czwartek, 18 czerwca 2015

Rozdział 5

      Obudziłam się praktycznie krzycząc, byłam spocona, roztrzęsiona. Po raz kolejny w ciągu ostatnich tygodni śnił mi się podobny sen. Warkot silnika, pisk opon, uderzenie, ból, krew, krzyk, płacz... Czułam, że ten syf będzie się za mną ciągnął jeszcze długo. Nie miałam pojęcia kiedy ta trauma mnie wreszcie opuści. Pomyślałam, że jeżeli wciąż będzie mnie to męczyć, po prostu udam się do jakiegoś terapeuty. Przecież nie mogłam żyć w takim strachu. Lęk i trauma skutecznie potrafią uprzykrzyć, a nawet zniszczyć życie.
      A żeby jeszcze tego było mało, mój rehabilitant, który zdążył zostać już moim dobrym kolegą, miał dużo wspólnego z ludźmi jeżdżącymi szybkimi samochodami. Sam również miał całkiem niezły wóz. I jak w takiej sytuacji mogłam przestać o tym myśleć? Zaczęłam więc wierzyć, że zadziała to w zupełnie drugą stronę. Zakumpluję się z Ashtonem jeszcze bardziej, być może poznam kiedyś jego znajomych, będę miała większą styczność z autami i w związku z tym przyzwyczaję się i pokonam strach. Terapia szokowa - to był plan. Zdecydowanie mógł się udać. Przecież po spadnięciu z konia trzeba znów na niego wskoczyć.
      Pół niedzieli przeleżałam na kanapie. Próbowałam pozbyć się z głowy wspomnienia z poprzedniego dnia. Pechowe spotkanie z Zaynem, kiedy akurat byłam z Ashtonem. Co on sobie o mnie pomyślał? Zapewne, że już spotykam się z kimś nowym. I wcale nie obchodziło mnie, że tak mógł pomyśleć. On mnie zdradził, rozstaliśmy się, więc miałam prawo się z kimś spotykać.
      Gdy myślałam, że nie będę tego dnia robić już nic konstruktywnego, wtedy podeszła do mnie mama z całkiem ciekawą propozycją.
-Może wybierzemy się na zakupy do centrum handlowego? - zapytała siadając na fotelu na przeciwko mnie.
-Ale jak ty to widzisz? - skrzywiłam się. -W moim stanie spacer po sklepach zajmie nam wieczność...
-Sama mówiłaś, że Ashton zalecił ci spacerowanie. Poza tym chyba już jest trochę lepiej z twoją nogą, co? - uśmiechnęła się, a ja tylko przytaknęłam. -No chodź, nie będziemy dużo chodzić. Wejdziemy tylko do kilku sklepów, może kupisz sobie coś ładnego, poprawisz sobie tym humor.
-Dzięki mamo - podniosłam się z kanapy, a ona podeszła do mnie i przytuliła się. -Jesteś naprawdę kochana.
      Pojechałyśmy do galerii handlowej. Tam zajrzałyśmy do kilku naszych ulubionych sklepów. Nie myślałam, że tak będzie, ale to wyjście naprawdę poprawiło mi trochę nastrój. Razem z mamą zrobiłyśmy sobie małe zakupy. Ona kupiła świetny beżowy żakiet, a ja czerwoną szyfonową spódnicę i fajnie skrojony czarny top. Po zakupach wstąpiłyśmy też na coś małego do jedzenia. Zamówiłyśmy sobie po sałatce, a do tego cappuccino. Naprawdę świetnie mijały mi te godziny, jednak do czasu. Oczywiście musiało stać się coś, co kompletnie zepsuło mi dobry, niedzielny nastrój.
      Gdy szłyśmy już w stronę wyjścia z centrum, w oddali zobaczyłam pewną dziewczynę. Jej czerwona czupryna od razu rzuciła mi się w oczy. Na początku nie mogłam skojarzyć skąd ją znam, dopóki nie podeszłam bliżej. Wtedy byłam już pewna. Wielki tyłek, szerokie biodra, głęboki dekolt, mocno podkreślone oczy, tona lakieru na włosach. Stała z telefonem w dłoni, prawdopodobnie na kogoś czekała. Moje tętno wyraźnie przyspieszyło. Odruchowo ścisnęłam mocniej rękę mamy, którą cały czas trzymałam.
-Co się dzieje Lucy? - zapytała kobieta, gdy zorientowała się, że coś jest ze mną nie tak.
-Nic mamo, po prostu wracajmy już do samochodu - powiedziałam przez zęby i spuściłam wzrok.
     Nie chciałam utrzymywać kontaktu wzrokowego z tą lafiryndą. Niestety byłyśmy zmuszone przejść obok niej, gdyż stała prawie przy samych drzwiach. Już myślałam, że uda mi się normalnie przemknąć niezauważoną, niestety, pomyliłam się. Dziewczyna rozpoznała mnie. Gdy tylko obok niej przeszłyśmy, usłyszałam za sobą wołanie.
-Hej, zaczekaj!
Udając, że tego nie słyszę, po prostu szłam dalej. Niestety, wołanie powtórzyło się, a za chwilę na swym ramieniu poczułam dłoń. Odwróciłam się, nie mogłam już udawać, że to nie do mnie ktoś wołał.
-Cześć, czy my się przypadkiem nie znamy?
Nie mogłam nic odpowiedzieć, miałam mocno zaciśnięte usta ze złości. Jednak czerwonowłosa nie odpuszczała. Ostatecznie stwierdziłam, że dobrze byłoby wyjaśnić ostatecznie całą sprawę, by móc zapomnieć o wszystkim.
-Mamo, idź już do auta, za chwilę dojdę - zwróciłam się do stojącej obok kobiety.
-Jesteś pewna?
-Tak, idź już, proszę cię.
Mama skinęła tylko głową, a potem oddaliła się. Ponownie spojrzałam na niską dziewczynę przede mną.
-Czego chcesz? - wysyczałam.
-Ty jesteś dziewczyną Zayna, mam rację? - zapytała dość niepewnie. -Pamiętam cię wtedy z baru...
-Nie, nie jestem jego dziewczyną. Już nie.
-Nic dziwnego... - odpowiedziała, a ja spojrzałam na nią z zaciekawieniem. -Wiesz, gadałam z Zaynem, wszystko mi powiedział... Niezły z niego palant.
-I ty to mówisz? - zaśmiałam się bezczelnie. -Dziewczyna, która go uwiodła? Zajętego faceta?
-Zrozum, ja nie miałam pojęcia, że on kogoś ma - skrzywiła się. -Nie ukrywam, od razu mi się spodobał, to bardzo przystojny facet... Przychodziłam do niego do pubu, zagadywał do mnie, zaczął stawiać drinki, a potem poszło. Powiedział, że jest sam.
-Co ty chcesz mi powiedzieć? Że umawiał się z nami obiema w tajemnicy?
-Na to wygląda. Uwierz, nie mam z nim już nic wspólnego. W tamten wieczór porozmawialiśmy, do wszystkiego mi się przyznał. Dałam mu w twarz i tak to się skończyło - zaśmiała się. A mi w głowie pojawił się głos mówiący Należało mu się. -Nie miej do mnie urazy, to tylko i wyłącznie jego wina. Gdybym wiedziała, że kogoś ma... Może i lubię mężczyzn, racja, ale nigdy nie biorę się za zajętych.
Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Dziewczyna brzmiała bardzo wiarygodnie, zresztą, po co miałaby kłamać? Byłam trochę skołowana, miałam już dosyć.
-Dzięki, że mi to wszystko powiedziałaś - rzuciłam tylko. -Tylko nie myśl teraz, że się zakumplujemy albo coś...
-Nie, nawet na to nie liczę. Chciałam, żebyś tylko znała prawdę. Chyba na to zasługujesz.
-Dzięki - rzuciłam ponownie. -A teraz muszę już iść. Na razie.
      Odwróciłam się i wyszłam z centrum. Byłam trochę wstrząśnięta tym spotkaniem. Nie byłam do końca pewna, czy mogę wierzyć tej dziewczynie, ale to wszystko brzmiało logicznie. Nie zostało mi wiec nic innego jak jeszcze bardziej zacząć nienawidzić Malika. Nigdy nie sądziłam, że zrobi mi coś takiego. Najwyraźniej nie miałam pojęcia z kim żyłam w związku przez półtora roku...
     Od razu gdy znalazłam się obok mamy, ta zapytała kto to był. Naprawdę nie chciałam już do tego wracać. Powiedziałam więc szybko, że to stara znajoma, z którą miałam trochę na pieńku. Mama zobaczyła, że nie chcę o tym mówić, więc przytaknęła i odpuściła. Wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy. Jechałyśmy w ciszy, a ja cały czas gapiłam się przez okno. Nie mogłam uwierzyć, że Zayn byłby zdolny do czegoś takiego. Byłam naprawdę wstrząśnięta.
     W poniedziałek jak zawsze wstałam rano i zaczęłam przygotowywać się na rehabilitację. Czekały mnie już szóste ćwiczenia. Powoli odczuwałam małą poprawę. Coraz bardziej zaczynałam wierzyć w to, że będzie dobrze, że znów będę mogła biegać czy jeździć na rowerze. Dodatkowo Ashton bardzo mnie motywował i wspierał. Trafiłam na naprawdę świetnego człowieka.
      Niestety tego dnia nie miałam dobrego humoru. Za mną bowiem był kiepski weekend. Owszem, spotkanie z Ashtonem było świetnym momentem w ciągu tych dwóch dni, ale poza tym spotkanie z Zaynem, z jego kochanką, a właściwie drugą dziewczyną, nocne koszmary... Nie mogłam się po tym podnieść. Irwin bardzo dobrze to widział. Przez całe zajęcia nie odzywał się, ale za to skończyliśmy ćwiczenia trochę wcześniej i wtedy do mnie zagadał.
-Czy coś się stało? Kiepsko wyglądasz.
-Po prostu dużo się ostatnio działo, jestem zmęczona...
-Chodzi o to sobotnie spotkanie z byłym? - zapytał nieśmiało. Pokiwałam głową.
-A dodatkowo wczorajsze spotkanie z dziewczyną, z którą mnie zdradził.
Ashtonowi trochę zrzedła mina. Poklepał mnie przyjaźnie po ramieniu. Wtedy poczułam silną potrzebę wypłakać się komuś w ramię.
-Byliśmy razem półtora roku - zaczęłam mówić, gapiąc się gdzieś w podłogę. -Było idealnie, ale nagle okazało się, że miał kogoś na boku. Uwodził jakąś rudą zdzirę za moimi plecami i nawet jej nie powiedział, że kogoś ma. Okłamał nas obie. Palant.
Poczułam, jak w moich oczach zbierają się łzy. Tak bardzo nie chciałam znowu płakać przez tę łajzę, ale nie mogłam tego powstrzymać. Ashton widząc w jakim jestem stanie, przytulił mnie do siebie. Wtuliłam się w jego klatkę. Poczułam bijące od mężczyzny ciepło.
-Bardzo mi przykro - powiedział, gładząc mnie po głowie. -Nie wiem co więcej mogę powiedzieć...
-Nie musisz nic mówić - odkleiłam się od niego. -Po prostu dzięki, że mnie wysłuchałeś. Potrzebowałam się komuś wygadać.
-Zawsze do usług - uśmiechnął się przyjaźnie. A ja czułam, że zaczynam mieć w nim nowego przyjaciela. Takiego, jakiego zawsze było mi trzeba.
      Tydzień zleciał w mgnieniu oka. Nawet nie wiem kiedy przyszedł już piątek i ósme zajęcia z Ashtonem. Po naszej poniedziałkowej rozmowie, trochę się rozchmurzyłam. Już nie zadręczałam się tak myślami o moim byłym, skupiałam się bardziej na sobie. Dużo ćwiczyłam w domu, wychodziłam na spacery, z moją nogą było nie najgorzej. Byłam pełna nadziei.
-Jakieś plany na ten weekend? - zapytałam Irwina po skończonych zajęciach.
-Właściwie... to tak.
-Co, czyżby powtórka z zeszłotygodniowej imprezy, na której cię nie było? - zaśmiałam się.
-Można tak powiedzieć - odpowiedział. -Pamiętasz Liama? To ten, którego poznaliśmy tydzień temu.
-Tak, pamiętam - przytaknęłam, przypominając sobie białe BMW i wysiadającego z niego mięśniaka.
-Robi jutro imprezę urodzinową. Oczywiście dostałem zaproszenie. Nawet z osobą towarzyszącą - westchnął.
-A co, nie masz kogo zabrać?
Zaprzeczył kiwnięciem głowy.
-Pomyślałem o tobie, ale... - zawiesił się na chwilę, by na mnie spojrzeć. -Ale nawet nie pytałem, bo wiem, że i tak byś nie przyszła.
-Dlaczego tak sądzisz? - zapytałam całkiem poważnie.
-Przecież wiem, że nie interesuje cię znajomość z takimi ludźmi. Twoja trauma i tak dalej...
Rzeczywiście, było w tym trochę racji. To trochę tak jakby nagle arachnofobik poszedł na imprezę w tematyce Spider-Mana. Jednak od razu przypomniałam sobie, że przecież właśnie w ten sposób chciałam walczyć z traumą. Poprzez terapią szokową.
-Z traumami trzeba walczyć - rzuciłam po chwili ciszy. Uśmiechnęłam się i dumnie wypięłam pierś. -Nie mogę się wiecznie bać samochodów, bo w końcu przestanę na ulicę wychodzić i nawet do samochodu mojej mamy wsiadać - zaśmiałam się. -To co, nadal chcesz mnie zaprosić?
Blondyn spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Jesteś tego pewna?
-Tak. Chętnie pójdę na imprezę.
-Jeżeli tak... To świetnie. Bardzo chciałbym cię tam zabrać - uśmiechnął się ciepło.
-A ja chcę tam iść z tobą - odwzajemniłam uśmiech. -To co, o której po mnie wpadniesz?



Zapraszam was na mojego twittera KLIK.
Będę tam informować o nowych rozdziałach i innych rzeczach dotyczących np. bloga. Możecie te tam zadawać do mnie jakieś pytania, jeżeli macie.
Jak zawszę liczę na wasze komentarze. ♥
 

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział ! Jestem ciekawa co dalej będzie, robi się coraz ciekawiej :)
    Do następnego - @zosia_official ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z najlepszych historii jakie kiedykolwiek czytałam. Pozdrawiam i życzę dużo weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny!
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej niedawno dopiero trafiłam na Twojego bloga. Jest świetny. A ty bardzo mnie zaciekawiłaś swoim pisaniem. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń