sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 11

     Pod tym rozdziałem znajduje się ważna notka, przeczytajcie proszę :)
A tym czasem życzę miłego czytania :*


     Moja mama za wszelką cenę chciała wiedzieć z kim jadę na te wakacje, gdzie, kiedy, o której i dlaczego. Zadawała milion pytań, które zaczęły mnie już irytować. Nigdy nie była aż tak męcząca, wszystko zmieniło się po moim wypadku. Zaczęła się o mnie dwa razy bardziej bać. W zasadzie to jej się nie dziwiłam. Naprawdę bardzo dotknęło ją to co się stało i nie przeżyłaby, gdybym znowu coś mi się stało. Przez jakąś godzinę ją uspokajałam i obiecywałam, że będę na siebie uważać i że cały czas będę pod opieką Ashtona, który w końcu od tego był, żeby mi pomagać.
     We wtorek zrobiło się trochę pochmurno. Miałam jednak nadzieję, że to tylko chwilowe i na wyjazd znowu zrobi się ładnie. Tego dnia nie wychodziłam na dwór, siedziałam cały czas w domu, głównie przed laptopem. Oglądałam na mapie okolicę, gdzie podobno Harry miał swój domek. Wiedziałam tylko, ze to gdzieś w pobliżu Chichester. Było to małe miasteczko, położone jakieś dwie godziny jazdy od Londynu. W pobliżu było kilka małych jezior, pola, łąki, a do oceanu tylko trzydzieści minut drogi. Miejsce wydawało się być idealne. Ale o tym miałam się przekonać dopiero za kilka dni.
     Podczas siedzenia przy laptopie, usłyszałam dźwięk nowej wiadomości na fejsie. Od razu pomyślałam o Louisie, bo tylko on do mnie tak wypisywał. Nie pomyliłam się.
"Nawet nie wiesz jak się cieszę"
"Ja też. Chcę zaczerpnąć trochę świeżego powietrza oraz mieć odrobinę CISZY I SPOKOJU"
"Będziesz miała okazję. Las, jezioro, pełen relaks"
"Tylko, żeby wasze dzikie imprezy mi tego nie zepsuły"
"Będę grzeczny, obiecuję"
Nie mogłam nic poradzić, ale śmiałam się podczas tej rozmowy. Tomlinson nadal był trochę nachalny, ale już nie w chamski sposób. Pomyślałam, że może nie będzie z nim tak źle, a moja opinia na jego temat była zbyt powierzchowna. W końcu każdy zasługuje na drugą szansę. Oczywiście każdy z wyjątkiem Zayna.
     W środę i piątek, podczas moich spotkań z Ashtonem, sporo rozmawialiśmy na temat wyjazdu. Dopinaliśmy na ostatni guzik wszystkie szczegóły, robiliśmy sobie wstępne plany na wspólne spędzanie czasu. Ash opowiedział mi, że w Chichester był raz i jest tam naprawdę przyjemnie. Zaczął opowiadać mi o miejscach, które będziemy mogli odwiedzić podczas spacerów. Dzięki temu wszystkiemu co mówił, coraz bardziej nie mogłam doczekać się tego wyjazdu. W końcu coś miało się dziać w te beznadziejne jak do tej pory wakacje.
     Dwa dni przed wyjazdem pojechałam z mamą na małe zakupy. Kupiłam sobie mały zapas kosmetyków, nowe okulary przeciwsłoneczne i oczywiście podróżną torbę. Nasza stara była zepsuta już od kilku miesięcy, a pożyczoną od Zayna, cóż... Musiałam oddać. Na szczęście.
     Czas zleciał jak szalony. Nawet nie wiem kiedy zrobił się już poniedziałek, a ja siedziałam w kuchni i piłam wodę z lodem i cytryną czekając na przyjazd Ashtona. W przedpokoju stał już mój bagaż. Byłam już gotowa do wyjazdu i naprawdę nie mogłam się doczekać. Spojrzałam na zegarek - Ash miał pojawić się za jakieś pół godziny. Miałam wiec jeszcze odrobinę czasu, by usiąść przed telewizorem i dojeść śniadanie.
     W końcu z telewizyjnego transu wybudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Miałam ochotę do nich pobiec, ale niestety - mogłam tylko iść i to kulejąc. Otworzyłam drzwi i przed sobą zobaczyłam uśmiechniętego Ashtona w kompletnie wakacyjnym wydaniu. Jednak gdy wyjrzałam na ulicę, poczułam się nagle jak bohaterka Szybkich i Wściekłych. Kiedyś Zayn zmusił mnie do obejrzenia jednej części. Niestety, on się ekscytował, a ja usnęłam.
-Nie myślałam, że podjedziecie całą ekipą... - powiedziałam do Ashtona.
-I tak nie ma pełnego składu, bo jedziemy parami. Niall i Michael nie wzięli swoich aut. A ty oczywiście jedziesz ze mną.
-Dzięki bogu - zaśmiałam się.
Za moment usłyszałam krzyk Louisa. Wysiadł z auta. Jednak nie z zielonego, który kojarzyłam, a z jakiegoś czerwonego, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Ash kiedyś wspominał, że mężczyzna ma kilka aut.
-Cześć Lucy - podszedł i przywitał się. -Gotowa?
-Jasne - odpowiedziałam, po czym wyszłam przed dom. Ash wziął moją torbę, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Za chwilę siedziałam już w samochodzie Ashtona na miejscu pasażera.
-No, to ruszajmy - powiedział chłopak, po czym odpalił silnik. Za moment zrobiła to reszta samochodów. Ruszyliśmy za samochodem Harry'ego, a zaraz za nami jechał Louis oraz Liam. 
     Chłopaki trochę szpanowali podczas jazdy, zwłaszcza, gdy wyjechaliśmy z miasta i wjechaliśmy na  przelotówkę. Pozostałe trzy auta wyprzedziły nas, Ashton na szczęście został w tyle. Pewnie też chciał docisnąć pedał gazu, ale wiedział, że ja nie lubię szybkiej jazdy. Byłam mu bardzo wdzięczna, że był tak wyrozumiały.
-W takim tempie to oni będą na miejscu dwa razy szybciej niż my - rzuciłam, a Ashton zaśmiał się tylko pod nosem.
-Spokojnie, nie zostawią nas. Niech sobie trochę poprują do przodu. To dzieci, muszą się wyżyć.
-Czy czasami Louis nie jest od ciebie starszy?
-Jest, tak jak Liam. Ale czy to ważne? W duszy nadal są gówniarzami.
     Po jakichś osiemdziesięciu minutach jazdy, wjechaliśmy w końcu do Chichester. Przejechaliśmy całe miasteczko i w końcu wjechaliśmy na spokojną drogę, gdzieś pomiędzy lasami, a jeziorem. Po kilku minutach skręciliśmy w wąską uliczkę i nagle zatrzymaliśmy się. Widziałam przez okno, że Harry wysiada z auta, podchodzi do pewnej bramy i otwiera ją. Za moment wszyscy byliśmy już na podwórku, a przede mną ukazał się wielki piętrowy dom.
-To jest ten... Domek letniskowy? - zapytałam Ashtona, będąc w niemałym szoku spowodowanym wielkością budynku.
-Rodzina Stylesów ma rozmach - zaśmiał się. -Jego dom pod Londynem jest jakieś dwa razy większy.
Tak, właśnie tego się spodziewałam, że Harry pochodzi z bogatej rodziny. Było to widać po jego ubraniach, samochodach i po działce, na której właśnie się znajdowaliśmy.
     Wysiadłam z auta. Tam przywitałam się z resztą wczasowiczów, których tamtego dnia jeszcze nie zdążyłam zobaczyć. Następnie każdy chwycił swój bagaż i wskoczyliśmy do budynku. Dom prezentował się niesamowicie, cały był w drewnie i ciemnej cegle. Od razu przy drzwiach było wejście do kuchni i jadalni, a zaraz obok znajdował się salon z ogromnym skórzanym kompletem wypoczynkowym, a dalej mała łazienka. Pod ścianą w przedpokoju znajdowały się kręte schody na piętro. Tam znajdowały się trzy sypialnie. Pokój z podwójnym łóżkiem zajęła jedyna para w tej ekipie czyli Liam i Sophia, drugi pokój zajął Harry, Niall i Louis. a Michael uciekł do salonu na kanapę. Od razu zorientowałam się, że nici z osobnego pokoju dla mnie, zajęłam wiec sypialnię z Ashtonem. Właściwie nie przeszkadzało mi to. Lepiej z nim, niż z kimkolwiek innym.
     -Jak się podoba? - usłyszałam za sobą głos Harry'ego, gdy wychodziłam właśnie z łazienki.
-Robi wrażenie - odpowiedziałam. -Ta... działka.... Jest z trzy razy większa niż mój dom.
-Tak, domyślam się, że ludzie mają raczej małe działki. Ale to już sprawka moich rodziców - uśmiechnął się. -Lubią komfortowe życie i przyjemności związane z wydawaniem pieniędzy.
-A ty? 
-Też. Przynajmniej mogę pozwolić sobie na najlepsze części do samochodu.
-No tak... Samochód najważniejszy...
-Żebyś wiedziała - potwierdził. -Samochód i przyjaciele. Reszta się nie liczy.
Trochę rozbawiło mnie jego podejście. Jednak mimo wszystko Harry nie wyglądał na osobę, która szczyci się tym, że ma bogatych rodziców. Po prostu się z tym nie krył i był szczery.
     Wszyscy zeszliśmy na dół i pomogliśmy Harry'emu trochę ogarnąć mieszkanie, w którym nikt nie urzędował od kilku dobrych tygodni. Nie nadawałam się do tego, by nosić rzeczy z pokoju do pokoju, ale bardzo chciałam pomóc, więc wzięłam się za chowanie rzeczy do lodówki.
     Wyszliśmy z Ashtonem na zewnątrz. Mężczyzna powiedział, że pokaże mi cały ogród oraz najbliższą okolicę. Reszta w tym czasie miała wybrać się do okolicznego lasu i nazbierać trochę drewna na ognisko, które zaplanowali od razu na pierwszy wieczór. Bardzo się cieszyłam. Ognisko to kwintesencja wakacji, żaden wyjazd nie może się obejść bez kiełbasek z grilla. Już nie mogłam się doczekać.
     Obeszliśmy z Ashem kawałek wioski, a potem wróciliśmy na teren Harry'ego. Byłam naprawdę zachwycona okolicą. Było cicho, spokojnie, a niedaleko znajdowało się kilka małych jezior. Ogród na posesji też był piękny. Było tu dużo kwiatów i ogromnych krzewów, a za domem specjalne miejsce na ognisko i grilla, mała altanka, miejsce na huśtawkę, leżaki, po prostu pełen luksus. Zapowiadało się wyśmienicie. Żeby jeszcze tylko towarzystwo mnie nie zawiodło...
     Idąc przez podwórko, przeszliśmy obok stojących samochodów. Postanowiłam przystanąć na chwilę i dokładnie im się przyjrzeć, w zasadzie nie wiem dlaczego. Niektórych dziwnie ciągnie do ognia, który może ich poparzyć.
-Co tak obserwujesz? - usłyszałam głos Ashtona. -Mój najładniejszy, prawda?
-Oczywiście - zaśmiałam się. -Ale Harry też ma porządny wóz. Przynajmniej na taki wygląda, nie znam się.
-Mówiąc szczerze, jest o wiele lepszy od mojego - Ash wykrzywił się. -Też zawsze chciałem mieć takiego Dodge'a, ale niestety, to nie na moją kieszeń. Już na swojego Forda musiałam długo odkładać.
-Ile Harry ma samochodów?
-Dwa. Ma jeszcze Nissana, którego widziałaś na imprezie.
-A Louis? Ile on ma aut? - zapytałam, patrząc się na jego czerwony wóz.
-Też dwa, więc widziałaś już wszystkie.
-Najmniej mi się podobają - stwierdziłam, wykrzywiając usta w grymasie.
-Szczerze? Mi też - powiedział, na co obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Następnie wróciliśmy do środka domu.
     Harry i Niall byli na podwórku i przygotowywali ognisko. Sophia razem z Liamem pichcili już coś w kuchni, a ja, Ash, Louis i Michael siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Tym razem Tomlinson jakoś nie denerwował mnie tak jak ostatnio. Był zdecydowanie... normalniejszy. Nie wnikałam co mu się stało, po prostu cieszyłam się, że na razie jestem oazą spokoju i nikt, zwłaszcza on, nie zamierza działać mi na nerwy. Jednak już za jakiś czas miała rozpocząć się impreza przy ognisku, oczywiście z alkoholem, który już czekał na stole. Trochę się tego obawiałam, ale Ashton cały czas przekonywał mnie, że na pewno będzie miło i przyjemnie, a jeżeli nie, to schowamy się gdzieś i pozamulamy w samotności z daleka od tych pijaków. Aż nie mogłam uwierzyć w jego wspaniałość. Tak bardzo byłam wdzięczna losowi, że go poznałam.
      Wszyscy byliśmy już na zewnątrz. Był bardzo ciepły wieczór, idealny na posiedzenie przy ognisku. Siedziałam na ławce obok Sophii, z którą plotkowałam, w tym samym czasie Ashton i Harry rozpalali ogień. Opornie im to szło, ale jakieś pierwsze iskierki na szczęście się pojawiały. Z wnętrza domu dochodziła cicha muzyka, która umilała wieczór.
-Mogę cię o coś zapytać? - powiedziała nagle Sophia, a ja przytaknęłam. -Czy ty i Ashton... Jesteście parą?
-A zachowujemy się jak para? - zaśmiałam się. -Tylko się przyjaźnimy. Poza tym dwa miesiące temu zerwałam z chłopakiem i chyba nadal nie byłabym gotowa, by się z kimś spotykać.
-Z drugiej strony nowy mężczyzna może zaleczyć rany po dawnej miłości - stwierdziła. -Właśnie tak jest ze mną i Liamem. Bardzo mnie wspierał po moim trudnym rozstaniu z byłym.
-Mogę zapytać co się stało?
-Powiedział, że już mnie nie kocha, tak po prostu - wzruszyła ramionami. -Nie mogłam tego zrozumieć i przeboleć. Ale potem zbliżyliśmy się do siebie z Liamem i teraz jest cudownie.
-To chyba fajny facet? - zapytałam.
-Tak. Może sprawiać wrażenie trochę szalonego, ale jest ciepły i opiekuńczy - odpowiedziała uśmiechnięta.
Nagle wszyscy usłyszeliśmy okrzyk radości chłopaków.
-Ogień rozpalony, proszę państwa! - powiedział Ashton. -Proszę nabijać kiełbaski na kijki, dopóki płonie.
     W taki właśnie miły sposób rozpoczęliśmy ten wyjazd. Zapowiadał się naprawdę cudowny wieczór, przestałam obawiać się o to, jak się to wszystko rozkręci. Niestety okazało się, że w powietrzu unosiła się bardzo zła aura, która już za moment miała wszystko zepsuć...


Mam do was kilka spraw:
Mój blog został nominowany do konkursu na Blog Miesiąca :) Jeżeli czytacie i lubicie  to opowiadanie, to byłoby mi niezmiernie miło, gdybyście zagłosowali na mnie. Sondę umieściłam po prawej stronie tego bloga, ale możecie znaleźć też ją na stronie spisu: SpisFaniction  w zakładce 'Blog Miesiąca'.

Czy chcielibyście być informowani o nowych rozdziałach tutaj? Myślę, że to będzie miało większy sens, niż zwykłe obserwowanie mojego twittera, gdzie informacja o nowym poście może zginąć w gąszczu innych tweetów.
Napiszcie mi proszę w komentarzu nazwę swojego twittera, jeżeli jesteście zainteresowani.

A poza tym obserwujcie, komentujcie, polecajcie znajomym, tweetujcie: #TheAccidentFF
Zajrzyjcie też do zakładki z bohaterami, została zaktualizowana.
Do następnego ;*

3 komentarze:

  1. Za chwilkę zagłosuje ;) Jeśli chodzi o informowanie to wchodzę na bloggera codziennie więc jestem na bieżąco :)
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety dopiero dzisiaj odkryłam twojego bloga, ale ogromnie się z tego cieszę.
    Blog genialny, tak samo, jak i rozdział i nie mogę doczekać się następnego rozdziału.
    Weny życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. Ash i Lucy są fajni szkoda że się tylko przyjaźnią. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń