czwartek, 17 września 2015

Rozdział 16

     W końcu obudziłam się wyspana. Czułam, że moje mięśnie są zrelaksowane, całe ciało i umysł wypoczęte. Byłam gotowa na podbój plaży, zwłaszcza, że przez okno wpadało słońce i zapowiadał się piękny dzień. Naprawdę byłam w szoku, że była taka wspaniała pogoda. Już dawno nie mieliśmy w Anglii tak słonecznego lata. Wakacje idealne, gdyby nie moja kontuzja. Wciąż trudno było mi to przeboleć, mimo że minęły już ponad dwa miesiące od wypadku. Starałam się i czasem udawało się w ogóle o tym nie myśleć, ale jednak nie mogłam całkowicie zignorować faktu, że kuleję. To by było nieco ciężkie.
     Ashton znowu poszedł pobiegać z samego rana. Był najaktywniejszy z całej ekipy, podobało mi się to. Reszta wolała leniuchować na hamaku albo przed telewizorem i czasem siłą trzeba było ich wyganiać na dwór. No, chyba, że miało się dobry argument w postaci zimnego piwa.
     Siedząc w kuchni z Sophią i popijając poranną herbatę, plotkowałyśmy sobie o wszystkim i o niczym. Szatynka opowiedziała mi co nieco o swoim związku z Liamem. Z tej opowieści wynikało, że chłopak jest zupełnie inny, gdy jest sam na sam z dziewczyną. Kochany i opiekuńczy. Trochę podniosło to jego wizerunek w moich oczach. Sophia zdradziła mi też trochę smaczków o swoim byłym. Właściwie to obie ponarzekałyśmy na swoje poprzednie związki i nieźle się przy tym uśmiałyśmy.
     Za jakiś czas do kuchni wszedł gospodarz domu. Kurczę, znajdowałam się na jego posesji, a właściwie nadal nie do końca go rozgryzłam. Ale raczej był w porządku. Nie rzucał się zbytnio w oczy, więc to był plus.
-Wrócił już Ashton, ogarnie się i możemy jechać - powiedział, na co z Sophią przytaknęłyśmy. Dopiłyśmy swoje napoje i zaczęłyśmy zbierać się do wyjazdu. Bardzo się cieszyłam na tę wycieczkę. Jeszcze nie miałam okazji znaleźć się nad kanałem La Manche, więc tym bardziej chciałam tam już pojechać.
     Wzięłam swoją torebkę i wyszłam przed dom. Ashton stał przy swoim aucie. Podeszłam do niego i przywitałam się.
-Od kilku godzin jesteśmy już na nogach, ale jeszcze się nie widzieliśmy - zaśmiałam się.
-Wiesz, byłem biegać, potem poszedłem wziąć kąpiel...
-Jasne, nie tłumacz się - odpowiedziałam. -Cieszę się, że tu jestem, wiesz? - dodałam po chwili. -Mimo wszystko. Mimo jakichś tam sprzeczek, nawet mimo Zayna. Cieszę się, że jestem tu z tobą.
-Też się cieszę - powiedział, po czym objął mnie ramieniem.
-Koniec tego miziania! - usłyszeliśmy nagle krzyk Louisa, który wyszedł z domu. -Pakujcie się do mojego auta, zaraz wyjdzie reszta i ruszamy.
-Dlaczego do twojego? - zapytał zdziwiony Ashton.
-Ja też mam samochód, którym mogę jechać, nie jesteś tu jedynym kierowcą, braciszku - odpowiedział mu ironicznie Tomlinson. 
     Za moment z domu wyszła reszta ekipy. Ja, Ashton i Michael pojechaliśmy z Louisem, reszta zabrała się z Harrym. Pierwszy raz miałam okazję jechać drugim autem Tomlinsona. I szczerze? Było tak samo obleśne jak tamto. Nie rozumiałam, czemu aż tak mi się nie podoba. Po prostu w tych wnętrzach czułam się nieswojo i nie potrafiłam wytłumaczyć dlaczego. Gdy już ruszyliśmy, oparłam głowę na ramieniu Ashtona, a on objął mnie w talii. Przy nim czułam się bezpieczna i już nie straszny był mi warkot podrasowanego silnika oraz smród benzyny i papierosów.

Louis POV
     Włączyłem w samochodowym radiu swoją ulubioną płytę Limp Bizkit, a potem nacisnąłem pedał gazu. Spojrzałem w lusterko wsteczne i od razu w oczy rzuciła mi się scena, przez którą mnie zemdliło. Lucy wtulona w szyję mojego przyrodniego brata. Byłem zazdrosny jak cholera, nie mogłem nic poradzić na to, że ta dziewczyna od razu wpadła mi w oko i gdy tylko ją poznałem, to obiecałem sobie, że uda mi się ją zdobyć. Ona jednak nie była zbyt chętna. Byliśmy z dwóch różnych światów, to fakt. Dlatego na początku mówiła wprost, że mnie nie lubi. Myślałem, że się tylko droczy, kręciły mnie te jej fochy. Niestety okazało się, że to nie ten typ i muszę zagrać trochę inaczej.
     W końcu jakoś zdobyłem jej zaufanie. Zrobiłem się milszy, ona lubiła takie słodzenie. Był to pierwszy krok do tego, by w końcu zaprosić ją na randkę i odsunąć trochę od Ashtona. Kleiła się do niego jak pszczoła do miodu, a podobno byli tylko przyjaciółmi. Co za bujda. Wiedziałem, że leci na nią i chętnie zerwałby z niej bieliznę. Zresztą nic dziwnego, sam bym to zrobił. Oczy Asha świeciły się jak dwie żarówki, gdy się na nią gapił. Aż dziwne, że z jego ust nie leciała ślina. Ale najwidoczniej był kretynem, bo absolutnie nic z tym nie robił. Osioł, nie potrafił zburzyć między nimi przyjacielskiego muru. Dlatego mogłem powolutku działać, skoro miałem wolną drogę.
     Nie mogłem nic na to poradzić, ale podczas jazdy cały czas zerkałem w to cholerne wsteczne lusterko. Wyglądało, jakby Lucy usnęła w jego ramionach. W moich żyłach nieźle zawrzało. Zacisnąłem dłonie mocniej na kierownicy i wcisnąłem gaz do dechy.
-A ty co, spieszy ci się gdzieś? - rzucił nagle siedzący obok mnie Mike. -Plaża ci nie spierdoli. Poza tym Lucy zaraz będzie krzyczeć...
-Nie będzie, bo śpi - odpowiedziałem.
-Ale przy takim warkocie zaraz się obudzi, zwolnij kretynie - usłyszałem głos Ashtona. Przełknąłem ślinę i starałem się udawać, że jestem oazą spokoju. Po prostu podgłośniłem muzykę i patrzyłem się na drogę. Wkrótce Lucy się obudziła, ale na szczęście właśnie dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy już przy plaży, więc podjechałem za Harrym na parking i zgasiłem silnik, wypuszczając z ust powietrze. Musiałem już wyjść i zaczerpnąć trochę tlenu. I zapalić, tak przy okazji. Chętnie zapaliłbym coś mocniejszego na rozluźnienie, ale przy niej nie było takiej opcji.

Lucy POV
     Okazało się, że przysnęłam w samochodzie, aż tak bardzo spokojna czułam się w ramionach Ashtona. Obudziłam się akurat gdy dojechaliśmy na miejsce, więc nawet nie odczułam tych trzydziestu minut, które jechaliśmy.
     Wysiedliśmy z samochodu. Pierwsze co zauważyłam to plaża i leżący na niej ludzie oraz woda, w której się kąpali. Ash złapał mnie pod rękę i razem poszliśmy w stronę piasku. Miałam wielką ochotę rozłożyć koc i położyć się. Popływać też, ale niestety coś mnie blokowało.
     Znaleźliśmy dosyć spory kawałek miejsca, żebyśmy wszyscy się rozłożyli. Ani się obejrzałam, a chłopaki biegli już do wody. Na miejscu zostali tylko Harry, Louis i Ash, którzy za moment też poszli się pokąpać. Ja położyłam się na kocu, założyłam na uszy słuchawki i za moment przymknęłam oczy, odrobinę odpływając do swojego świata.
     Nagle poczułam, że jestem cała mokra. Szybko się ocknęłam z mojego transu. Podniosłam powieki i wnet okazało się, że ktoś polał mnie wodą z jakiejś butelki. Spojrzałam w górę i ujrzałam nad sobą Michaela, który śmiał się jak głupi.
-Nie możesz iść sama do wody, to woda przyszła do ciebie - wytknął mi język.
-Yyy... Dziękuję? - odpowiedziałam śmiejąc się i sprawdzając, czy mój iPod jest cały i zdrowy. Tak właściwie to przydała mi się ta chłodna kąpiel, było mi naprawdę ciepło, gdy leżałam tak w słońcu.
     Za moment Mike wrócił się kąpać, a na plaży zjawił się Louis. Usiadł obok mnie, ale nic nie powiedział. Po prostu wyjął z plecaka butelkę wody, napił się, a później wziął jakąś kanapkę i zaczął ją jeść.
-Ty mnie w ogóle widzisz? - zapytałam w końcu.
-Widzę - odpowiedział, ale nawet na mnie nie spojrzał.
-Ok... Cieszę się - odpowiedziałam bez przekonania, a potem wróciłam do pozycji leżącej. Jednak cisza, która panowała wokół nas, długo nie potrwała.
-Jak do tej pory podoba ci się wyjazd? - zapytał nagle Tomlinson. W końcu popatrzył się w moją stronę.
-Jest dobrze. Poza małymi szczegółami.
-Jakimi?
-Chyba dobrze wiesz jakimi. Głupie zabawy w butelkę, niezręczne spotkania z byłymi...
-A jak mieszka ci się z Ashem w jednej sypialni?
-Hm... Dobrze - odpowiedziałam, nieco jednak zaskoczona tym pytaniem. Louis jednak był całkiem poważny. -W zasadzie to tylko tam śpimy, w dzień spędzam czas ze wszystkimi po trochu...
-Ale chyba nie śpicie w jednym łóżku?
Gdy to usłyszałam, najpierw mnie zatkało, a później prawie wybuchłam śmiechem. Louis jednak wciąż był śmiertelnie poważny. Brzmiał jak zazdrosny dzieciak, to było przezabawne.
-Żartujesz? Tam są dwa pojedyncze łóżka.
-A jakby było jedno podwójne? - spytał w ciekawski sposób.
-To jakoś bym to przeżyła? Albo bym wygoniła go na podłogę - zaśmiałam się.
-A jakbyśmy to my trafili razem do jednego pokoju? - zapytał nagle, w końcu odwracając się w moją stronę i przybliżając się nieco. Zrobiło mi się dziwnie gorąco.
-To też bym to jakoś przeżyła... Tak myślę.
-A ja bym wolał być w pokoju z tobą, niż z Harrym i Niallem - powiedział, bardzo głęboko patrząc mi w oczy. Odrobinę zadrżałam, nie wiem do końca czemu. -Jeden ma długi jęzor i kocha się sprzeczać. Drugi jest sztywniakiem, ale na szczęście zawsze potrafi wszystkich ze sobą pogodzić. Myślę, że będzie całkiem niezłym prawnikiem.
-Prawnikiem? - zapytałam lekko skołowana.
-A myślisz, że co się dzieje z dzieciakami, które mają bogatych i wymagających starych? Kończą na medycynie albo prawie.
-Prawo... - Teraz już nic nie mogłam poradzić i wybuchłam śmiechem. Louis też się zaśmiał. -Przecież to jakiś chory paradoks.
-Prawda? Ale Harry to cwaniak, robi to tylko dlatego, by wciąż otrzymywać hajs od rodziców. Po studiach zapewne powie im co myśli i zacznie mieć wszystko w dupie. Ewentualnie odbije mu szajba i naprawdę zostanie jakimś adwokatem czy co - wzruszył ramionami. -Nie wiem, nie interesuje mnie to.
     Nie wiem ile czasu tak rozmawialiśmy, ale czas ani trochę mi się nie dłużył, a wręcz przeciwnie. Louis przestał być dziwnie nadęty i znów zrobił się "normalny". Całkiem nieźle nam się gadało. Wkrótce niektórzy zaczęli wracać na swoje ręczniki i przerwaliśmy swoją pogawędkę.
-Koniec tej wody, z tymi kretynami nie da się normalnie pływać - od razu rzuciła Sophia. -Wolę poleżeć na słońcu.
-Bo ty jesteś jakaś drętwa - zaśmiał się idący za nią Niall, na co Liam obrzucił go od tyłu piachem.
-Proszę nie obrażać mojej kobiety! - powiedział udając zdenerwowanie. Te ich dziecinne sprzeczki potrafiły być czasami naprawdę komiczne.
     W końcu ujrzałam Ashtona. Jego mokre, umięśnione ciało naprawdę prezentowało się świetnie. Po raz kolejny nie mogłam oderwać od niego wzroku.

Louis POV
     Gdy rozmawiałem z Lucy czułem, że dogadujemy się coraz lepiej. Cały czas się uśmiechała i nie reagowała, gdy przysuwałem się do niej bliżej. Normalnie z laskami szło mi szybko, ale z Lucy musiałem działać powoli, bo była zupełnie inna. Mówiąc szczerze, podobały mi się te podchody. Czułem się jak lew, którzy czai się na zwierzynę. Wiedziałem, że gdy w końcu ją zdobędę, będę odczuwał niesamowitą satysfakcję.
     Niestety był jeden problem - mój cholerny braciszek... Był wielką przeszkodą. Zachowywał się jak pies ogrodnika w stosunku do Lucy. Normalnie nie kradłbym dziewczyny bratu, ale w tym przypadku miałem to gdzieś. Skoro sam nic z tym nie robił, to oznaczało to dla mnie otwarte drzwi.
     Gdy podczas naszej miłej pogawędki Ash wrócił z kąpieli, cały urok prysł. Widziałem jak patrzyła się na niego, wręcz obłapiała go swoim wzrokiem. Ashton był wysportowany, owszem. ale czy naprawdę Lucy była laską, która leciała na mięśnie? Gdyby tak, leciałaby też na Liama. W każdym razie ja wierzyłem, że zdobędę ją i bez tego.
     Gdy Ash usiadł obok niej, totalnie odrzuciła mnie na boczny tor. Wtedy moje ciśnienie wzrosło. Sam byłem zdziwiony swoim zachowaniem, bo nigdy nie pragnąłem aż tak jakiejś laski. Nie wiem co ona w sobie miała, po prostu chciałem ją mieć. Dotykać jej ciała i robić z nią tysiące nieprzyzwoitych rzeczy...
     Cały czas zerkałem na nich, gdy zaczęli trochę ćwiczyć. Masował jej nogę, ruszał w prawo, w lewo, nie ogarniałem tych wszystkich ćwiczeń, ale wiedziałem jedno - że facet ma możliwość macania jej pięknego ciała beż żadnego pytania, może to robić kiedy chce, a ona i tak będzie to traktować jak formę rehabilitacji. Cwany był, trzeba było przyznać. Gdybym wiedział, jak wygląda taka praca, też zostałbym rehabilitantem. Albo najlepiej ginekologiem.
      Na plaży spędziliśmy kilka ładnych godzin. Potem wszyscy zdecydowaliśmy, że ruszymy w stronę miasta. Chcieliśmy zahaczyć o jakąś knajpę, zjeść jakiś obiad. Z chęcią bym się też czegoś napił, ale wtedy Lucy widziała by, że będę prowadzić po pijaku. Nie chciałem by znowu straciła do mnie zaufanie. Musiałem więc trochę pokłamać, że jestem grzeczny i już nie jeżdżę po alkoholu. Gdyby kiedykolwiek dowiedziała się ile różnych stłuczek i wypadków spowodowałem jadąc pod wpływem różnych rzeczy... To byłby mój koniec. Całe moje starania poszłyby na marne.

 
Pojawiła nam się narracja Louisa. Co o nim sądzicie? Uda mu się zdobyć Lucy czy nie? :)
Z góry dzięki za wszystkie opinie i do następnego :*
 
Twitter : @xcinnamonlux

2 komentarze:

  1. Harry prawnikiem? Hahahaha =D To by było coś :)
    Fajnie, że pojawia się narracja ze strony Lou :) I mam nadzieję, że uda mu się zdobyć Lucy :)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech louis odpuscie sobie a niech ash wkoncu zacznie dzialas i zdobuwac serce lucy.czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń