środa, 15 lipca 2015

Rozdział 9

      Siedzenie w miejscu już naprawdę zaczęło mnie męczyć. Najpierw miesiąc spędziłam na niewygodnym łóżku szpitalnym, a przez kolejny miesiąc chodziłam na rehabilitację i praktycznie nigdzie więcej. Owszem, dwa razy spotkałam się z Ashtonem, trochę spacerowałam, ale to nadal nic. Brakowało mi jakiegoś większego wyjścia, codziennych długich spacerów, czy jazdy na rowerze. Bardzo chciałam też wyjechać gdzieś za miasto, w końcu były wakacje. Razem z Zaynem już w wiosnę planowaliśmy jakiś wyjazd, niestety - sprawy trochę się pokomplikowały, więc prawdopodobnie mogłam zapomnieć, że spędzę te wakacje w jakiś inny sposób niż bezczynne siedzenie w domu.
      W piątek Ashton zaprosił mnie do kina. Bardzo się ucieszyłam z tej propozycji, bo każde wyjście na miasto było dla mnie wtedy zbawienne. Ash również w tamtym czasie czuł lekką samotność i przybicie, a wszystko przez sprzeczkę z Louisem. Czułam się trochę winna, że to po części przeze mnie, a Irwin znowu obwiniał siebie. Ostatecznie postanowiliśmy zakończyć ten temat, by już dłużej się nie sprzeczać.
      Bardzo dawno nie byłam w kinie, wiec ten wieczór naprawdę świetnie mi zleciał. Poszliśmy na dobrą komedię, która trochę poprawiła nam obojgu nastroje. Po seansie udaliśmy się na deser do pobliskiej kawiarni. Tam trochę odetchnęliśmy i zaczęliśmy rozmawiać.
-Masz właściwie jakieś plany na wakacje? - zapytałam Ashtona. -Oczywiście, poza leczeniem mojej nogi.
-To leczenie już długo nie potrwa, mówię ci - uśmiechnął się ciepło. -Jeszcze tylko kilka tygodni i będziesz śmigać.
-No nie wiem, truchtać truchtam, ale to tyle...
-Hej, głowa do góry. Nie ufasz mi?
-Ufam - odpowiedziałam rozpromieniona. -Ale nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-Właściwie to mogę już wziąć urlop piątego sierpnia, na jakieś dziesięć dni. Myśleliśmy, żeby pojechać gdzieś z chłopakami, ale najpierw muszę pogodzić się z panem wielmożnym Tomlinsonem - stwierdził sarkastycznie.
-Na pewno się pogodzicie. Przecież... Właściwie, to nie stało się nic wielkiego.
-Wiem. Ale taki jest Louis. Czasami trudno się z nim dogadać.
     Rozmowa wkrótce zeszła na inny temat. Jednak długo nie pogadaliśmy, bo nagle Ashtonowi zadzwonił telefon.
-O popatrz, właśnie dzwoni mój braciszek - odpowiedział z grymasem na twarzy, patrząc na wyświetlacz. -Taaak, słucham... Jestem na mieście, więc mów szybko... Co? - zaśmiał się do słuchawki. -No popatrz, co się takiego stało?... Ja rozumiem, ale nie teraz, jestem z Lucy. Chyba rozumiesz... Nawet nie ma takiej opcji... Świetnie stary, ale zadzwoń jutro, dobra?... Tak, na razie.
-Czemu mam wrażenie, że zadzwonił z przeprosinami? - zapytałam od razu, gdy blondyn zakończył rozmowę.
-Ah, ta kobieca intuicja - roześmiany pokręcił głową. -Tak, chciał przeprosić. I mnie i ciebie - powiedział, a ja trochę się zdziwiłam. -Nawet chciał się teraz spotkać, by przeprosić osobiście. Ale bez przesady.
-Dlaczego? - zapytałam całkiem szczerze. -Niech przyjedzie i przeprosi.
-Słucham? - Ash chyba nie uwierzył w to co powiedziałam. W zasadzie to i ja nie mogłam w to do końca uwierzyć. Nie miałam raczej zamiaru się z nim bratać, fakt, ale z drugiej strony ciekawiło mnie co ciekawego ma do powiedzenia.
-Normalnie, jeżeli chcesz, to po niego zadzwoń. Niech przyjedzie, przeprosi. Takie rzeczy trzeba docenić. Chyba, że będzie przeszkadzać ci jego obecność.
Najpierw Ash patrzył na mnie bez słowa, jakby zastanawiał się, czy czasami nie postradałam zmysłów. Ale widząc, że jestem poważna sam stwierdził, że to nie najgorszy pomysł.  Postanowił do niego zadzwonić.
-No cześć... Nadal chcesz się spotkać?... Jesteśmy w kawiarni przy Leather Lane, czekamy.
      Akurat dojedliśmy przepyszne desery lodowe z owocami, gdy na miejscu pojawił się Louis. Zanim wszedł do lokalu, już wiedziałam, że podjechał. Usłyszałam bowiem dobiegający z ulicy warkot podrasowanego silnika. Zwykłe samochody nie wydają takich dźwięków. A inne sportowe auto w tym miejscu byłoby zbyt dużym zbiegiem okoliczności.
      Spojrzałam na drzwi. Za moment pojawił się w nich Tomlinson. Od razu znalazł nas wzrokiem i podszedł. Rzeczywiście wyglądał jakby było mu trochę głupio. Czy to w ogóle możliwe?
-Cześć - usiadł i podał mi i Ashtonowi rękę. -Dzięki, że pozwoliliście mi się tu zjawić.
-Ale masz tylko 15 minut - rzucił Ash.
-Stary, bardzo cię przepraszam. Wiem, że nigdy nie powiedziałbyś złego słowa o mnie za moimi plecami. Wczoraj Harry oblał mnie kubłem zimnej wody, prawie się pobiliśmy, ale przynajmniej doprowadziło mnie to do porządku - westchnął głęboko, a potem przeniósł swój wzrok pełen skruchy na mnie. -Ciebie też przepraszam. Czasami jestem, cóż, trochę zbyt bezpośredni.
-Trochę - powtórzyłam ironicznie.
-Wiem, bardziej niż trochę. Jeszcze raz przepraszam.
-Niech ci będzie. Też cię przepraszam za tego rzęcha.
-Spoko - zaśmiał się. -Już się nie gniewam. To tylko samochód.
-W takim razie, jesteśmy w porządku - Ash podał swojemu bratu dłoń. -Kiedyś wyściskam Harry'ego za bycie naszym mediatorem - zaśmiał się.
-Racja. Już nawet nie zliczę ile razy dzięki niemu nie doszło do awantury w ekipie - potwierdził Louis. -A tymczasem... Będę iść.
-Możesz zostać z nami, jeśli chcesz - zaproponował na szybko jego brat. -I jeżeli oczywiście Lucy się zgodzi.
Wiedziałam, że nie muszę nikogo okłamywać. Że mogę powiedzieć wprost, że nie życzę sobie towarzystwa Louisa i oni to zrozumieją. Jednam miałam trochę inny zamiar. Chciałam dać Tomlinsonowi jeszcze jedną szansę.
-Zgadzam się - powiedziałam, a na twarzy chłopaków pojawiły się uśmiechy.
      Nie zostaliśmy w kawiarni, przenieśliśmy się do pubu trzy przecznice dalej. Poczułam bowiem ochotę na drinka. Chłopaki oczywiście nie mogli pić, bo byli kierowcami, ale nie mieli nic przeciwko zmianie lokalu.
      Usiedliśmy przy stoliku. Ja miałam przed sobą kolorowego drinka, a chłopaki po szklance jakiegoś słodkiego napoju.
-Słuchaj Ash, jeżeli teraz mamy już wszystko wyjaśnione, to może wrócimy do tematu naszego wyjazdu? - zaczął rozmowę Louis. -Wiesz, że z nami nie ma problemu, Liam i ja możemy zamknąć warsztat kiedy tylko mamy na to ochotę. Kiedy masz urlop?
-Od piątego.
-No to świetnie, to już niedługo. Moglibyśmy na przykład wynająć przyczepę w Weston.
-Jasne, kwestia dogadania się z innymi chłopakami.
Louis przytaknął, wziął łyk napoju, a potem spojrzał na mnie. Znowu poczułam na sobie to spojrzenie sprzed tygodnia z imprezy. Nie wiem czemu, ale było dziwnie przeszywające.
-A ty Lucy, masz jakieś plany na wakacje?
Wzruszyłam ramionami.
-Pewnie będę walczyć ze swoją nogą aż do końca lata.
-Ale przecież to cię nie zwalnia od jakiegoś wyjazdu.
-Wiem, ale najpierw trzeba mieć z kim wyjechać - odburknęłam, a potem spuściłam wzrok.
-To może zabrałabyś się z nami?
W tym momencie usłyszałam, że ktoś kaszle. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Ashtona, który najprawdopodobniej zachłysnął się sokiem. Wcale mu się nie dziwie. Mnie też zaskoczyła ta propozycja.
-Co, jakiś problem? - Lou zwrócił się do swojego zaskoczonego brata. -Przecież się kumplujecie, więc na pewno nie miałbyś nic przeciwko. Wszystko zależy od Lucy.
Spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. Na jego twarzy gościł cwany uśmieszek. Zerknęłam kątem oka na Asha, jednak z jego oczu nie mogłam nic wyczytać. Chyba sam oczekiwał w skupieniu mojej odpowiedzi. Co miałam zrobić? Zgodzić się i pojechać gdzieś w dzicz z tą bandą pijaków? Owszem, potrzebowałam wyjazdu, ale nie wiem czy takiego.
-Wybacz Louis, ale nie wiem czy to jest najlepszy pomysł - odpowiedziałam w końcu. Mina Asha nie zmieniła się. Lou natomiast się nieco skrzywił.
-Tak... Wiem, że nasza znajomość kiepsko się zaczęła, ale taki wyjazd mógłby naprawić nasze relacje. Wiesz, wieczorne ogniska, piwko, kiełbaski, spacery po lesie...
-Imprezy do białego rana, litry alkoholu, ogłuszająca muzyka... -przerwałam mu, naśladując jego głos i gesty. -Przepraszam, ale ja już widziałam w jaki sposób bawi się wasza ekipa. Ja nie jestem taka. To nie w moim stylu.
-Szkoda. W każdym razie zastanów się jeszcze - odpowiedział, a potem od razu przekręcił się w stronę brata. -W takim razie spotkajmy się w ciągu kilku dni z chłopakami i ustalmy szczegóły. Skoro za jakiś tydzień możesz wziąć już wolne, mamy mało czasu.
-Jasne, zadzwoń do mnie na dniach - przytaknął Ash.
      Nie ukrywam, zrobiło mi się dziwnie przykro po tej rozmowie. Paczka znajomych, która wyjeżdża sobie na wspólne wakacje na łonie natury. Też miałam kiedyś ekipę przyjaciół. Niestety, wszystko rozpadło się po rozstaniu z Zaynem. Od tamtego dnia praktycznie nie kontaktowałam się z nikim. Właściwie to w tamtym momencie miałam tylko Ashtona. Ale on miał też swoich znajomych, z którymi nie mogłam konkurować.
      Do domu dotarłam przed dwudziestą trzecią. Na miejsce oczywiście podwiózł mnie Ashton. Zanim wysiadłam z auta, chciał ze mną jeszcze porozmawiać.
-Słuchaj... - zaczął nieśmiało. -Może jednak zastanowiłabyś się nad propozycją Louisa?
-Co? - nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Przez ostatni tydzień obwiniał się za to, że zaprosił mnie na imprezę do Payne'a i Tomlinsona, a teraz mówił coś takiego?
-Wiem, że to może dziwnie brzmi z moich ust, ale chłopaki naprawdę potrafią być w porządku. Po prostu... Poznałaś ich z tej gorszej strony. Poza tym byłbym bardzo szczęśliwy, gdybyś tam pojechała. Ze mną, nie z nimi. Moglibyśmy mieć gdzieś resztę. Spacerowalibyśmy sami, a nimi tylko jedli przy jednym stole. No i przy okazji cały czas moglibyśmy ćwiczyć.
-Przepraszam, ale dobrze wiesz, że unikanie ich by nie wyszło - zaśmiałam się kiwając głową.
-Wiem, że byłoby trudno, ale może dałoby radę... W każdym razie do niczego cię nie zmuszam. Wiem jakie jest twoje stanowisko, rozumiem cię. Ale gdybyś zmieniła zdanie, chciała wyrwać się z miasta na kilka dni, to daj mi znać, najpóźniej w środę na zajęciach. Naprawdę byłoby świetnie.
-Jasne - odpowiedziałam pod nosem, a potem pożegnałam się z nim i wysiadłam z jego auta.
      To był dziwny dzień. Nie podejrzewałam, że dogadam się z Louisem. Naprawdę mnie wkurzał, ale gdy przeprosił, wydawał się być szczery. Może naprawdę nie był taki zły, tak jak uważał Ashton? Każdy przecież ma swoje wady, jak i zalety. Pomyślałam, że może reszta chłopaków też ma swoje dobre strony? Właściwie, to wciąż ich nie znałam. Harry nadal był dla mnie zagadką. Liam, mimo że sprawiał wrażenie tępego mięśniaka, był raczej w porządku, skoro zakręciła się obok niego tak miła dziewczyna jak Sophia. Do Michaela ani Nialla nie miałam właściwie żadnych zarzutów. Jednak czy to wystarczało, by wyjechać z nimi gdzieś na kilka dni? Nie byłam do końca pewna, ale wiedziałam jedno - że został mi jeszcze miesiąc wakacji i nie miałam zamiaru spędzić go bezczynnie jak do tej pory.

Na moim twitterze będę informować o nowych rozdziałach, więc zaobserwujcie mnie, jeżeli chcecie być na bieżąco :  @xcinnamonlux

Do następnego :*
 

2 komentarze:

  1. B. O. S. K. I. Bardzo mi się podoba ten rozdział. Ash i Lucy są świetnymi przyjaciółmi. A co do Louisa to zastanawia mnie czemu tak interesuje się Lucy, no fakt ładna z niej dziewczyna, ale podejrzewam że tu chodzi o coś innego. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć, trafiłam na Twojego bloga zupełnie przypadkiem, ale chcę Ci powiedzieć, że strasznie mnie zaciekawiłaś :) Super piszesz. No i fabuła jest mega! :) Z chęcią zostanę dłużej.

    Liczę, że zajrzysz także do mnie. Jeśli interesuje Cię II wojna światowa, to na pewno Ci się spodoba! A jeśli nie "jara" Cię historia, to i tak mam nadzieję, że coś Cię w moim opowiadaniu przyciągnie :)
    http://meinkampf-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń