środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 13

     Powoli zaczęłam się budzić. Czułam, że na moją twarz padają promienie słoneczne. Powoli otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie przede mną - było przed dziesiątą. Zwróciłam głowę w prawą stronę - Ashtona nie było w łóżku. Postanowiłam też już wstać. Założyłam legginsy, obcisły wygodny top i przeczesałam trochę włosy, by nie wyglądać jak strach na wróble. Następnie wzięłam kule dla asekuracji i wyszłam z sypialni.
     Z dołu dobiegały głosy, co świadczyło o tym, że większość domowników już jest na nogach. Weszłam do salonu. Na kanapie siedział Michael z Niallem, grali na konsoli. Nawet nie wiedziałam, że była tam konsola. Nie ma to jak siedzieć z padami z ręku podczas wakacyjnego wyjazdu... Zerknęłam na telewizor - wyścigówka. Mogłam się tego spodziewać Chłopaki byli tak wciągnięci w grę, że nawet mnie nie zauważyli ani nie usłyszeli mojego przywitania. Zrezygnowana poszłam więc w stronę kuchni.
     Przy kuchennym blacie spostrzegłam Sophię, która przygotowywała jakieś jedzenie. Przy stole siedział Liam i Louis.
-Cześć - rzuciłam stając w drzwiach. Sophia odkrzyknęła mi, a chłopcy spojrzeli na mnie.
-Wow, Lucy, to ty? - zapytał Liam, na co ja, lekko zdezorientowana, kiwnęłam głową. -Super wyglądasz.
-Emm... Dziękuję?
-No wiesz, kobiety z rana są najpiękniejsze. Po co wam te pudry na twarzy, to nie wiem.
Zaśmiałam się tylko, słysząc kolejny "wyrafinowany" komentarz Liama, a potem spojrzałam na Louisa, który wciąż milczał. Patrzył się na mnie z delikatnym uśmieszkiem na twarzy. Chyba cały czas był trochę przygaszony po sytuacji z wieczornego ogniska. Obdarowałam go szczerym uśmiechem, dając mu tym do zrozumienia, żeby się nie przejmował. Naprawdę chciałam zapomnieć o tej całej sytuacji. Kłótnia podczas pierwszego dnia wyjazdu to raczej zły pomysł.
     Usiadłam przy stole pomiędzy chłopakami. Za moment przed nami pojawiła się kawa oraz kanapki. Chłopaki od razu zaczęli się zajadać, aż im się uszy trzęsły. Ja natomiast rzuciłam się na kofeinowy napój.
     Za jakiś czas do kuchni wpadł spocony i zziajany Ashton. Na sobie miał szorty i biały podkoszulek, a w ręce butelkę wody.
-Widzę, że trafiłem idealnie na śniadanko - rzucił, po czym powiedział, że zaraz wróci, tylko pójdzie się przebrać.
-Gdzie on był? - zapytałam zdziwiona.
-Był biegać - od razu odpowiedział Lou. -Często wychodzi rano trochę się poruszać.
-Ty też byś mógł - stwierdził Liam.
-Ja wolę pojeździć samochodem - zaśmiał się, a potem dopił swoją kawę.
     Nagle do kuchni powrócił odświeżony Ash. Usiadł przy stole i sięgnął po kanapkę.
-Jakieś plany na dziś? - zapytał.
-Harry mówił coś o spacerze nad jezioro - zasugerowała Sophia. -Podobno jest tu jakaś fajna dzika plaża.
Spodobał mi się ten pomysł. Miałam tylko nadzieję, ze ta plaża nie jest zbyt daleko. Nie widział mi się jakiś daleki spacer. W moim stanie trwałby on wieczność, a niestety byliśmy w sporym gronie i nie mogli być wszyscy uzależnieni ode mnie.
     W końcu, po jakichś dwóch godzinach, zdecydowaliśmy się na wypad nad jezioro. Wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że możemy pojechać autami, bo będzie szybciej. Kierowcy na szczęście wyzdrowieli już po wczorajszym piciu. Oczywiście, było mi to bardzo na rękę. Zabraliśmy się dwoma samochodami. Ja, Niall i Michael pojechaliśmy z Ashtonem, a Louis, Sophia i Liam z Harrym.
-Ogarnęliście się już? - zapytałam podczas jazdy Nialla, obok którego siedziałam na tylnych siedzeniach.
-O czym mówisz?
-Nie udawaj idioty - wykręciłam oczami. -O ciebie i Louisa, oczywiście.
-Spoko, przecież nic się nie stało - wzruszył ramionami.
-Oni tak mają często, musisz się przyzwyczaić - wtrącił nagle Michael. -Niall ma czasami zbyt długi jęzor.
-Nie, po prostu nie lubię jak ktoś leję wodę - odburknął mu blondyn.
-Hej, możecie znowu nie zaczynać? - wtrąciłam. -Widzisz moją kulę? Jak będziecie się tak dalej wszyscy sprzeczać, to możesz się domyślić, gdzie ona wyląduje.
-Dobra, przekonałaś mnie - Niall zaśmiał się, a reszta zaraz po nim.
     Ani się obejrzeliśmy, a byliśmy już na miejscu. Samochodem droga nad wodę zajęła naprawdę chwilę. Wjechaliśmy w jakąś zalesioną dróżkę i za moment znaleźliśmy się na małej dzikiej plaży. Było tam raczej cicho i spokojnie. Odrobina piasku, dużo cienia, nawet jakaś stara kładka. Rozłożyłam swój koc pod drzewkiem i usiadłam tam. Natomiast Michael, Niall, Louis i Liam znaleźli się od razu w wodzie. Jak małe dzieci.
-Wy nie idziecie? - zapytałam trójki, która została na brzegu.
-Ja na razie nie - kiwnęła głową Sophia.
-Ja wolę się poopalać - rzucił ze spokojem Harry, a potem usiadł gdzieś w cieniu. Był naprawdę niemożliwy. Nadal nie do końca go rozgryzłam.
-A ty? - zwróciłam się do Asha.
-Ja dotrzymam ci towarzystwa - powiedział i usiadł obok mnie.
-Nie możesz cały czas patrzeć na mnie. Idź i się baw.
Prawda była taka, że naprawdę chciałabym sobie popływać. Ale była to kolejna czynność, której nie mogłam chwilowo wykonywać z powodu swojej kontuzji. Nie chciałam dać po sobie znać, że dobija mnie ten fakt, ale Ashton wyczytał to z moich myśli.
-Chodź. Wejdziemy razem do wody, będę cię asekurował - powiedział, po czym pomógł mi wstać.
-Daj spokój, przecież...
-Ale ty jesteś uparta - krzyknął,. -Chodź, nawet nie wiesz jak świetne są ćwiczenia w wodzie - dodał, a potem pociągnął mnie ze sobą i razem weszliśmy do wody.
     Chłopaki bawili się w wodzie jak dzieci, wkrótce dołączyła też do nich Sophia. Ja siedziałam na pomoście i moczyłam nogi w jeziorze. Co chwile ktoś mnie chlapał, więc ogółem byłam cała mokra. Mimo, że nie mogłam pływać z resztą, naprawdę dobrze spędzałam czas.
     W końcu postanowiłam wrócić na swój koc. Wyszłam z wody razem z Sophią. Gdy byłyśmy już na plaży, wtedy zobaczyłyśmy, że ktoś zbliża się w naszym kierunku. Cóż, przez kilka godzin byliśmy sami i było fajnie, ale nie była to niestety nasza prywatna plaża, więc musieliśmy się z tym liczyć. Nigdy jednak nie spodziewałabym się, że zobaczę tam akurat tych ludzi...
     To był jak najgorszy pech, jak najczarniejsze fatum, jak najbardziej niezręczna sytuacja, która może się zdarzyć. To był dopiero drugi dzień wyjazdu, a ja już dostałam ataku paniki. A wszystko przez... mojego byłego chłopaka.
     Gdy zobaczyłam, że zbliża się w naszą stronę, w towarzystwie swoich dwóch kumpli, stanęłam jak wryta. Myślałam, że to sen, albo ktoś dosypał mi czegoś halucynogennego do porannej kawy. Wielka Brytania ma ponad dwieście tysięcy pieprzonych kilometrów kwadratowych powierzchni i jakieś kilkaset miasteczek wypoczynkowych, a oni musieli znaleźć się akurat tu gdzie ja?! Przynajmniej wiedziałam już, po co mu była torba podróżna...
     Stałam jak głaz. Sophia stała obok i nie miała pojęcia o co chodzi. Gdy Zayn mnie zobaczył z oddali, sam się zatrzymał. Nie spodziewał się tego, tak samo jak ja. Nie było żadnej drogi ucieczki. Poza tym, musieliśmy zachowywać się jak dorośli ludzie. Przynajmniej miałam taki zamiar...
     Zayn ze swoją ekipą podszedł do mnie. Poczułam jak ślina podchodzi mi do gardła.
-Cześć - powiedział zdziwiony. -Co za spotkanie - dodał sarkastycznym tonem.
-W rzeczy samej - odpowiedziałam.
-To wy się znacie? - zapytała niczego nieświadoma Sophia.
-Tak, to... Starzy znajomi - odpowiedziałam jak najszybciej, by nie dać Zaynowi dojść do słowa. -Tak właściwie to cześć - spojrzałam na Caluma i Luke'a, którzy cały czas stali obok, równie zaskoczeni co reszta.
-Cześć, dawno się nie widzieliśmy - uśmiechnął się Cal. Przytaknęłam. Nie widziałam ich kilka miesięcy.
-Owszem. Też miło was widzieć, ale teraz wybaczcie, bo...
Wtedy usłyszałam za sobą krzyki. Oczywiście chłopcy zauważyli, że z kimś rozmawiam i też postanowili się przywitać.
-Kto to, jacyś znajomi? - podbiegł do nas Louis i spojrzał na Zayna. Zastanawiałam się co zrobi. Malik nagle wyciągnął do Tomlinsona dłoń.
-Tak, jestem Zayn. Stary znajomy Lucy - powiedział pewny siebie. -Fajnie, że ją tu spotkałem, miły zbieg okoliczności.
Gdy to mówił, głosem pełnym sarkazmu, myślałam, że zaraz eksploduję. Zapowiadał się bardzo zły dzień. Czułam to.
-Fajnie poznać znajomych Lucy, jestem Louis. Przyłączycie się do nas?...
Boże, czym ja zawiniłam, że to musiało się wydarzyć? Czym takim nagrzeszyłam, że musiałam ich tu spotkać? Akurat tutaj, teraz? Chciałam schować się pod ziemię.
     Nie minęło pięć minut, a z wody wyszła reszta. Wszyscy przywitali się z Zaynem, Calem i Lukiem. Ja stałam z boku, nie miałam zamiaru się integrować z nimi. Miałam ochotę przyłożyć Malikowi w twarz, ale po prostu nie chciałam robić afery. Miałam nadzieję, że pogadają chwilę, a potem każdy rozejdzie się w swoje strony. Cały czas obserwowałam Ashtona, który oczywiście rozpoznał Zayna i vice versa. Jednak żaden z nich nie powiedział o tym na głos. Cóż, to była najbardziej kłopotliwa sytuacja w całym moim życiu.
    Gdy ekipa mojego byłego bratała się z ekipą mojego rehabilitanta, Ash oddalił się od nich i podszedł do mnie. Wciąż leżałam na kocu, na drugim końcu plaży. Chciałam być jak najdalej od tej beznadziejnej sytuacji. Po prostu udawać, że to wcale się nie dzieje.
-Co on tu do cholery robi? - zapytał całkiem poważnie, siadając obok mnie.
-A skąd mam to wiedzieć?! - odpowiedziałam oburzona. -Może mnie śledził, nie mam zielonego pojęcia. Gdybym tylko wiedziała, to nigdy bym się nie zgodziła na taki wyjazd. Ale przecież skąd mogłam wiedzieć, jasnowidzem nie jestem... To przecież jakaś paranoja!
-Nie chce nic mówić, ale tam wszyscy się zaprzyjaźniają i jak tak dalej pójdzie to...
-Tylko mi nic mów, że spędzimy z nimi cały tydzień.
-Louis już coś nadmieniał o jakimś wspólnym grillu... Polecam ci zainterweniować, jeżeli nie chcesz do tego dopuścić.
-O nie, po moim trupie. Wołaj mi tu Louisa, natychmiast.
Jak powiedziałam, tak zrobił. Ashton poleciał po swojego brata i za chwilę mężczyzna stał już przede mną, uradowany jak nigdy.
-Co tu siedzisz tak sama? Przyjechali znienacka twoi znajomi, a ty się izolujesz? Nie rozumiem cię!
-Bo to nie są moi znajomi - rzuciłam ostrym tonem.
-Jak to? To znacie się czy nie?
-Nic nie pojmujesz... To mój były, rozumiesz to? Zayn to mój chrzaniony były, który mnie zdradzał i przed którego wpadłam pod samochód! Teraz jest już to jasne, dlaczego się tam z wami nie integruję?!
Powiedziałam to tak głośno, że aż bałam się, że ekipa po drugiej stronie plaży wszystko usłyszała. Natomiast mina Louisa była bezcenna. Nigdy nie widziałam aż tak zszokowanego człowieka. Spodziewał się wszystkiego, ale na pewno nie tego.
-Cholera, trzeba było od razu powiedzieć, a nie pozwolić, żebyśmy się poznali...
-Podbiegliście tak szybko, od razu się sobie przedstawiliście, byłam skołowana, rozumiesz? Nie mam zamiaru z nimi rozmawiać. Z Calumem i Lukiem to jeszcze, ich zawsze lubiłam, nic złego mi nie zrobili. Ale z Zaynem nie chcę mieć nic wspólnego. Jeżeli macie zamiar się z nimi kumplować, to droga wolna, ale wtedy ja biorę stopa i wracam, jeszcze dzisiaj.
Naszą rozmowę, a właściwie same moje krzyki, przerwał podbiegający do nas Harry.
-Słuchajcie, dzisiaj chłopaki wpadną do nas wieczorem na grilla, pasuje wam? Lucy, chyba nie masz nic przeciwko, w końcu to twoi znajomi. No i całkiem spoko faceci.
-Chyba cię popierdoliło.
Harry totalnie zdębiał, gdy usłyszał tak ostre słowa z moich ust. Ale naprawdę byłam zdenerwowana, nigdy nie miałam ochoty bluźnić tak jak wtedy. No, może poza dniem, kiedy dowiedziałam się, że byłam zdradzana.
-Ale... Dlaczego? Co się stało? - dopytał po chwili ciszy Styles.
-To, że jak oni przyjdą do nas na imprezkę, to ja zabieram swoje bagaże i spadam do domu, choćby na pieszo.
-Nie rozumiem twojego focha. Masz okres czy co? - Powiedział to w tak grubiański sposób, że aż zaniemówiłam. -Jak ci coś przeszkadza, to możesz jechać, na siłę nikt cię tu nie ciągał. Przypominam też, że to jest moja działka i mogę zapraszać tam kogo tylko chcę.
Po tych ostrych słowach odszedł, a ja z Tomlinsonem zostaliśmy tam, obydwoje biali jak ściana. Czy to działo się naprawdę? Istny koszmar...
-Przepraszam cię Lucy - zwrócił się do mnie Louis. -Nie będziemy bratać się z palantem, który zrobił ci krzywdę. Prędzej dam mu w pysk, niż...
-Hej, też nie przesadzaj - przystopowałam go. -Po prostu chodźmy tam i wyjaśnijmy wszystko, jasne?
Tomlinson kiwnął głową na potwierdzenie i za chwilę szliśmy już w tamtą stronę w celu naprawienia sytuacji.


Zapraszam na twittera. Aktualności, spoilery i takie tam. TUTAJ.
Zagłosujcie też na mnie w sondzie po prawej stronie bloga, jeżeli chcecie zrobić mi przyjemność :)
Proszę też oczywiście o komentarze z waszymi opiniami, które są dla mnie bardzo ważne <3
Do następnego x


3 komentarze:

  1. Kocham to opowiadanie. Ciągle dodajesz nowe akcję. Ciągle coś się dzieje. Zazdroszczę talentu. Też bym chciała tak pisać... Życzę weny bo już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. WENY <3

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG... dlaczego ten idiota Zayn musiał przyjechać akurat tam gdzie Lucy?! To się nazywa pech! I jeszcze ten grill... Nieeee.... Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni bo to serio niezręczna sytuacja dla Lucy....
    A to:
    ,, -Chyba cię popierdoliło." było najlepsze! =D
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Łał... Tego się nie spodziewałam. Zayn w tym samym miejscu co Lucy, masakra. A Louis jest cudowny, naprawdę zachował się wobec niej fair. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń