piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 6

      Byłam pewna, że chcę tam iść. Może takie towarzystwo nie było dla mnie, ale właściwie to nie znałam tych mężczyzn, wiec nie mogłam tego wiedzieć. To, że nie odpowiadało mi ich hobby, właściwie nie było silnym argumentem. To było raczej płytkie myślenie. Dodatkowo chciałam po prostu poznać brata Ashtona i jego przyjaciół, jako że polubiłam jego samego. Do tego sam fakt spędzenia weekendu poza domem, pójścia na imprezę, bardzo mnie cieszył. Na dłuższą metę męczyło mnie już leżenie na kanapie, więc każde wyjście było czymś pozytywnym. Przecież co złego mogłoby się stać na zwykłej domówce?
      Mama najpierw nie była zbytnio zachwycona tym pomysłem. Miałam wyjść na imprezę do obcych ludzi, do tego nie wiedziałam o której wrócę. Nigdy nie robiłam takich rzeczy. Jeżeli wychodziłam gdzieś z Zaynem, mama była spokojna, bo mu ufała. Dodatkowo zrobiła się jeszcze bardziej opiekuńcza po moim wypadku. Po części ją rozumiałam, ale nie mogłam przecież siedzieć w domu dwadzieścia cztery godziny na dobę.
      Ashton przyjechał po mnie o godzinie szóstej. Byłam już gotowa od jakichś piętnastu minut. Czekałam na niego w salonie, mając na sobie między innymi nową spódnicę kupioną tydzień temu. Cóż, zakupy na coś się przydały.
      Ash wyglądał jeszcze lepiej niż ostatnio, przynajmniej tak mi się wydawało. Ten mężczyzna naprawdę miał dwie twarze, było to intrygujące. Z jednej strony inteligentny i przyjacielski altruista, z drugiej otwarty i nieco szalony fan motoryzacji. Już nie mogłam się doczekać, by poznać ich przyjaciół. Bardzo ciekawiło mnie, co to za ludzie. Miałam nadzieję, że będą tak samo pozytywni jak on. Liam, którego już poznałam, zrobił na mnie średnie pierwsze wrażenie, ale absolutnie nie skreśliłam go jeszcze całkowicie.
      Wsiedliśmy do Mustanga Ashtona i ruszyliśmy przed siebie. Jechaliśmy jakieś dwadzieścia minut, nucąc pod nosami piosenki, które leciały w radio. W końcu znaleźliśmy się w zupełnie innej części miasta. Zatrzymaliśmy się pod kilkupiętrowym budynkiem mieszkalnym. Moją uwagę od razu zwróciły samochody, które stały na parkingu. Kilka sportowych aut po drobnym tuningu, w tym białe BMW, które już widziałam. Pośród tego moją uwagę zwrócił też samochód z neonowym zielonym lakierem, oraz niebiesko-czarny, który wyglądał na najdroższego ze wszystkich. Poczułam, jak serce podskakuje mi do gardła.
-Co, robią wrażenie, prawda? - zapytał Ash widząc, jak przyglądam się pojazdom.
-Tak... Pewnie są cholernie szybkie - przełknęłam ślinę.
-Widziałaś je tydzień temu w akcji, więc oceń sama.
Zupełnie nie zorientowałam się, że rzeczywiście widziałam już te wszystkie auta pod kawiarnią w sobotę. A teraz widziałam je z bliska. Moja psychika zareagowała automatycznie. Zaczęłam dokładnie przyglądać się tym autom, jakbym starała sobie przypomnieć jakieś szczegóły z tamtego wypadku. Może auto, które mnie potrąciło miało podobny lakier, podobny przód, tył?... Ah, kogo ja chciałam oszukać. Przecież nie pamiętałam absolutnie niczego, wszystko działo się zbyt szybko. Byłam wściekła na samą myśl, że kierowca, który mi to zrobił, wciąż jeździ po drogach i prawdopodobnie zrobi kiedyś komuś to samo co mnie. Lub co gorsza, ma już na swoim koncie kilka takich wyczynów. Aż przechodziły mnie ciarki.
      W końcu oderwałam wzrok od aut, chwyciłam Ashtona pod rękę i ruszyliśmy w stronę budynku. Mieszkanie, do którego zmierzaliśmy, było na czwartym piętrze. Na szczęście w bloku była winda. Kamień spadł mi z serca.
-Jak dobrze - wypuściłam z ust powietrze. -Inaczej wchodzilibyśmy na górę godzinę.
-Spokojnie, najwyżej wniósłbym cię na rękach - uśmiechnął się, na co zareagowałam śmiechem i komentarzem, że wtedy wchodzilibyśmy jeszcze dłużej.
      Stanęliśmy pod mieszkaniem numer osiemnaście. Już z korytarza dało się usłyszeć krzyki dochodzące z wewnątrz. Wzięłam głęboki oddech, a Irwin zadzwonił do drzwi. Za moment otworzył nam nieco niższy od Asha mężczyzna, z niesforną krzywką i zarostem. Jego cała ręka pokryta była tatuażami, podobnie jak połowa drugiej.
-Cześć stary - powiedział i podał blondynowi dłoń. -Wchodźcie.
Weszliśmy do środka. Tam mężczyzna zwrócił się do mnie.
-Jestem Louis, miło cię poznać.
-Cześć, Lucy - odpowiedziałam.
-To właśnie mój braciszek - wtrącił Ash. -Mieszka tu razem z Liamem.
-Zgadza się - szatyn uśmiechnął się. -Rozbierajcie się i zapraszam do salonu. Impreza już trwa.
      W dużym pokoju, który właściwie wcale nie był taki duży, przy szklanej ławie siedziała piątka osób. Czterech mężczyzn i jedna dziewczyna. Ucieszyłam się, że nie będę tam jedyną kobietą. Wszystkie twarze były mi obce z wyjątkiem jednej. Był to oczywiście Liam. Gdy szatyn tylko nas zauważył, podszedł do nas. Najpierw przywitał się z Ashtonem, a potem zwrócił się w moją stronę.
-Miło znowu cię spotkać. Tak myślałem, że Ash z tobą przyjdzie - uśmiechnął się cwaniacko.
-Ciebie też miło widzieć, cześć. No i wszystkiego najlepszego - powiedziałam. Mężczyzna podziękował, a za chwilę obok niego zjawiła się ciemnowłosa dziewczyna. Przedstawiła się jako Sophia. Okazało się, że spotyka się z Liamem. Na pierwszy rzut oka wydawała się być naprawdę w porządku.
      Gdy tylko usiedliśmy na sofie, zapoznałam się z trzema pozostałymi mężczyznami. Jeden z nich, prawdopodobnie farbowany blondyn, przedstawił mi się jako Niall, drugi - równie czerwonowłosy jak kochanka Zayna - jako Michael, a trzeci jako Harry. Ten ostatni zrobił na mnie największe wrażenie. Niekoniecznie dobre, po prostu bardzo zwracał na siebie uwagę. Miał nieco dłuższe włosy, był bardzo przystojny, miał niski głos i tak samo jak Louis, miał wytatuowaną całą rękę.
-Skąd się znacie? - zapytał się nas Niall na początek rozmowy.
-Żartujesz? Przecież widać - wtrącił Louis. -Lucy ma kontuzję nogi, pewnie poznali się w ośrodku.
-Bystry jak zawsze - rzucił roześmiany Ash. -Tak, masz rację. Lucy chodzi do mnie na rehabilitację.
-Co się stało? -zapytał Liam.
-Miałam wypadek. To nic takiego - odpowiedziałam niezbyt chętnie. Nie miałam zamiaru o tym mówić. Irwin dobrze to wyczuł i zaraz zmienił temat. Rozmowa na moje szczęście zeszła na zupełnie inny tor.
      Impreza się rozkręciła. Muszę stwierdzić, że było dosyć... dziwnie. Nie bardzo w moim stylu. Mężczyźni byli bardzo głośni, dużo pili, byli dość wulgarni. Ashton w ich towarzystwie najwyraźniej dobrze się czuł. Tak jak podejrzewałam, miał dwie twarze. Dobrego i troskliwego przyjaciela oraz roześmianego imprezowicza. Jednak z całej ekipy był zdecydowanie najspokojniejszy. Za to dla równowagi, najgłośniejszy był jego brat - Louis. Mężczyzna zdecydowanie najwięcej pił, najwięcej przeklinał. Do tego miałam dziwne wrażenie, że cały czas mnie obserwuje. Niemal czułam jego palący wzrok na sobie. Starałam się tym nie przejmować, dlatego włączałam się do rozmowy, piłam, jadłam, a na niego starałam się nie patrzeć.
-Jak się bawisz? - szepnął mi w pewnym momencie na ucho, wciąż siedzący obok Ashton.
-Jest... ciekawie - odpowiedziałam. -Zawsze fajnie spędzić czas w trochę innym towarzystwie.
-Ale chyba nie zostaną twoimi kumplami, co?
Spojrzałam na niego wymownym wzrokiem. Dobrze znał moją odpowiedź. Nie miał mi tego za złe. Tylko uśmiechnął się jakby chciał powiedzieć Rozumiem, przecież nie każę ci ich polubić.
      Jakoś dawałam radę na tej imprezie. Dużo gadałam z Sophią, która na szczęście okazała się być w porządku dziewczyną. W przeciwieństwie do mnie lubiła szybkie auta, tak jak chłopaki, ale nie miała na tym punkcie bzika, była normalna, tak jak Ashton. Sporo rozmawiałam też z Michaelem. Mężczyzna rzucał żartami jak z rękawa, wszystkich rozśmieszał, w tym mnie, co sprawiało, że czułam się lepiej. Niall i Liam byli w miarę normalni, a bynajmniej nie wyróżniali się jakoś z tłumu. Za to Louis i Harry byli dla mnie zagadką. Louis, tak jak wspominałam, miał dziwnie przeszywające spojrzenie, a Harry miał bardzo ciekawy, wręcz intrygujący styl bycia. Był raczej cichy, ale jednocześnie nie wyglądał na spokojnego. Miał w sobie coś niebezpiecznego, może w spojrzeniu, może w sposobie w jaki siedział. W każdym razie na myśl przyszło mi, że ten najdroższy w mojej opinii samochód, który widziałam pod blokiem, mógłby należeć do niego. To auto zdecydowanie pasowało do Harry'ego.
      Towarzystwo było coraz to bardziej czerwone na twarzy, a związku z tym także coraz bardziej weselsze. Też piłam, ale niewiele, przez cały wieczór może tylko dwa małe drinki. Nie miałam zbytnio ochoty na alkohol, a dodatkowo chciałam dotrzymać towarzystwa Ashtonowi, który w ogóle nie pił, bo wiedział, że będzie wracać autem. Reszta piła, pomyślałam więc, że wszyscy zostają tu na noc. Chyba nie byliby takimi idiotami, by wejść za kółko pod wpływem?
      -...i wtedy, kiedy Niall zaczął tak tańczyć, nie wytrzymałem - mówił przez śmiech Louis, a cała reszta zrywała boki razem z nim. -Wiedziałem, że to już koniec jarania na dziś.
-Cholera, czemu mnie wtedy z wami nie było - powiedział praktycznie zapłakany Liam.
-Bo umówiłeś się wtedy z Patty.
-Jaką Patty? - zapytała Sophia.
-To było dawno temu, koteczku - odpowiedział i pocałował ją w dłoń, a potem znów zwrócił się w stronę chłopaków. -Gdybym wiedział, że ta randka będzie tak nudna, nigdy bym tam nie poszedł, wolałbym pójść upalić się z wami.
Powoli zaczynały mnie już męczyć te pijackie rozmowy. Gadali o jakichś ich wyczynach na poprzednich imprezach, o alkoholu, narkotykach, podrywaniu lasek. Im więcej lało się procentów, tym bardziej prostackie tematy zaczynały być poruszane. Miałam już trochę tego dosyć. Spojrzałam na godzinę - była prawie jedenasta wieczorem. Towarzystwo jeszcze nie zamierzało kończyć spotkania, ale za to ja zamierzałam.
      Pod pretekstem wyjścia do łazienki, wstałam z kanapy i udałam się w stronę przedpokoju. Tam było trochę ciszej, wiec mogłam odsapnąć. Usiadłam na taborecie, który stał pod ścianą. Zaczynała mnie już od tego wszystkiego boleć głowa. Po kilku minutach zastanowienia, postanowiłam wziąć telefon i po prostu zadzwonić po taksówkę. Wtedy zorientowałam się, że ktoś wchodzi do przedpokoju.
-Źle się czujesz? - usłyszałam, a za moment zobaczyłam obok siebie Ashtona.
-Trochę. Właśnie dzwonię po taksówkę, chcę już jechać do domu.
-Daj spokój, odwiozę cię - powiedział od razu.
-Nie, zostań tu, baw się ze swoimi znajomymi, mnie w ogóle nie powinno tu być.
-Hej, nie chcę żebyś wracała sama - złapał mnie za ramiona. -Czuję się trochę winny, że cię tu przyprowadziłem. Widzę, że kiepsko się bawisz.
-To nie twoja wina, sama chciałam tu przyjść. Ale takie imprezy po prostu nie są dla mnie.
-Dlatego zaczekaj, pójdę się pożegnać i wracamy. Dobrze? - uśmiechnął się przyjaźnie, a ja w końcu przystałam na tę propozycję.
     -No nieee, noc jeszcze młoda! - usłyszałam za moment głos Liama, zbliżającego się w moją stronę. Za chwilę ujrzałam go opierającego się na Ashtonie, był naprawdę nieźle wstawiony. Spojrzał na mnie zapitym wzrokiem. -Dopiero co się poznaliśmy i już chcesz się zwijać?
-Boli mnie głowa - powiedziałam cicho, w duszy tylko modląc się, by móc już stąd wyjść.
-Naprawdę dzięki stary za zaproszenie, ale Lucy ma już dosyć, tak? - zwrócił się do Liama Ash. -Tak więc pozdrów od niej chłopaków i ode mnie też. Zdzwonimy się.
-To ty też jedziesz? No nie żartuj...
-Liam, wracaj do salonu, serio. Na razie stary. I jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
Potem Ash wyprowadził mnie z mieszkania i oboje zeszliśmy na dół.
      Dobrze było poczuć świeże, nocne powietrze. Odetchnęłam pełną piersią i od razu zrobiło mi się lepiej. Spojrzałam na mojego towarzysza kątem oka. Wyglądał na trochę smutnego.
-Jeszcze raz przepraszam, że tak to wyszło - powiedział nagle.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. I to nie tak, że ich nie polubiłam, są w porządku. Chociażby Michael czy Niall... Tylko po prostu za dużo alkoholu i za dużo krzyków w jednym miejscu.
-Rozumiem. W takim razie wsiadajmy i już po prostu o tym nie mówmy.
     Wsiedliśmy do auta Ashtona. Blondyn włożył kluczyk do stacyjki, przekręcił go i... nic się nie stało. Spróbował jeszcze raz. Samochód zapalał i gasł. Ash zabluźnił pod nosem.
-Cholera, chyba świece się przepaliły... Zaczekaj moment. - Wyszedł z auta i zaczął grzebać coś pod maską. Za kilka minut wrócił. -Nie ruszymy, bardzo cię przepraszam.
-Dobra, to ja dzwonię po taksówkę...
-Nie, zostań, pożyczę wóz od Louisa. Ja też nie chcę tu dłużej siedzieć. Zaczekasz chwilę w aucie?
      Siedziałam sama przez kilka minut i zastanawiałam się, do którego z samochodów, które wiedziałam, za chwilę wsiądę. Szczerze? Nie chciałam wsiadać do żadnego. Do Forda Ashtona zdążyłam się już przyzwyczaić, czułam się w nim w miarę komfortowo. Jednak zaraz miałam zobaczyć wnętrze innego auta.
      Gdy Irwin zszedł na dół, wysiadłam z wozu. Chłopak zamknął swoje auto, a potem zaprowadził mnie do tego, którym mieliśmy jechać
-To auto Louisa - powiedział, patrząc na czarno zielony samochód. -Pojutrze naprawi mi Mustanga w warsztacie. On ma drugie auto, więc żaden problem.
Nie odpowiedziałam już nic. Chciałam po prostu wsiąść do środka i być jak najszybciej w domu. Miałam dosyć. Wszystkiego i wszystkich. No, może z wyjątkiem chłopaka, który siedział obok mnie. Ani razu jeszcze niczym mnie nie zdenerwował, zawsze był wspaniały.
     Wracaliśmy od Liama w ciszy. W ogóle nie miałam nastroju, dodatkowo samochód Louisa mnie przytłaczał. W środku był ponury i do tego wszędzie śmierdziało papierosami. Miałam wrażenie, że zaraz ze schowka wyskoczy mi jakaś broń i wysypią się narkotyki.
      Ashton odezwał się do mnie dopiero pod moim domem. Widać było po nim, że też nie ma najlepszego humoru .
-Schrzaniłem ci wieczór, jeszcze raz przepraszam - rzucił.
-Już nie musisz mnie przepraszać. To ja sama chciałam pójść. Skąd mogłam wiedzieć jak będzie.
Nastała chwila ciszy. Ashton chyba w końcu przestał się obwiniać. Przytaknął tylko i uśmiechnął się do mnie.
-Byłam tam z tobą, wiec nie było tak źle - kontynuowałam. -Do zobaczenia w poniedziałek - pożegnałam się z nim, a następnie wyszłam z auta i poszłam w stronę domu.
      W mieszkaniu było cicho, moja mama najprawdopodobniej już spała. Na paluszkach przemknęłam więc do swojego pokoju. Tam od razu zdjęłam z siebie ubrania, potem zmyłam makijaż, umyłam zęby i położyłam się do łóżka. Cisza i spokój w swojej własnej sypialni to było to, czego wtedy potrzebowałam.


 Zapraszam do obserwowania mojego twittera: @xcinnamonlux

W zakładce "Bohaterowie" pojawiły się nowe postacie.

Do następnego :*

3 komentarze:

  1. OłYeah.Jesu, ale jestem podjarana tym rozdziałem.Sądzę że jesli napisałabym w komentarzu tylko jedno słowo czyli w tym przypadku : "zajebiste" nie zmieniło by to postaci komentarza także : ZAJEBISTE

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG to jest niesamowite. Ciekawe czemu Louis tak obserwował Lucy? Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń