sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 12

     Płonące ognisko, pieczony chleb i kiełbaski, piwo, wspólne śpiewanie i opowiadanie sobie kawałów. Naprawdę pierwsze godziny ogniska były wspaniałe, nawet sama trochę się rozluźniłam i co chwilę sięgałam po piwo. Były wakacje, nie chciałam sobie żałować. Dopóki było spokojnie, nie chciałam się bać, że może się coś zmienić.
     Niall i Michael cały czas śpiewali, co średnio im wychodziło z powodu alkoholu płynącego w ich żyłach, Liam i Sophia non stop obściskiwali się gdzieś na boku, a ja siedziałam obok Ashtona, z nogami na jego kolanach. Mężczyzna cały czas masował moje lewe kolano.
-Ty to już masz jakieś zboczenie zawodowe, co? - zaśmiałam się.
-Cicho, mówiłem, że będziemy regularnie ćwiczyć.
-Ty jej nie wciskaj takiego kitu - rzucił siedzący na przeciwko Louis. -Po prostu masz ochotę pomacać ładną nóżkę.
-Tak, bardzo ładną - parsknęłam pod nosem. -Widziałeś te gigantyczne blizny pooperacyjne? Do końca życia będę już takie miała.
-Dla twojej wiadomości, macam tę nóżkę trzy razy w tygodniu - Ash odpowiedział swojemu bratu, a potem zwrócił się do mnie. -A tymi bliznami się nie przejmuj, istnieje taka dobra maść na blizny, z wyciągiem ze ślimaka czy czymś takim, wystarczy smarować...
-Ale bajery wciskasz - zaśmiał się ponownie Tomlinson, przerywając wypowiedź Asha.
-Co, jesteś zazdrosny? - zapytał się Harry, na co Lou spojrzał na niego wymownym wzrokiem.
-Tak, bardzo. Chcę, żeby Ashton miział tak moją nogę.
-Jesteście niemożliwi - zaśmiałam się głośno, a potem dopiłam swoje piwo.
-Lucy? Jeszcze jedno? - usłyszałam głos Michaela, następnie Ash szturchnął mnie w ramię.
-Hej, nie za dużo pijesz? - zapytał z udawanym oburzeniem.
-Ty się lepiej troszcz o swojego brata, ja chętnie się jeszcze napiję - odpowiedziałam, a potem otworzyłam kolejną butelkę złotego napoju. Cudownie się bawiłam i już praktycznie zapomniałam o tamtej felernej imprezie, z której musiałam uciekać.
     Atmosfera byłaby wciąż wesoła, gdyby nie propozycja, którą wkrótce rzucił Niall. Zaproponował on bowiem grę w szczerość i odwagę, czyli najgłupszą zabawę świata. Niestety, przeciwne byłyśmy tylko ja i Sophia. Chłopaki jednak nie odpuszczali. Ostatecznie postanowiłyśmy usiąść obok siebie i w ciszy przypatrywać się tej szóstce idiotów.
     Na małym stoliku, na którym kilka godzin wcześniej stało jedzenie na ognisko, kręciła się teraz butelka po piwie wprawiona w ruch przez Nialla. Najpierw wypadło na Michaela.
-Wybieram odwagę - rzucił bez zastanowienia i wyprostował plecy. Był gotowy, by zrobić coś głupiego.
-No dobra, mamy pierwszego odważnego - Niall zatarł ręce. -Wyzywam cię, żebyś...
     I tak po kilku rundach bezsensownych pytań na temat jedzenia obrzydliwych rzeczy i wyzwań dotyczących ściągnięcia spodni, w końcu padło na mnie. Nie miałam ochoty grać, miałam być tylko obserwatorem, ale wszyscy mnie męczyli, żebym też zagrała. W końcu zgodziłam się, ale tylko na jedną rundę. Wybrałam szczerość. Harry, który kręcił butelką, spojrzał na mnie tym swoim poważnym wzrokiem. Już się bałam o co się zapyta.
-Podoba ci się Ashton? - spytał, a wtedy wszyscy z założonymi rękoma i uśmieszkami na twarzach spojrzeli na mnie. Tak, zrobiło mi się trochę głupio. Właśnie dlatego nie lubiłam tej gry, bo nie lubiłam odpowiadać na takie pytania pod presją. A kłamać też nie miałam zamiaru.
-W jakim sensie... podoba? - grałam na zwłokę.
-No wiesz, jak facet.
-Harry ma na myśli, czy jarasz się jego spektakularną klatą, która oczywiście nie jest aż tak spektakularna jak moja... - dodał Liam, na co dostał w ramię od swojej śmiejącej się partnerki.
-Przystopuj czasem z tym swoim narcyzmem - powiedziała wykręcając oczami.
-Więc jaka jest odpowiedź? - kontynuował Harry. Spojrzałam na Ashtona, który wyczekiwał odpowiedzi z totalnie pokerową twarzą.
-Ashton jest atrakcyjnym mężczyzną - stwierdziłam. -Ale jest dla mnie tylko przyjacielem - odpowiedziałam zupełnie szczerze, na co w odpowiedzi otrzymałam przyjazny uśmiech Asha. Reszta ekipy spodziewała się jednak, że chyba powiem zupełnie coś innego, więc byli odrobinę zawiedzeni. Lecz prawda była taka, że między mną a Ashtonem naprawdę była tylko przyjaźń i w zupełności mi to wystarczało.
     Po odpowiedzi musiałam jeszcze zakręcić butelką. Pech chciał, że wypadło na Louisa. Już zastanawiałam się, jakie debilne wyzwanie mu wymyślić, na co nagle usłyszałam...
-Szczerość.
Liczyłam, że wybierze odwagę, jak to robił do tej pory. Ale to nawet dobrze się złożyło. Miałam do niego idealne pytanie. Coś, co bardzo chciałam wiedzieć.
-Prowadziłeś kiedyś po pijaku?
Po tym pytaniu nastała cisza, słychać było tylko strzelający ogień. Louis chyba nie spodziewał się tego, co wnioskowałam po jego wyrazie twarzy. Obserwowałam reakcje innych. Harry uśmiechał się cwaniacko, a Liam i Niall wyglądali jakby w wielkim podekscytowaniu czekali na to, co takiego odpowie Louis.
-Ale wiesz, po pijaku to znaczy po jednym piwie, czy po kilku...
-To znaczy w stanie, że kręciło ci się we łbie i plątał ci się język, czyli tak jak teraz.
-Nie - pokręcił głową. -Raczej mi się nie zdarzyło.
-Ciekawe, ciekawe - zareagował śmiechem Niall, na co Louis prawie zabił go wzrokiem.
-Chcesz coś dodać, przyjacielu?
-Tak, że wybrałeś kategorię o nazwie szczerość, a nie kłamstwo.
-Byłeś kiedyś świadkiem mojej rzekomej jazdy po pijaku, że tak sądzisz? - Louis podniósł głos, a ja się trochę speszyłam. Zaczęłam wyczuwać kompletnie psującą się atmosferę.
-Nie musiałem być świadkiem naocznym, żeby wiedzieć takie rzeczy.
-To w takim razie skąd to niby wiesz? Możesz kurwa nie wymyślać?
-Hej, panowie, spokój proszę - zainterweniował Ashton, po czym nastała niezręczna cisza.
-Ktoś tu chyba za dużo wypił... - rzucił nagle Michael pod nosem, na co Louis spojrzał na niego złowrogo.
-Chłopaki, przestańcie - wtrąciła się w końcu Sophia swoim kojącym głosem. -Przecież to tylko zabawa.
-Ja nie bawię się z kłamcami - powiedział Niall, po czym ja już nie wytrzymałam. Wstałam z ławki i kulejąc wróciłam do domu. Ash od razu pobiegł za mną.
-Przepraszam cię Lucy, nie złość się.
-Nie masz za co mnie przepraszać. To ja zadałam to pytanie. Nie wiedziałam tylko, że Louis aż tak zareaguje. Chyba nie jest święty, co?
-Chyba możesz sama się domyślić - skrzywił się.
-...to jest kurwa moja sprawa, więc się nie wtrącaj, jasne?
-Ty weź przystopuj trochę z alkoholem, bo świrujesz!
-Obaj świrujecie, zamknijcie już mordy!...
Kłótnia dochodząca z ogrodu naprawdę popsuła mi nastrój. Wiedziałam, że nie może być tak kolorowo, jak się na początku zapowiadało. Wiedziałam, że prędzej czy później alkohol zbyt bardzo zawróci któremuś w głowie, czułam to. Tylko nie przypuszczałam, że stanie się to już pierwszego wieczora.
     Poszłam na górę do pokoju. Było już późno, impreza i tak już długo trwała, więc postanowiłam pójść spać. Za moment usłyszałam, że do pokoju wchodzi Ashton.
-Kładziesz się już?
-Tak, mam już dosyć na dziś, ty wracaj na dół jak chcesz.
-Coś ty, impreza już się kończy. Louis i Niall się poobrażali, poza tym ognisko się już dogasza. Wszyscy zbierają się do domu.
-Super, wszystko przeze mnie... - westchnęłam, na co Ash od razu podszedł do mnie i przytulił.
-Przestań się obwiniać, to było zwykłe pytanie, nie wiedziałaś, że Louis tak zareaguje. 
Ash posiedział jeszcze ze mną przez chwilę, a potem postanowił zejść na dół i pomóc trochę posprzątać. Ja w tym czasie zmyłam makijaż, przebrałam się i poszłam spać. To był naprawdę długi dzień, miałam dość.
     Obudziłam się w środku nocy, a właściwie prawie nad ranem. Leniwie otworzyłam oczy i podniosłam się. Spojrzałam na łóżko po drugiej stronie pokoju - Ashton smacznie spał na prawym boku. Poczułam potrzebę skorzystania z toalety. Wstałam i po cichu przemknęłam do łazienki, która znajdowała się zaraz obok sypialni. Następnie poczułam suchość w gardle, niestety w pokoju nie było nic do picia. Musiałam więc zejść na dół. Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Znalazłam tam butelkę wody. Wyjęłam ją, nalałam sobie trochę do szklanki, a potem odwróciłam się i wtedy omal nie padłam na zawał. Myślałam, że jestem sama, ale dostrzegłam w ciemnościach, że ktoś siedzi przy stole. Podeszłam krok bliżej.
-Louis? - zapytałam rozpoznając chłopaka, a ten podniósł głowę. -Co ty tu robisz?
-Siedzę - odpowiedział zachrypniętym głosem. -Nie mogę spać.
-Chcesz się napić? - zapytałam, podając mu butelkę, ale odmówił. Nie wiem czemu, ale postanowiłam usiąść obok niego. Nie wyglądał najlepiej. Może to były po prostu początki kaca, ale mimo wszystko zastanawiałam się, czy na pewno nic się nie stało. -Wszystko w porządku?
Louis milczał. Dopiero po chwili spojrzał na mnie wzrokiem zbitego psa.
-Przepraszam cię za dziś. Rozpieprzyłem całą imprezę.
-Nie szkodzi. Ale następnym razem nie wkurzaj się tak o byle co.
-Wiesz dlaczego tak zareagowałem? - zapytał. -Bo wstydziłem się przed tobą.
-Przede mną? - zdziwiłam się. -A co ja mam z tym wspólnego?
-Nie chciałem byś dowiedziała się, że wiesz... Zdarzało mi się jeździć po pijaku. Bo zdarzało, nie raz, nie dwa. I tak już za mną nie przepadasz, ale teraz to już w ogóle...
Byłam niesamowicie zaskoczona jego szczerością. A przynajmniej te słowa zabrzmiały szczerze.
-Ale wiesz, że gdybyś od razu powiedział prawdę, to byłoby lepiej? A po tej sytuacji załapałeś kilka punktów minusowych.
-Świetnie - zaśmiał się z bezsilności. -Do tego, że nie udaje mi się ciebie poderwać, to jeszcze mój braciszek to niezły ślepiec.
-To znaczy? - zapytałam, kompletnie ignorując pierwszą część jego wypowiedzi. -Dlaczego ślepiec?
-Ma obok taką laskę, ale w ogóle z tego nie korzysta.
Dobrze, że w kuchni było ciemno, bo na pewno moje policzki zrobiły się czerwone jak cegła. Do tego, że Louis powiedział mi wprost, że próbował mnie poderwać, to jeszcze ten tekst o Ashtonie...
-Może jednak spróbuj się przespać, co? - szybko zmieniłam temat. -Żebyś jutro miał siłę na jakiś spacer. Albo kolejną imprezę - zaśmiałam się pod nosem.
-Co, jeszcze nie masz mnie dosyć?
-Na razie nie - powiedziałam. -Nie spieprz tego.
Później wstałam i poszłam na piętro. Położyłam się do łóżka i męczyłam się przez jakąś godzinę, żeby zasnąć. Musiałam dobrze się wyspać przed kolejnym dniem. Już bałam się co przyniesie.

 
Przypominam o konkursie na Blog Miesiąca - możecie głosować na mnie w sondzie po prawej stronie tego bloga.
Jak zawsze przypominam też o swoim twitterze, którego nazwę też znajdziecie po prawo.
 
I jeszcze jedna sprawa: 
Myślę nad nowym opowiadaniem, więc mam pytanie do was: O jakiej tematyce opowiadanie chcielibyście przeczytać?
-obyczajówkę o drobnym zabarwieniu fantasy;
czy
-dramat/kryminał z motywem bandziory/gliniarze?
 
Piszcie proszę w komentarzach co myślicie o nowym opowiadaniu jak i o nowym odcinku The Accident. 

Dzięki z góry za wszystko i do następnego :*

3 komentarze:

  1. Kryminał! Tak! Lubię czytać opowiadania tego typu więc mi to odpowiada ;) Co do rozdziału to Miall mógł tak nie naciskać na Lou...
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Czyżby Louis naprawdę miał coś do Lucy. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle cudowny rozdział... Tylko szkoda że taki krótki... Ale nie ważne... Ja bym wolała Fantasy... Życzę weny i czekam na nexta ❤

    OdpowiedzUsuń