubi jeździć w nocy, jak dawno się nie ścigał. Uznałem, że w ten sposób mogę odreagować. Pomyślałem, że to lepsze, niż pobicie mojego brata. Poczekaliśmy więc jak Ash i Niall poszli spać, a potem wyszliśmy z domu.
     Wiele razy jeździłem po pijaku, czułem się więc dosyć pewnie. Miałem trochę cięższą nogę, więc dawałem nieźle gazu, ale właśnie tego było mi trzeba. Było zupełnie pusto na ulicach. Czułem się wolny mknąc tak po asfalcie. Czułem się lepiej za każdym razem, gdy dodawałem gazu. Niestety nagle uderzyłem w coś. Okazało się, że wjechałem w jakiś stary drewniany płot stojący przy drodze. Cholera, reflektor do wymiany. I to już kolejny w ostatnim czasie...
     Gdy po powrocie na działkę zobaczyłem całą ekipę przed domkiem, wiedziałem, że to koniec. Wszyscy patrzyli się na nas jak na skończonych kretynów. Byli małymi hipokrytami, bo sami nie byli święci, ale przynajmniej umieli trzymać pozory w przeciwieństwie do mnie. Dzień skończył się fatalnie. Liam dostał w twarz od swojej laski, a ja zostałem skarcony krzywym spojrzeniem ze strony Lucy. To było jeszcze gorsze niż uderzenie.
     Następny dzień zaczął się równie beznadziejnie. Obudziłem się z kacem alkoholowym oraz kacem moralnym. Najgorsze połączenie. Zszedłem na dół, gdzie zostałem powitany przez Harry'ego, który od razu zrobił mi jakieś rodzicielskie kazanie na temat mojego zachowania. Nie miałem ochoty z nim gadać. Nie miałem ochoty gadać z nikim. Wyszedłem więc z domu, pokręciłem się trochę w kółko, a potem po prostu usiadłem na ziemi i zacząłem palić fajkę za fajką.
     W końcu przyszła osoba, której najbardziej się obawiałem. Tak bardzo bałem się spojrzeć jej w oczy. Obiecałem sobie, że ją zdobędę. Obiecałem sobie, że dla niej przystopuję. Dałem ciała i przestraszyłem się, że teraz całkowicie mnie skreśli, a wtedy Ashton będzie miał wolną drogę. 
     Gdy tylko ją ujrzałem, zrobiło mi się gorąco. Odwróciłem wzrok i kontynuowałem delektowanie się papierosowym dymem. Lucy podeszła do mnie bliżej.
-Dumny jesteś z siebie? - zapytała z ignorancją w głosie.
-A jak myślisz? - odpowiedziałem. -Że też dałem się namówić temu idiocie...
-Co, czyli zwalasz wszystko na niego, tak? Jesteś żałosny.
-Lucy, przepraszam - powiedział i znów na nią spojrzałem. Ona jednak nie wyglądała na osobę, która chce przyjąć moje przeprosiny.
-Daruj sobie. Zdążyłam ci zaufać, zapomnieć wszystkie twoje wygłupy, a teraz robisz coś takiego? A gdybyście po drodze kogoś potrącili, to co? Też spieprzylibyście z miejsca wypadku jak kierowca, który zrobił to mnie? Nigdy bym ci tego nie wybaczyła, rozumiesz? Myślałam, że to Zayn zniszczył moje wymarzone wakacje, ale nie. Właśnie ty to zrobiłeś w tej chwili.
     Wtedy odwróciła się i wróciła do domku, trzaskając za sobą drzwiami. Siedziałem tak jeszcze przez chwilę patrząc, jak dogasza się mój papieros. Zacząłem zastanawiać się, czy to wszystko ma sens. Czy warto rezygnować ze swojego stylu życia na cześć jakiejś laski? Owszem, Lucy była wyjątkowa, ale to co było między nami było zbyt burzliwe... Musiałem to przemyśleć. Miałem gdzieś, czy wyparował już ze mnie alkohol, czy nie. Po prostu wsiadłem do auta, zerkając uprzednio na jego nieco poturbowany przód, a potem wyjechałem na miasto. Chciałem po prostu się gdzieś przejechać i pomyśleć.

Ashton POV
     Ból głowy i suchość w gardle... Nienawidziłem kaca. Rzadko upijałem się tak mocno, ale w tamten wieczór jakoś dobrze mi się piło. Między mną a chłopakami była świetna atmosfera. Siedzieliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się. W międzyczasie lał się alkohol, a ja po prostu przestałem liczyć, który to już kieliszek. Wkrótce czując, że mam już dosyć, chwiejnym krokiem wróciłem do pokoju z zamiarem padnięcia na łóżko.
     Zarzuciłem na siebie koszulkę i zszedłem na dół. Od razu przypomniałem sobie to co działo się w  nocy. Mój przyrodni brat i jego wspólnik z warsztatu pojechali na nocną przejażdżkę zaraz po naszej imprezce. Byli naprawdę bardzo wstawieni, więc bałem się, jak to się skończy. Na szczęście wrócili cali i zdrowi.
     Wszedłem do kuchni. Zastałem tam Liama, który siedział nad stołem z butelką wody przed sobą.
-Cześć stary, jak się czujesz? - spytałem, a wtedy on podniósł leniwie swoją głowę.
-Jak gówno.
-No to witaj w klubie - odparłem, a potem sam sięgnąłem po wodę, wypijając naraz kilka dużych łyków.
-Przepraszam, jesteś na mnie zły?
-Na ciebie? - zaśmiałem się. -Za co?  Jesteś dorosłym facetem i sam podejmujesz decyzje. Przepraszać to powinieneś Sophię.
-Już przepraszałem Na razie jest na mnie obrażona - westchnął.
-Spoko, przejdzie jej - rzuciłem, a potem wyszedłem z kuchni.
     W salonie siedział Harry i Michael. Obydwaj byli w średnich humorach. Rzuciłem im tylko krótkie "Cześć" i poszedłem dalej. Chciałem znaleźć jeszcze jedną osobę.
     Wyszedłem na zewnątrz. Lucy i Sophia siedziały na leżakach na końcu ogrodu. Z jednej strony nie chciałem przerywać im pogawędki, ale jednocześnie chciałem porozmawiać z Lucy. Musiałem ją przeprosić za moje nocne zachowanie.
     Poszedłem w ich stronę. Gdy znajdowałem się już przy nich, Sophia postanowiła odejść i zostawić nas samych. Usiadłem więc obok Lucy.
-Cześć, jak się spało?
-Chyba powinnam ciebie o to zapytać - odpowiedziała. -Wypocząłeś?
-Jestem trochę obolały, ale nie ma tragedii - uśmiechnąłem się. -Bardzo jesteś zła?
-Na Louisa? Bardzo. Chciał zdobyć moje zaufanie, a gdy już je zdobył, to znowu mnie zawiódł. On się chyba nigdy nie zmieni, co?
-To trudy przypadek.
-No właśnie. Powinnam była to przewidzieć... No trudno. Mam nadzieję, że atmosfera choć w procencie się poprawi, inaczej wrócę do domu wcześniej.
-Nie, proszę. Zostań, jesteś moją jedyną nadzieją wśród tych idiotów...
-Jeszcze nic nie planuję, więc spokojnie - zaśmiała się. -Chociaż ty też nie jesteś święty.
-Tak, wiem... - spuściłem głowę wzdychając. -Na mnie też jesteś zła?
-A uważasz, że zrobiłeś coś złego?
-Może trochę się zagalopowałem... Zaszaleliśmy z chłopakami, a gdy za dużo wypiję, to czasem za dużo gadam. Przepraszam.
-Czyli twoje zachowanie w nocy... To był tylko alkohol?
Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Prawda była taka, że pod wpływem potrafię być szczery do bólu, więc sytuacja, która miała miejsce w jej łóżku, była szczera z mojej strony. Problem był taki, że nie odważyłbym się zrobić tego na trzeźwo. Chyba za bardzo szanowałem ją jako przyjaciółkę, dlatego było mi tak głupio.
-Naprawdę bardzo cię lubię. Nie chcę by między nami coś się zniszczyło. Zazwyczaj nie piję tak dużo, więc obiecuję, że już nie będę cię tak budził w nocy.
-Okej, trzymam cię za słowo.
-A tak poza tematem... Widziałaś dzisiaj Louisa?
-Ostatnio siedział pod swoim gruchotem. Pewnie nadal tam jest.
Podziękowałem, a potem poszedłem to sprawdzić. Miałem naprawdę ochotę dać mu w ryj za to co zrobił.

Lucy POV
     Siedziałyśmy z Sophią w ogrodzie i rozmawiałyśmy. Dziewczyna żaliła się, jak bardzo jest wściekła na Liama. Wiedziała, że nie jest święty, ale nocna wycieczka po pijaku była jednak przesadą. Dobrze ją rozumiałam. Dla mnie to też było niedopuszczalne. Nie muszę chyba wspominać dlaczego.
     Gdy podszedł do mnie Ashton, od razu wiedziałam, że będzie chciał porozmawiać ze mną na temat swojego zachowania. Liczyłam jednak, że nasza rozmowa trochę inaczej się potoczy. Nasz pocałunek, mimo że delikatny, był naprawdę namiętny i na swój sposób magiczny. Nawet nie pomyślałabym, że coś takiego zdarzy się pomiędzy nami. Zawsze traktowałam go jak bliskiego kolegę, świetnego rehabilitanta, po prostu dobrego człowieka. Nie spodziewałam się, że nagle pomyślę o nim w inny sposób. Jednak on, no cóż. Powiedział, że to tylko alkohol i że mnie przeprasza. Byliśmy tylko przyjaciółmi. Może to nawet i lepiej.
     Gdy Ash poszedł porozmawiać z Louisem, zaczęłam zastanawiać się jak to się skończy. Spodziewałam się długiej i ciężkiej braterskiej rozmowy. A tymczasem Ashton wrócił po pięciu minutach z informacją, że Louisa nie ma, tak jak i jego samochodu. Nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać. Zapewne jeszcze nawet nie zdążył wytrzeźwieć, a znowu gdzieś pojechał? Kretyn i idiota, tego nie dało się inaczej skomentować.
     Minęło kilka godzin i atmosfera na działce na szczęście się poprawiła. Nikt już nie był wściekły na Liama, wszyscy się rozbudzili i rozgadali. Jedynie Sophia wciąż była trochę markotna, ale gdy tylko jej chłopak ją przytulał, to ledwo co dawała radę, by ukryć swój uśmiech.
     Jedynej osoby, której wśród nas nie było, był Louis. Gdy w porze obiadowej usiedliśmy wszyscy na tarasie, jego nie było z nami. I co lepsze, nikt się nim nie przejmował. Dobrze go znali i wiedzieli, że prędzej czy później wróci. Oby tylko nie z kolejnym stłuczonym reflektorem.
     Po południu zadzwoniła do mnie mama. Od razu zapytała jak mijają mi wakacje. To było niezręczne pytanie. Co miałam jej odpowiedzieć? "Wszystko świetnie, mamo. Spotkałam swojego znienawidzonego byłego, byłam świadkiem kilku kłótni, poza tym codziennie pijemy, a wczoraj chłopaki prawie roztrzaskali się autami na drodze. A co u ciebie?" Dlatego powiedziałam jej, że wszystko jest w porządku, odpoczywamy, jeździmy na wycieczki, a wieczorem imprezujemy i grillujemy. Gdyby dowiedziała się z kim tu przyjechałam, zamurowałaby mnie chyba w pokoju bez drzwi i okien.
     Późnym popołudniem w końcu pojawił się pan Tomlinson. Obrzucony milionem naszych pytań, opowiedział, że był na długiej przejażdżce za miastem, trochę odpoczął, zrelaksował się. Później był coś zjeść w jakiejś knajpce i jeszcze zrobił małe zakupy. Chłopaki na szczęście pogodzili się z nim, tak jak zrobili to z Liamem. Najwyraźniej nie chcieli żadnych kłótni czy afer. Poza tym podejrzewam, że sami też nie byli święci. Wszyscy się przyjaźnili, więc akceptowali swoje zachowania.
     Ten dzień minął spokojnie. Nikt nie miał zamiaru imprezować i szaleć. Taki dzień odpoczynku był naprawdę dla mnie zbawienny. Mimo wszystko chciałam pójść spać nieco wcześniej, ze względu na to, że średnio spałam poprzedniej nocy. Udałam się do sypialni, przygotowałam się do snu i usiadłam na łóżku. Jednak zamiast iść spać, zaczęłam myśleć.
     Za jakiś czas do pokoju wszedł Ashton. Zapytał, czy wszystko w porządku, a potem usiadł obok mnie.
-O czym tak myślisz?
-Wiesz... Zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając tu. Pojechałam z wami, bo tak naprawdę nie miałam z kim i byłam zdesperowana. Liczyłam jednak, że nie będzie tak źle. Teraz widzę, że jesteśmy z różnych światów. Wypicie kilku piw i pogranie na konsoli jest w porządku, ale robienie tego bez przerwy robi się męczące. Ciągłe imprezy, gadanie o samochodach i jeszcze to, co zrobił Liam i Louis...
-Chciałabyś już wrócić do domu?
-Nie wiem, cały czas nad tym myślę - odpowiedziałam, a potem spojrzałam na niego. -Co jeszcze może się tu wydarzyć? Jeszcze jedna taka akcja i ja pasuję. To nie dla mnie, nie na moją psychikę.
-Lucy, pamiętaj, że zawsze możesz zwrócić się do mnie - powiedział Ash, a potem objął mnie ramieniem. -Obiecałem, że będę cię wspierał. Może na razie nie spisuję się idealnie, ale chyba nie jestem aż taki zły?
-Coś ty, jesteś cudowny.
Jeszcze bardziej się do niego wtuliłam. I siedzieliśmy tak przez jakiś czas. Jego ramiona dawały mi spokój i ukojenie. Od razu zapominałam, że jestem w domu pełnym idiotów. Byłam tylko ja i on.
-Wiesz co? - powiedziałam nagle, spoglądając na niego. -Bez względu na to, czy byłeś pijany czy nie, było mi miło, gdy się obok mnie położyłeś.
-Naprawdę? Przynajmniej tyle dobrego - zaśmiał się.
-Szkoda, że te łóżka są tak wąskie. Chętnie poleżałabym tak obok ciebie.
Mówiąc to nie pomyślałam, że zabrzmi to jak propozycja. Jednak nasza rozmowa skończyła się tym, że rzeczywiście wylądowaliśmy obok siebie. Było to zdecydowanie miłe zakończenie dnia.





Mam nadzieję, że podobał wam się ten rozdział. Dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i wejścia na bloga. Pod tym postem również liczę na wasze szczere opinie <3

Zapraszam na 'Faithful, Unfaithful' na wattpadzie, czyli historię o nietypowej pracy Alex Farlow. Pojawił się tam pierwszy rozdział, więc również czekam na oceny i opinie!

Do zobaczenia :*

2 komentarze:

  1. C U D O W N Y!
    Warto było czekać! <3 Jestem kompletnie zakochana w twoim ff!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy rozdział?

    OdpowiedzUsuń