czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 10

      Siedziałam przy laptopie i przeglądałam strony z informacjami. Poważne wypadki, pożary, napady... Wszędzie na około same tragedie. Zawsze myślałam, że nie spotka mnie nigdy nic takiego, każdy tak myśli. Aż nagle los zsyła na ciebie jakiś dramat i wszystko się zmienia. Przed wypadkiem myślałam, że największym dramatem w moim życiu jest zdrada i strata ukochanego, ale już parę godzin później dowiedziałam się, że utrata zdrowia jest czymś o wiele gorszym. Potrójne złamanie kości z odpryskiem. Operacja, gips, rehabilitacja, chodzenie o kulach. W chwilę straciłam sprawność, straciłam szczęście, straciłam możliwość uprawiania moich ulubionych sportów, bo jakiś pajac nie patrzył jak jedzie. Owszem, ja też nie byłam wtedy święta. Weszłam na drogę nie rozglądając się. Ale z drugiej strony nie widziałam żadnych reflektorów, więc możliwe, że ten kierowca miał wyłączone światła lub nawet niesprawne. A najgorsze jest to, że po prostu uciekł i nie udzielił mi pomocy, zostawiając mnie tam na pastwę losu. A gdyby stało mi się coś poważniejszego? Urazy wewnętrzne, otwarte rany, a w pobliżu nie byłoby nikogo? Po prostu bym się wykrwawiła. Na śmierć.
      Wyłączyłam komputer. Miałam już dość czytania o ludzkich tragediach. Po co, skoro sama byłam bohaterką jednej. Postanowiłam ogarnąć się i wyjść na mały spacer po okolicy. Przy okazji pomyślałam, że wstąpię też do okolicznego sklepu i kupię sobie coś słodkiego na poprawę humoru.
      Znowu była ładna pogoda. Całe to lato było wyjątkowo jak na Londyn ciepłe i słoneczne, a mi jak na złość poplątało się w życiu. Cały czas zastanawiałam się nad propozycją wspólnego wyjazdu z Ashem, jego bratem i przyjaciółmi, ale wciąż znajdowałam trochę więcej minusów niż plusów.
      Przeszłam się kawałek, aż dotarłam do okolicznego mini marketu. Kupiłam tam puszkę słodkiego napoju i paczkę czekoladowych ciastek. Podeszłam do kasy, zapłaciłam i wyszłam. Wtedy pod sklep podjechało jakieś szybkie auto. Zatrzymałam się i zaczęłam się mu przyglądać. Byłam pewna, że już je gdzieś widziałam. Biały lakier lśnił w słońcu, a metaliczne felgi naprawdę rzucały się w oczy. Czyżby to...
-Lucy? - usłyszałam nagle głos mężczyzny, jak się okazało kierowcy ów samochodu. Wtedy byłam już pewna.
-Michael? Cześć.
Czerwonowłosy wyszedł z auta. Podeszłam do niego i przywitałam się. Michael był osobą, z którą chyba najwięcej rozmawiałam na imprezie u Liama. Nawet przypadł mi do gustu, był zabawny i uśmiechnięty. Przynajmniej nie denerwował mnie tak jak Tomlinson.
-Cześć. Zakupy? -zapytał.
-Tak, kupiłam sobie małe co nieco - pokazałam na swoją torbę. -A ty co tu robisz? Mieszkasz gdzieś w okolicy?
-Kawałek stąd, jestem tu tylko przejazdem. Jadę do pracy i wpadłem po coś do jedzenia. W mojej lodówce jest tylko światło - zaśmiał się.
-W takim razie nie zatrzymuję cię. Na pewno się spieszysz.
-Nie, wyszedłem trochę wcześniej z domu, mam jeszcze czas - odpowiedział. -Tak w ogóle to fajnie cię spotkać. Miło nam się ostatnio gadało.
-Owszem - potwierdziłam.
-Kiedy znowu wspólna impreza? - uśmiechnął się szczerze, a ja trochę się skrzywiłam.
-Raczej nie w najbliższej przyszłości... Poza tym, podobno niedługo wyjeżdżacie na wakacje.
-Racja, planujemy wypad gdzieś nad jeziorko - uśmiechnął się szeroko. -A ty masz jakieś plany?
-Niestety nie - pokiwałam głową. -To znaczy... Dostałam jedną propozycję, ale sama nie wiem...
-Co, kontuzja cię trochę blokuje? - spojrzał na moją lewą nogę. -Jeżeli tak, to niech cię nie blokuje. Jeżeli masz przez to przegapić jakiś fajny wyjazd, to bez sensu.
Fajny wyjazd... Michael nawet nie miał pojęcia, że to o wyjeździe w jego towarzystwie mówiłam. I dopóki się nie zdecydowałam, nie miałam zamiaru nic wspominać.
-Dobra, ja już muszę iść - rzuciłam po chwili krępującej ciszy. -Do zobaczenia... kiedyś tam.
-Może cię podwieźć?
-Dzięki, ty masz inne plany, a mi spacer dobrze zrobi. Miło było spotkać, cześć.
Pożegnaliśmy się, a potem chłopak zniknął za drzwiami marketu, a ja podążyłam w stronę domu.
      Michael naprawdę wydawał się być w porządku, zwłaszcza gdy pogadałam z nim trochę na osobności i na trzeźwo. On akurat nie przeszkadzałby mi na tym wyjeździe. Właściwie to jedyną osobą, która mogłaby mi przeszkadzać, byłby Louis. A przynajmniej to on mnie najbardziej denerwował z całej tej watahy. Nieważne, że przeprosił, to przecież wcale nie zmieniło tego, że był po prostu cwaniakiem i mógł mieć w tym jakiś interes. Jakoś nie ufałam mu do końca.
      Leżałam na kanapie i oglądałam telewizję. Obok mnie stał włączony laptop, a na pasek zrzucony facebook, z którego się nie wylogowałam. Dlatego też nie zdziwiło mnie, gdy nagle usłyszałam dźwięk nowej wiadomości prywatnej.
"Spotkałem dziś Michaela. Wiesz co mi powiedział? Że byłoby fajnie, jakbyś pojechała z nami."
Louis. On był naprawdę niemożliwy. Zawzięty i uparty. Myślałam, że poprzedniego dnia odpuścił, gdy powiedziałam mu co myślę o tym wyjeździe, ale fakt, że spotkałam Michaela... Cóż, nie mogłam cofnąć już czasu.
"To miło, że o mnie pomyślał."
"I tylko tyle? Jutro spotykamy się całą ekipą. Myślę, że wszyscy będą zachwyceni tym pomysłem."
"Masz zamiar namawiać ich, żebyście mnie zabrali? No chyba sobie żartujesz."
"Spokojnie, nikt nikogo nie będzie namawiał. Wybór i tak będzie należał do ciebie. Po prostu byłoby fajnie mieć jeszcze jedną osobę w ekipie."
Nie odpisałam mu już nic. Nie chciałam znowu się z nim sprzeczać czy coś takiego. Poza tym miałam trochę dość tego tematu. Niby jeden głupi wyjazd na kilka dni, ale zawracałam sobie tym głowę, jakbym planowała co najmniej roczną podróż dookoła świata. Musiałam przemyśleć to w spokoju, a nie na szybko i pod presją.
      Jechałam w stronę przychodni w wyjątkowo złym humorze. Z moją nogą nie było najlepiej. Poprzedniego dnia potknęłam się, gwałtownie ruszyłam nogą i od tamtej pory bolało mnie kolano. Ból promieniował i był bardzo nieprzyjemny. Miałam nadzieję, że to nic takiego. Nie chciałam wracać do punktu wyjścia, przecież było już tak dobrze...
      Weszłam do sali rehabilitacyjnej. Ashton podszedł do mnie i przywitał się. Od razu zauważył mój grymas na twarzy, którego nie dałam rady ukryć.
-Coś się stało? - zapytał.
-Noga - odburknęłam po czym usiadłam na krześle. -Trochę mnie boli.
-Dlaczego, co się stało? - Ash lekko zaniepokojony ukucnął przede mną. Kazał mi od razu zdjąć spodnie.
-Nie wiem, wczoraj źle stanęłam i od tamtej pory trochę promieniuje...
-Gdzie, tutaj? - zapytał i zaczął uciskać skórę w różnych miejscach.
-Auć, tak, tutaj - syknęłam, gdy dotknął mnie pod kolanem.
-W takim stanie nie możemy przeprowadzić rehabilitacji, musimy jechać na prześwietlenie.
-Cholera...
-Nie wzdychaj mi tutaj, tylko ubieraj się i jedziemy. Musimy to sprawdzić, sama wiesz, że przeszłaś poważne złamanie.
      Ruszyliśmy w stronę szpitala, w którym miałam robioną operację. Tam zgłosiliśmy się do rejestracji, przekazałam swoją historię choroby i za chwilę staliśmy już pod salą RTG. Zdjęcie na szczęście nic nie wykazało, tak samo jak późniejsze badanie USG. Lekarz powiedział, że takie rzeczy czasami się zdarzają po tak poważnych operacjach. Po prostu powinnam uważać, nie przemęczać nogi i skupić się na rehabilitacji. Kamień spadł mi serca. Przez chwilę naprawdę się przestraszyłam, że utworzyła mi się jakaś nowa kontuzja, którą będę leczyć kolejne tygodnie.
-Teraz wrócimy do mnie. Zrobię ci specjalny masaż nogi, żeby cię nie bolało - rzucił uśmiechnięty Ash, gdy wracaliśmy już do jego auta.
-Dzięki. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
      Bo tym zabiegu rzeczywiście poczułam się trochę lepiej. Ashton był młody, pracował tylko jako stażysta, ale naprawdę potrafił zdziałać cuda. Wspominałam już kiedyś, że cieszyłam się, że na niego trafiłam? Bo zdecydowanie tak było.
      -A jak wasze wczorajsze spotkanie? - zapytałam chłopaka tuż po skończonych zajęciach. Spojrzał na mnie z pytajnikami w oczach. -Rozmawiałam wczoraj z Louisem i wiem, że mieliście się spotkać...
-Ah, tak. Wszystkim pasuje wizja wyjazdu, najprawdopodobniej za tydzień jedziemy.
-Gdzie? Jeżeli można zapytać.
-Myśleliśmy o wynajęciu przyczepy, ale okazało się, że Harry będzie miał wolny domek nad jeziorem. Tak więc nie będziemy musieli płacić za wynajem.
-To świetnie - uśmiechnęłam się w miarę naturalnie. -A co z naszą rehabilitacją przez ten czas? Sam mówiłeś o systematyczności. Rozumiem, że dostanę zastępstwo?
Ashton zamilkł na chwilę. Zaczęłam się niepokoić, wyczuwałam, że chce mi coś powiedzieć.
-Wiesz... Wcale nie musimy przerywać rehabilitacji.
-To znaczy?
-Gdybyś pojechała z nami... Moglibyśmy ćwiczyć nawet codziennie. Myślałaś może nad tym?
No tak... Mogłam się spodziewać, że ten temat zostanie jeszcze wskrzeszony. Naprawdę długo myślałam nad tą propozycją, ale wciąż miałam wątpliwości. W myślach bowiem miałam cały czas tę imprezę, z której musiałam uciec, bo nie mogłam już wytrzymać. Czy dałabym więc radę wytrzymać cały tydzień w takim towarzystwie?
-Rozmawiałeś z Louisem? - zapytałam wprost.
-Z Louisem, Michaelem, wszystkimi. Oni naprawdę uważają, że jesteś w porządku i nie mają nic przeciwko temu, byś pojechała. Dom Harry'ego jest duży, wszyscy się spokojnie pomieścimy. Poza tym sama mówiłaś, że przydałby ci się wyjazd z miasta. Bardzo chciałbym cię ze sobą zabrać.
-Ale... -zaczęłam, ale szybko urwałam. Nie miałam już po prostu żadnych kontrargumentów. Mówiąc szczerze, to powoli zaczynałam się uginać. Jakikolwiek wyjazd dobrze by mi zrobił. Zwłaszcza w towarzystwie Ashtona. A reszta ekipy? W zasadzie moje stosunki z Louisem chyba trochę się zneutralizowały, więc... -To co, kiedy jedziecie? - zapytałam po chwili ciszy.
-Za tydzień, tak jak wspominałem.
-Będziemy ćwiczyć regularnie?
-Oczywiście, jestem profesjonalny nawet na urlopie - uśmiechnął się. Naprawdę uwielbiałam ten jego uśmiech.
-Obiecasz mi, że twoi koledzy nie będą mnie wkurzać?
-Będę kopał ich w tyłek jak będą mieli zamiar imprezować całą noc.
-Dostanę osobną sypialnię?
-Nawet osobną łazienkę, jak będzie trzeba.
-Świetnie. W takim razie muszę zacząć się pakować.
-Mówisz serio? -zapytał, a ja przytaknęłam.
-To w sumie moja jedyna opcja na spędzenie wakacji w jakiś ciekawszy sposób niż przed telewizorem. Jakoś dam radę.
Ostatecznie cieszyłam się, że jednak zgodziłam się na ten wyjazd. Towarzystwo towarzystwem, Ashton był najważniejszy. No i to, że naprawdę potrzebowałam odpoczynku od miasta. Nic więcej się nie liczyło.


Bardzo proszę żebyście zostawili po sobie jakąś, nawet najmniejszą opinię. Wiecie sami jak to motywuje oraz przy okazji daje informację co wam się podoba, a co nie.

Lucy szykuje się na wakacyjny wyjazd z nowymi znajomymi. Macie jakieś pomysły co się tam wydarzy? ;>

Zapraszam na mojego twittera: @xcinnamonlux
 

4 komentarze:

  1. E-P-I-C-K-I-E!!!!!!!! KOCHAM! Nexta, please!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się boję co będzie się działo na tym wyjeździe... :D
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział. Fajnie że Lucy zgodziła się na ten wyjazd. Mam nadzieje że Lou nie będzie jej za bardzo wkurzać podczas tego wyjazdu. Poza tym jak to mówią kto się czubi ten się lubi :D Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie zostało nominowane na najlepszy Blog Miesiąca Lipiec. Ankieta do głosowania znajduje się na stronie głównej naszego spisu lub pod linkiem: http://sonda.hanzo.pl/sondy,249202,zKY8.html
    Więcej informacji na naszym spisie w zakładce "blog miesiąca".
    Pozdrawiamy, załoga spisfanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń