piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 14

     Wstałam z koca i razem z Louisem wyruszyliśmy na wojnę. Za chwilę znaleźliśmy się już obok reszty plażowiczów. Pierwszy spostrzegł mnie Zayn, od razu włączyła mu się opcja dobrego kumpla.
-To co Lucy, chyba nie obrazisz się, że poimprezujemy dziś razem? Masz spoko znajomych.
Aż wszystko się we mnie gotowało, gdy tak mówił. Nigdy nie widziałam go tak bezczelnego. Jeszcze jakiś czas temu sam mówił, że chce rozmawiać ze mną normalnie jak człowiek. A teraz sarkazm i ironia aż wypływały mu uszami.
-Wiesz dobrze, że nie życzę sobie twojego towarzystwa - odburknęłam.
-Nie wiem, niby czemu? - udał zaskoczonego.
-Bo jesteś skończonym frajerem, który zdradzał mnie za plecami i zerwaliśmy ponad dwa miesiące temu po ostrej kłótni, właśnie temu.
-Ups... - powiedział tylko pod nosem Harry, któremu chyba właśnie zrobiło się głupio, że tak na mnie naskoczył. Wszyscy zdębiali i zaniemówili.
-Z Calem i Lukiem chętnie bym spędziła trochę czasu, dawno się nie widzieliśmy - kontynuowałam, spoglądając na swoich dawnych kolegów, którzy stali obok z kamiennymi twarzami. -Ale ciebie nie chcę tu widzieć. W zasadzie to nie wiem czemu nadal się zadajecie z tym kłamcą - znowu spojrzałam na towarzyszy Malika. 
-Jesteśmy jego przyjaciółmi - głos zabrał Luke. -Wiec jeżeli Zayn nie jest tu mile widziany, to my również się oddalimy. Prawda Cal?
Spojrzał na ciemnowłosego chłopaka obok. Calum był rozdarty, widziałam to. Kiedyś naprawdę bardzo się lubiliśmy, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Jednak tym razem Malik wygrał. Calum spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, a potem potwierdził słowa Luke'a.
-Przepraszam chłopaki, ale nie wiedziałem, że sytuacja tak wygląda - powiedział w końcu Harry. -W tym wypadku nici z dzisiejszego grilla, przykro mi. Nie chcę tu żadnego spięcia.
-Jasne, rozumiem - rzucił Zayn. -Rzeczywiście lepiej będzie się wycofać. Bo jeszcze goryle Lucy mnie zjedzą - spojrzał na mnie oraz na Louisa i Ashtona, którzy stali obok. Widziałam, że w ich żyłach już wre krew. Lou chciał się wyrywać, ale złapałam go za dłoń i od razu uspokoił się.
-Dobra, nie wiem jak wy, my się zbieramy do domu - powiedział w końcu Ash, czym przerwał niezręczną ciszę. Zabrałam swój koc, torbę i bez słowa ruszyliśmy z Ashem w stronę aut. Nie minęło kilka minut, a za nami znalazła się już reszta.
-Jak wy idziecie to my też - dołączył do nas Michael. -Nie ma sensu dłużej tam siedzieć.
-Cudownie, po raz kolejny miłe spotkanie spieprzyło się z mojego powodu - burknęłam.
-Hej, to tylko zbiegi okoliczności - Ash objął mnie ramieniem. -Nic nie jest przez ciebie.
     Doszliśmy do aut. Za chwilę dołączyła reszta. Zaczęliśmy się pakować, ale zanim odjechaliśmy, w pobliżu znalazł się tez Zayn i jego świta. Najwidoczniej również postanowili zrezygnować z pobytu na plaży.
-Niezłe fury - krzyknął nagle Malik. Ash zupełnie to zignorował i wsiadł do auta, Harry podziękował, ale chyba tylko z grzeczności, bo też nie wdał się z nim w żadną dłuższą konwersację. 
     Do domu jechaliśmy w totalnej ciszy. Niall tylko cały czas coś paplał o tym, że szkoda, że miło było i tak dalej. Miałam już dosyć tej gadki. Miałam dosyć tego dnia. A żeby tego było mało, za chwilę dostałam sms-a od mojego ukochanego byłego, który, jak widać, miał gdzieś moją prośbę o to, by do mnie nie pisał.
"Fajną sobie ekipkę znalazłaś. Szkoda tylko, że musiałaś tak na mnie naskoczyć. Mogło być miło."
"Słowa 'ty' i 'miło' wykluczają się."
"Myślałem, że między nami miało być już okej. Nasza ostatnia rozmowa zakończyła się dobrze. Co się nagle stało?" 
"To ty pierwszy wyskoczyłeś z sarkastycznym tekścikiem, hipokryto. Zepsułeś mi moje wymarzone wakacje, to się stało. Nie pisz do mnie więcej."
     Od kiedy wróciliśmy z plaży, w domu była grobowa atmosfera. Każdy gdzieś się zaszył, również ja schowałam się w pokoju i kontemplowałam siedząc na łóżku. Wiem, że gdybym nic nie powiedziała, to właśnie zaczynalibyśmy imprezę z Zaynem, Calumem i Lukiem i wszyscy by się cieszyli, ale wtedy ja dostawałabym nerwowych ataków. Z jednej strony czułam się winna, z drugiej egoistycznie szczęśliwa.
-Mogę? - moje rozmyślania przerwało pytanie Louisa, który właśnie pojawił się w drzwiach sypialni. Zgodziłam się. Wszedł do środka i usiadł obok mnie na łóżku. -Wiesz, gdybyśmy od początku wiedzieli, że Zayn to twój znienawidzony były, to sprawy inaczej by się potoczyły...
-Wiem, to moja wina. Od razu mogłam to powiedzieć. Ale miałam nadzieję, że nawet go nie zauważycie, rozejdziemy się w swoje strony i będziemy się ignorować. Skąd mogłam wiedzieć, że Zayn postanowi udawać dobrego kumpla, by mi dopiec i po trzydziestu minutach rozmowy już będziecie się bratać...
-Wiesz, po prostu facet sprawił wrażenie pozytywnego. A dodatkowo byliśmy chyba tymczasowo niepoczytalni, że nie zauważyliśmy twojej reakcji... Ale teraz już wiem, że to było złe posunięcie, a ten cały Zayn to skończony złamas. Już go nie lubię za to co ci zrobił.
-A czy nie zareagowałam zbyt nerwowo? 
-Jeżeli chodzi o kwestię nerwów, to wiesz jak czasami ja potrafię zareagować, więc nie mnie to oceniać - zaśmiał się pod nosem. -Ale to chyba normalne, że jesteś zła na kogoś, kto zrobił ci krzywdę.
-Wiesz na kogo jeszcze jestem zła? - spojrzałam mu w oczy. Właściwie dopiero wtedy zobaczyłam ich piękny błękitny kolor. -Na tego frajera, który zrobił mi to - dodałam i dotknęłam swojej nogi.
-Ktokolwiek to był, powinien gnić w pierdlu za zmasakrowanie tej pięknej nóżki - uśmiechnął się. -Jak kiedyś go spotkam, to połamię mu obie.
-Raczej małe szanse, że go spotkasz - westchnęłam głęboko. -Chyba, że to ktoś z twoich znajomych.
-Co? Jak to?
-Człowiek, który mnie potrącił, to najprawdopodobniej jakiś fan sportowych aut, który lubi się ścigać na obrzeżach miasta. Znasz wszystkich piratów drogowych w tym mieście?
-Mam warsztat samochodowy, trochę ich znam - stwierdził. -Ale nie słyszałem, by którykolwiek miał ostatnio jakiś wypadek.
-Bo jak kogoś potrącił na pasach i nawet się nie zatrzymał, to by się nie przyznawał... A może ktoś u ciebie naprawiał zepsute reflektory ostatnio?
-Reflektory? - zapytał jakby lekko zdziwiony. 
-Resztki szkiełek znaleziono na miejscu wypadku. Tylko tyle. Jedyny ślad...
Louis już nic nie odpowiedział. Po prostu siedział obok i dotrzymywał mi towarzystwa. Potem nagle chwycił mnie za rękę.
-Chodź na dół. Rozruszamy tych sztywniaków co siedzą i nic nie robią, hm?
Od razu się zgodziłam. W końcu przyjechałam tu po to, by trochę się pobawić, a nie zamulać w pokoju. Chciałam trochę naprawić atmosferę, która, bądź co bądź, zepsuła się trochę z mojego powodu.
     Na dole było kompletnie pusto. Było słychać tylko... chrapanie. Okazało się, że Niall uciął sobie drzemkę w salonie. Reszta była gdzieś pochowana po domu albo gdzieś na podwórku.
-Super. Wszyscy zaginęli - wzruszyłam ramionami. -To co teraz?
-Lubisz grać na konsoli?
-Słucham? - zaśmiałam się. -Niby w co, w wyścigi? Jeszcze czego.
-No chodź, nauczę cię. Przynajmniej poczekamy aż wszyscy wrócą do domu.

ASHTON POV
     Wyszedłem przejść się na około domu, musiałem odetchnąć świeżym powietrzem. Wszędzie była bardzo napięta atmosfera, nikt ze sobą nie gadał. Wszyscy się poobrażali, jakby ktoś rzucił na nich zły czar. Może trochę źle zrobiłem, że zostawiłem Lucy samą, ale powiedziała, że chce posiedzieć chwilowo w samotności. Miała rację, gdy wcześniej mi powiedziała, że nie mogę wciąż przy niej być. Ale nic nie mogłem poradzić na to, że tak bardzo ją polubiłem i tak dobrze spędzało mi się czas w jej towarzystwie. Była wspaniała. Urocza, miła, uśmiechnięta i okropnie skrzywdzona przez los. Bardzo się do niej przywiązałem i zacząłem jej rehabilitację traktować jako priorytet. Pragnąłem by z moją pomocą w końcu zaczęła normalnie chodzić. Pragnąłem jej pomóc ze wszystkich sił.
     Tak bardzo się starałem by czuła się dobrze, ale wciąż nie wychodziło. Moi przyjaciele ją denerwowali, moje ulubione knajpy przypominały jej byłego, moje hobby związane było z jej traumą, a nasz wspólny wyjazd zaczął się katastrofalnie. Dobrze, że przynajmniej unormowały się jej stosunki z Louisem. Wcześniej go nie znosiła, teraz potrafili ze sobą już normalnie rozmawiać. Dobrze wiedziałem, że Lou jest specyficzny, ale mimo wszystko wierzyłem, że się polubią. To w końcu mój brat. Przyrodni, ale jednak.
     Niestety nie spodziewałem się, że Louisowi spodoba się Lucy i zacznie ją podrywać, na swój osobisty prostacki sposób. Ona na szczęście nie była nim zainteresowana. Mimo wszystko byłem trochę zazdrosny i nie mogłem pozbyć się tego uczucia. Ostatnie czego bym chciał to to, żeby zaczęła umawiać się z moim bratem. Szkoda, że mnie traktowała tylko jako przyjaciela. W końcu sama to powiedziała podczas zabawy w szczerość. Uznałem to więc za znak, że nasza znajomość powinna pozostać właśnie na przyjacielskim etapie.
     Postanowiłem wracać już do domu. Miałem nadzieję, że wszyscy się już uspokoili. W końcu to była sprawa tylko między Lucy a Zaynem. Chłopaki trochę za bardzo zdążyli przywiązać się już do nowego kumpla. Zdecydowanie przesadzali. Napalili się jak na jakiś melanż życia.
     Wszedłem na podwórko. Harry dłubał coś przy samochodzie. Postanowiłem do niego podejść i zagadać.
-Jak tam, stary?
-Wszystko dobrze. Wyczyściłem filtry, zatuszowałem rysę na masce. Jakiś frajer musiał mnie zarysować.
-Pytałem ogółem, a  nie o samochód - zaśmiałem się. Harry puknął się w czoło.
-No tak... Głupio dzisiaj wyszło na plaży. Czuję się trochę winny. Myślałem, że twoje kochanie ma focha czy coś. Teraz wszyscy siedzą jak na pogrzebie. Rozkręćmy mimo wszystko tego grilla, co ty na to?
-Może być. Chyba mamy jeszcze trochę piwek i kiełbasek w lodówce - przytaknąłem, zupełnie ignorując fakt, że nazwał Lucy "moim kochaniem". -Idę ogarnąć resztę. Do zobaczenia na tarasie.
     Wszedłem do domu. Z salonu dochodziły jakieś dźwięki. Uśmiechnąłem się do siebie. Pomyślałem, że już jest wszystko normalnie i chłopaki grają sobie na konsoli. Jednak gdy wszedłem do pokoju, na kanapie spostrzegłem swojego brata oraz Lucy, którzy z szerokimi uśmiechami na twarzach grali w wyścigówkę.
-Cholera, wyprzedzisz mnie.
-Bo jak wziąłeś taki beznadziejny samochód, to się nie dziw. Hej, co jest...
-Haha, skręciłaś nie w tę stronę!
-O kuźwa, gdzie ja jestem?
-Oj tak, stary dobry Volkswagen zaraz pokona twojego wypasionego Camaro... Tak! Meta! Kto jest mistrzem? Kto?!
-To nie fair! Ty wziąłeś sobie turbo, a ja nie!
-Dobrze się bawicie? - zapytałem, gdy w końcu skończyli. Spojrzeli na mnie zaskoczeni. Nie mieli pojęcia, że ktoś ich obserwuje.
-Uczyłem Lucy jeździć, musieliśmy jakąś zająć sobie czas, skoro wszyscy się gdzieś pochowali.
-Gdzie byłeś? - zapytała się mnie dziewczyna.
-Na spacerze - odparłem bez emocji. -Macie ochotę na grilla i piwko? Zaraz się rozkładamy.
Obydwoje przytaknęli, a potem zaczęli budzić Nialla, który spał twardo jak kamień. Ja w tym czasie poszedłem szukać reszty. Szybko okazało się, że Michael po prostu leniuchuje na hamaku, a Sophia i Liam miziają się gdzieś w podwórkowym zaciszu, zresztą jak zawsze. Zwołałem ich wszystkich, a potem zaczęliśmy przygotowania do wieczornego spotkania przy piwie.
     Na szczęście wszystkim już przeszedł foch. Gdy tylko poczuli zapach smażonego jedzenia oraz smak alkoholu, od razu zapomnieli o tym co działo się jeszcze kilka godzin temu. Ja jednak wciąż byłem dziwnie przybity. Nie mogłem się dobrze bawić, nie wiem do końca czemu. Może dlatego, że na przeciwko siebie cały czas widziałem gorąco dyskutujących i flirtujących Lucy i Louisa. Nie mogłem w to uwierzyć, jak szybko nienawiść z jej strony przerodziła się w przyjaźń.


A wiec mamy rozdział 14. W związku z tym od razu mam do was pytanie: Czy podoba wam się narracja z perspektywy Ashtona? Czy wolicie, aby historia była przedstawiona tylko z perspektywy Lucy? Piszcie piszcie, to dla mnie ważne <3

Dziękuje też za wszystkie głosy w konkursie na bloga miesiąca. Jesteście kochani muah muah :* :* :*

Twitter KLIK

Do następnego <3

P.S. Powoli pracuję nad nowym opowiadaniem, ale ciiiiii :P

2 komentarze:

  1. Podobają mi się obie perspektywy, ale kiedy do cholery wreszcie Ashton zejdzie się z Lucy?!?!? I ani waż się mieszać w to Louisa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaale się cieszę, że Louis i Lucy się polubili! To znaczy.... ona go polubiła :) Jeśli chodzi o narrację to nie musisz pisać tylko z perspektywy Lucy. Jakaś odmiana zawsze się przyda ;)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń