środa, 7 października 2015

Rozdział 18

     Nasza jedna planowana partyjka gry w wyścigówkę, skończyła się wielkimi zawodami, w których zaczęli uczestniczyć wszyscy. Najpierw do pokoju dołączył Niall, który usiadł na fotelu obok i po prostu patrzył jak ja i Ashton siedzimy z padami wpatrzeni w telewizor. Potem dołączył Louis, następnie Michael, a później, nawet nie wiem kiedy, w salonie siedzieli już wszyscy wczasowicze. Na stole pojawiły się piwa, jakieś paluszki i chipsy. Nie sądziłam, że zrobi się z tego mała impreza przed konsolą, ale naprawdę świetnie spędziliśmy ten wieczór.
     -Coraz lepiej sobie radzisz - powiedział siedzący obok mnie Louis, podczas gdy na ekranie właśnie trwał wyścig pomiędzy Audi Michaela, a Toyotą Liama.
-Daj spokój, to tylko głupia gra - parsknęłam, po czym wzięłam łyk piwa.
-Ale mnie to imponuje. Wiesz, dziewczyna, która umie grac na konsoli... Marzenie.
-A nie lepsza taka, która umie się ścigać w realnym świecie?
-Wiadomo. Ale nawet nie wiesz jak trudną taką znaleźć...
-Tak jest, ojebałem cię na maksa, dziesięć sekund przewagi frajerze!
-Liam, kochanie, czy mógłbyś trochę delikatniej wyrażać swoje emocje?  - od razu zareagowała Sophia, gdy jej chłopak wydarł się na cały dom.
-Przepraszam kotku, ale Michael zawsze ze mną wygrywa, chyba mam prawo się ucieszyć.
-Raz ci popuściłem, więc nie szczaj tak w gacie - zaśmiał się Mikey, a potem oddał pada Niallowi. Blondyn do gry zaprosił Tomlinsona, który już za moment do niego dołączył. W tym czasie obok mnie usiadł Ashton.
-Cześć.
-No cześć - odpowiedziałam mu, następnie puknęłam się z nim butelką piwa.
-Toast? Za co?
-Życzę ci, żebyś następnym razem ze mną nie przegrał.
-Daj spokój, ja nie spinam się tak o te gry, jak cała reszta.
-Ja też się nie spinam! - dorzucił od siebie Harry, który cały czas siedział na fotelu obok. -Wolałbym pościgać się na żywo. Po cholerę kupowałem tę konsolę...
-To co, kiedy? - usłyszeliśmy nagle pytanie, które padło z ust Liama. Wszyscy spojrzeli na niego z kpiącym uśmieszkiem na twarzy.
-To, że wolałbym, nie oznacza, że mam taki zamiar.
-Harry, nie bądź mięczakiem. Jesteśmy na wsi, noc, puste drogi, policja przejeżdża tędy raz na milion lat.
-Liam, chyba nie mówisz serio - wtrąciłam, gdy już nie mogłam znieść wizji ich pijanych mknących sto pięćdziesiąt na godzinę. -Jesteście wszyscy pod wpływem.
-Dwa piwka, wyluzuj, cukierki z alkoholem mają więcej procent.
-O nie, już rozmawialiśmy o tym nie raz. Przyjechałam tu z wami pod warunkiem, że będziecie spokojni. I tak już toleruję wasze idiotyczne wygłupy po tych twoich "dwóch piwkach".
-Liam, naprawdę skończ - wtrącił Ashton, gdy mężczyzna szykował się, by znów wyjechać z jakimś kretyńskim argumentem. Payne w końcu wydał z siebie odgłos niezadowolenia i grymasząc coś pod nosem, usiadł na kanapie, sięgając po chrupki leżące na stole.
     Czy on mówił na poważnie? Naprawdę chciał iść teraz jeździć? Przecież to skończone kretyństwo. Tak dobrze, że Ashton taki nie był i potrafił trochę załagodzić sytuację. Ale jak widać, idiota zawsze zostanie idiotą. Oni nigdy się nie zmienią.
     Nie mam pojęcia, która była godzina, ale na pewno już sporo po północy. Moje znużenie dało się we znaki, postanowiłam więc iść na górę i położyć się spać. Impreza na dole właściwie też już się kończyła. Przed telewizorem został tylko Liam, Louis, Niall i Ashton.
     Wzięłam szybki prysznic, a potem od razu wskoczyłam pod kołdrę. Przez jakiś czas słyszałam jeszcze stłumione krzyki dobiegające z parteru, ale wkrótce przestałam je słyszeć, bo po prostu usnęłam.
     Ze snu wyrwały mnie jakieś hałasy. Otworzyłam zaspane oczy i najpierw zobaczyłam tylko ciemność, ale po chwili w końcu dostrzegłam czyjąś postać. Ashton właśnie wszedł do sypialni, potykając się przy okazji o jakieś meble. Następnie opadł na swoje łóżko, odrobinę się chwiejąc.
-Ash? Wszystko w porządku?
-Co? Ja? Tak... Śpij, nie przejmuj się.
-Upiłeś się jak bela.
Na ten komentarz blondyn westchnął głęboko. Niesamowite, jeszcze nigdy nie widziałam chwiejącego się Ashtona. Najwyraźniej chłopaki zrobili sobie jeszcze małą libację po moim pójściu.
-Dobra, nieważne. Kładź się szybko i nie hałasuj. Chcę wrócić spać.
Odwróciłam się na drugi bok z zamiarem powrotu do krainy snu, ale niestety, okazało się to nie takie proste. Za parę chwil poczułam, że Ash siada na moim łóżku. Odwróciłam się w jego stronę.
-Czego chcesz?
-Nic, przytulić się tylko.
-Przytulić? Teraz? Błagam, wracaj do siebie i daj mi spać...
Niestety nic nie zdziałały moje prośby. Ashton za moment położył się na mnie, wtulając się w moją klatkę. Był ciężki i ledwo co mogłam oddychać.
-Złaź, kretynie - zaczęłam pukać go w ramię, ale to wszystko na nic. Chłopak wkrótce ułożył się obok mnie na tym wąskim jednoosobowym łóżku i wtulił we mnie jeszcze bardziej.
-Jesteś taka cieplutka... - wymamrotał pod nosem. To było komiczne, nie mogłam powstrzymać uśmiechu na twarzy. Ashton Irwin upił się i postanowił się do mnie przymilać. Bardziej podejrzewałabym o to Louisa, albo Liama, gdyby nie Sophia. Ale Ash?
-To łóżko jest za małe na dla nas obojga, więc proszę cię ostatni raz, złaź stąd.
-Szkoda. Przy tobie usnąłbym jak dziecko - wyszeptał mi na ucho, aż przeszły po mnie ciarki. Następnie złożył soczystego buziaka na moim policzku. I gdy myślałam, że to koniec, złożył drugiego. Tym razem na moich ustach.
Śmierdział alkoholem, ale jego usta były miękkie i delikatne. To dziwne, ale żadne z nas nie przerwało tej chwili. Nasze wargi złączone były przez kilkanaście sekund. Nie wiedziałam jednak, czy Ashton zrobił to tylko, bo był pijany, czy po prostu... alkohol go otworzył?
W końcu odkleiliśmy się od siebie. Mój oddech był przyspieszony. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Byłam po prostu w małym szoku. Niby tylko całus, ale... był dość namiętny.
-Dobranoc - wyszeptał w końcu, cały czas patrząc w moje oczy.
-Dobranoc - odpowiedziałam mu cicho.
I gdy myślałam, że ta chwila patrzenia w swoje oczy, znowu będzie się dłużyć kolejne sekundy, to coś tę chwilę przerwało. Obydwoje zerwaliśmy się, gdy usłyszeliśmy głośny warkot. Auta w środku nocy? Pod naszym domkiem?
-O kurwa... - zdążył tylko rzucić Ash, zanim wstał i podszedł do okna. -Cholera, nie widać stąd drogi...
Sięgnęłam po telefon leżący na stoliku nocnym obok. Była druga trzydzieści.
     Ashton chwiejnym krokiem zaczął kierować się w stronę wyjścia z pokoju. Wyskoczyłam spod kołdry, założyłam klapki i wyszłam za nim. Od razu zeszliśmy na dół. Stwierdzając, że nikogo tam nie ma, szybko podeszliśmy do drzwi wyjściowych i za chwilę staliśmy już na schodkach pod domem. Prędko doszliśmy do tragicznego wniosku.
     Brakowało dwóch samochodów.
     -Ash, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że...
-A jak myślisz? - rzucił zdenerwowany blondyn. -Nie ma aut Liama i Louisa.
-Ash. Czy oni dużo wypili?
-Spójrz na mnie - powiedział zdenerwowany. -Widzisz w jakim jestem stanie. Nie wiem ile wypiliśmy, ale było tego sporo.
Myślałam, że moje serce stanie. Naprawdę miałam nadzieję, że Liam tylko żartował z tym ściganiem się, ale nie sądziłam, że po kilku godzinach picia jednak zdecyduje się wsiąść za kółko. I to z nikim innym jak Louisem. Facetem, który jeszcze parę dni temu wstydził mi się przyznać, że zdarzało mu się jeździć pod wpływem. Pieprzony kretyn. Właśnie stracił wiele w moich oczach.
     -Hej, usłyszałam jakieś hałasy, co się dzieje?
Obok nas właśnie znalazła się zaspana Sophia. Już bałam się jak zareaguje na wieść, że jej chłopak właśnie pojechał na nocną przejażdżkę przy świetle księżyca, mając kilka promili we krwi.
-Soph, tylko się nie denerwuj, błagam...
-Słucham? Ashton, co ty chcesz mi powiedzieć? - zapytała dziewczyna, po czym przecisnęła się przez nas i też wyszła na zewnątrz. Szybko zorientowała się w czym jest problem. -Gdzie do cholery jest BMW Liama?
-Matko, przecież oni się zabiją...
-Ash, przestań gadać takie bzdury - walnęłam go w ramię. -Dopuścili się aktu kretynizmu, ale to dobrzy kierowcy, sam mi o tym mówiłeś.
-Nie no, ja zaraz zemdleję...
Sophia trzymając się za głowę, szybko wróciła do domku, a ja i Ash zrobiliśmy to chwilę potem. Cała nasza trójka usiadła na kanapie w pokoju. Sophia nerwowo bawiła się rąbkiem swojej koszuli nocnej i bardzo ciężko oddychała. Ash cały czas przeklinał pod nosem, a ja robiłam to samo w myślach. A jeżeli naprawdę coś im się stanie? Nawet nie chciałam o tym myśleć. 
     Po kilkunastu minutach bezczynnego siedzenia, postanowiliśmy obudzić resztę. Przecież oni spali sobie grzecznie w swoich łóżeczkach, podczas kiedy my zamartwialiśmy się o ich bezmyślnych kumpli. Ashton został więc na dole, a my z Sophią poszłyśmy obudzić Nialla, Michaela i Harry'ego.
     -Ile już ich nie ma? - zapytał Harry, chodząc nerwowo po pokoju.
-Już ponad pół godziny - odpowiedział Niall, cały czas próbując dodzwonić się do Louisa. -Cholera, czemu ten kretyn nie odbiera! Chyba, że też nie wziął swojego telefonu, tak jak Liam.
-Może trzeba pojechać ich poszukać? - zaproponował Michael, po czym wszyscy kazali mu się puknąć w czoło. W końcu sam pił, więc nie miałoby to żadnego sensu. Poza tym oni mogli być wszędzie. Trzeba było czekać i modlić się, że wrócą cali i zdrowi.
     Po niecałej godzinie bezczynnego czekania, w końcu usłyszeliśmy głośny warkot. Wszyscy jak na rozkaz zerwaliśmy się i rzuciliśmy w stronę drzwi. Wypadliśmy na podwórko i wtedy naszym oczom ukazały się auta naszych uciekinierów. Kamień spadł mi z serca. Chłopakom nic się nie stało, ale niestety gorzej było z pojazdami.
-Ty idioto! - krzyknęła Sophia, która od razu podbiegła do wysiadającego z auta Liama, po czym dała mu w twarz. Mężczyzna skulił się. -Czy już do reszty was powaliło?!
-Ale koteczku, spokojnie...
-Spokojnie? Czy ty siebie słyszysz?! Co to za rysa na drzwiach?
-Gdzie, tu? - szatyn spojrzał na zarysowany lakier na swoim aucie. -Ah tak... Trochę obtarłem się o słup... Przynajmniej nie przywaliłem w płot jak Louis - zaśmiał się.
     Wszyscy spojrzeliśmy na Tomlinsona. Stał oparty o swojego Forda, ledwo co trzymał się na nogach. Przyjrzałam się przodowi auta. Zderzak był wgnieciony, a reflektor stłuczony.
-No, pięknie braciszku - odezwał się cały czas stojący obok mnie Ash. -Jesteś baranem, wiesz?
Louis nie odpowiedział swojemu bratu. Za to spojrzał się na mnie, wzrokiem zbitego kundla. Ja w zamian obdarowałam go totalnie złowrogim spojrzeniem. W tej chwili miałam go dość. Odwróciłam się i wróciłam do domku.
     Starałam się usnąć, ale jak miałam to zrobić, skoro cały czas słyszałam dochodzące z dołu dźwięki kłótni? Cholera, nie minęła jeszcze połowa wyjazdu, ale nie potrafię zliczyć ile afer miało już tu miejsce. Naprawdę na ten moment miałam tego wszystkiego dosyć. Gdybym miała własne auto, to chyba spakowałabym się i po prostu wróciła do domu.
     Obudziłam się i pierwsze co poczułam, to ból głowy. Nic dziwnego, skoro w środku nocy miałam godzinną przerwę na awanturę. Bardzo bałam się tego, jak będzie wyglądał nowy dzień. Pewne było jedno - po tym wszystkim na pewno nie będzie milutko i przyjemnie.
     Ash cały czas smacznie spał w łóżku. Odsypiał kaca. Naprawdę mocno się upił i zastanawiałam się, czy w ogóle będzie pamiętał to, co stało się w nocy między nami.
     Zeszłam na dół. Wszędzie wokół panowała cisza. W dużym pokoju zastałam śpiącego na kanapie Liama. Najprawdopodobniej Sophia wyrzuciła go z sypialni, nic dziwnego...
     Wyjrzałam przez okno na taras. Michael i Harry siedzieli na leżakach. Potem wyjrzałam jeszcze przez okno wychodzące na bramę wjazdową. Ujrzałam tam Louisa. Siedział na ziemi oparty o swój wóz, a w dłoni miał dymiącego się papierosa. Nie wyglądał najlepiej. Postanowiłam do niego wyjść.
     Od razu spojrzał w moją stronę, gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Speszył się. Szybko odwrócił wzrok i mocno zaciągnął się papierosem. Podeszłam do niego.
-Dumny jesteś z siebie? - zapytałam z ignorancją w głosie.
-A jak myślisz? - odburknął. -Że też dałem się namówić temu idiocie...
-Co, czyli zwalasz wszystko na niego, tak? Jesteś żałosny.
-Lucy, przepraszam - powiedział spoglądając na mnie tym samym wzrokiem zbitego psa, co w nocy.
-Daruj sobie. Zdążyłam ci zaufać, zapomnieć wszystkie twoje wygłupy, a teraz robisz coś takiego? A gdybyście po drodze kogoś potrącili, to co? Też spieprzylibyście z miejsca wypadku jak kierowca, który zrobił to mnie? Nigdy bym ci tego nie wybaczyła, rozumiesz? Myślałam, że to Zayn zniszczył moje wymarzone wakacje, ale nie. Właśnie ty to zrobiłeś w tej chwili.
     Zdenerwowana po prostu zostawiłam go tam i wróciłam do domku. Naprawdę miałam ochotę wrócić już do Londynu i nigdy więcej nie mieć do czynienia z tą zgrają palantów. Zawiodłam się, strasznie się zawiodłam.



Jeden dzień przez trzy rozdziały. Oj rozpisałam się xd Ale za to ile się zdarzyło!
Mam nadzieję, że spodobał wam się ten rozdział tak jak i mnie. Komentujcie i piszcie co sądzicie :*

A jeżeli ktoś jeszcze nie wie... Wystartowałam z nowym FF! To był totalny spontan, ale może coś z tego będzie xD
Nie jest to opowiadanie, o którym wam trułam ostatnio, ale coś zupełnie innego, lżejszego, a do tego na wattpadzie. Zapraszam wiec na 'Faithful, Unfaithful'! Prolog już jest, niedługo pierwszy rozdział. Link znajdziecie w prawej kolumnie bloga.

Do następnego! ;*

2 komentarze:

  1. No witaam. ♥
    Jejku. *-* Piszesz bardzo, ale to bardzo fajnie! ♥
    Rozdział był super i nie mogę doczekać się następnego. *-*
    Dlatego życzę duużo weny! :* ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, ze jestem wredna ale chciałabym żeby wyszło na jaw, że to Lou potrącił Lucy ... XD a jestem pewna na 98% ,że on to zrobił ;c

    OdpowiedzUsuń