czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 4

     Cieszyłam się na sobotnie spotkanie z Ashtonem. Bardzo brakowało mi towarzystwa i jakiegokolwiek wyjścia na miasto. Wierzyłam, że ten wieczór pomoże mi się wyluzować i na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach.
      Stałam przed szafą i myślałam w co się ubrać. Wiedziałam, że to nie żadna randka, ale mimo wszystko nie chciałam też zakładać zwykłych dżinsów i t-shirtu. Pierwszy raz od kilku tygodni wychodziłam z domu, chciałam by to był naprawdę udany czas.
      Gdy już wybrałam ubrania w postaci czarnych rurek, białego topu i szyfonowej asymetrycznej narzutki, poszłam do łazienki zrobić sobie makijaż. Za jakiś czas pojawiła się tam moja mama, która akurat przechodziła obok.
-Wybierasz się gdzieś? - zapytała.
-Tak - odpowiedziałam, nie przerywając robienia makijażu.
-Gdzie? Sama?
-Nie, ze znajomym. - Odwróciłam się w jej stronę. Czułam, że jest trochę zaniepokojona. -Wychodzę z Ashtonem, wiec jeżeli po drodze coś mi się stanie, to spokojnie - będę miała obok siebie rehabilitanta.
-Oczywiście, przecież nic nie mówię - uśmiechnęła się łagodnie. -Bawcie się dobrze. I uważaj na siebie.
      Moja mama zawsze była wyrozumiała, po prostu kochana. Nigdy nie miałam z nią żadnego konfliktu. Zawsze mogłam z nią porozmawiać, wyżalić się, wypłakać w ramię jak przyjaciółce. Do tego zawsze dobrze traktowała moich znajomych czy chłopaków, z którymi się spotykałam. Za Zaynem wręcz przepadała, kilka razy nawet wspominała mi, jak bardzo by chciała zjawić się kiedyś na naszym weselu. Mówiąc szczerze też tak kiedyś myślałam, bardzo kochałam tego chłopaka, ale to już była przeszłość. Zranił mnie jak nikt inny i był to definitywny koniec.
      Właśnie schodziłam schodami, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Moja mama była bliżej, więc je otworzyła. Na progu stał nie kto inny jak Ashton. Już z daleka zauważyłam, że... wyglądał zupełnie inaczej niż normalnie. Zazwyczaj widywałam go w prostych spodniach i jasnej koszulce, ale tego popołudnia miał na sobie ciemne poszarpane dżinsy, t-shirt z jakimś kolorowym nadrukiem i modne sportowe buty. Wyglądał inaczej, ale naprawdę dobrze. Aż uśmiechnęłam się do siebie pod nosem.
-Cześć. Świetnie wyglądasz - powiedział blondyn, gdzie do niego podeszłam.
-Dziękuję. Mogę powiedzieć to samo o tobie.
-Wiesz, jestem po pracy, wiec mogę ubierać się jak tylko chcę - uśmiechnął się.
-Mógłbyś ubierać się tak częściej - rzuciłam. Następnie odwróciłam się do mamy, krzyknęłam jej, że już wychodzę, po czym ruszyłam z Irwinem w stronę jego auta.
-Tylko nie szarżuj, proszę się - powiedziałam, siadając na miejscu pasażera.
-Nie martw się, nie jestem piratem drogowym. Lubię ładne samochody, to wszystko.
-Wiem, po prostu...
-Tak, masz uraz. Rozumiem. Ale możesz czuć się spokojna.
Chłopak naprawdę mnie uspokoił. Mój lęk przed szybkimi samochodami został trochę stłumiony. Miałam jakiś uraz, ale jemu naprawdę ufałam, mimo że właściwie nie znałam go bardzo dobrze.
      Jechaliśmy uliczkami Londynu, słuchając piosenek lecących w radio. Podobała mi się taka przejażdżka. Samochód był wygodny i miał bardzo ładne wnętrze. Radio nie było ustawione zbyt głośno, a Ashton był spokojnym kierowcą. Czułam się bezpiecznie. Mój dobry humor rósł z minuty na minutę, dopóki nie zatrzymaliśmy się pod pewną kawiarnią. Wtedy mój nastrój momentalnie opadł. Dobrze znałam to miejsce. Zaraz obok znajdował się bowiem pub, w którym pracował Zayn...
      Skrzywiłam się nieco, patrząc się w drzwi lokalu. Ashton w końcu zauważył moje dziwne zachowanie.
-Czy coś się stało? - zapytał.
-Po prostu to miejsce źle mi się kojarzy, nic wielkiego.
-Kurczę - złapał się za czoło. -Trochę kiepsko, nie wiedziałem...
-Nie, spokojnie - od razu go uspokoiłam. -Kawiarnia jest w porządku. Po prostu nie lubię tego pubu obok, ponieważ...
Nagle zamarłam, przerywając w ten sposób swoją wypowiedź. Mianowicie pod ów pubem zobaczyłam nikogo innego jak Zayna. Cholera, nie wiedziałam go półtora miesiąca. Nie wiedziałam jak zareagować. Nadal był tak samo przystojny, tak samo oszałamiający. Chciałam szybko schować się w kawiarni, po prostu uciec przed konfrontacją, ale było już za późno. Malik zauważył nas i od razu podszedł. Zobaczył, że jestem o kulach. Wyglądał na nieco przejętego.
-Cześć... - powiedział ostrożnie. -Miło cię wiedzieć.
-Cześć - odpowiedziałam stanowczo. -A ciebie nie.
Nastała sekunda krępującej ciszy. Zayn wyglądał na zbitego z tropu, a Ashton na trochę skołowanego.
-Wybacz, musimy już iść - rzuciłam ostatecznie, po czym złapałam mojego towarzysza pod ramię i ruszyliśmy w stronę kawiarni.
      Między mną a Irwinem nastała dziwna cisza. Nawet gdy już usiedliśmy przy stoliku, wciąż milczeliśmy. Ja byłam trochę przejęta tym spotkaniem, a mój towarzysz najwidoczniej po prostu nie wiedział co powiedzieć. Milczeliśmy, dopóki nie podeszła do nas kelnerka i nie wręczyła nam menu.
-Przepraszam - odezwałam się. -To spotkanie, którego byłeś przed chwilą świadkiem... Po prostu nie chciałam spotkać tej osoby.
-Rozumiem... - odpowiedział współczującym tonem.
-To mój były - postanowiłam kontynuować sama z siebie. Chyba czułam potrzebę by się komuś wygadać. -Pracuje w tym pubie obok jako barman. Pewnie akurat zaczął wieczorną zmianę. Właśnie dlatego powiedziałam, że to miejsce źle mi się kojarzy.
-Naprawdę przepraszam, gdybym wiedział...
-Ale przecież skąd mogłeś wiedzieć, prawda? - uśmiechnęłam się. -Nic się nie stało. Naprawdę lubię tę kawiarnię, a jego... Jego mam gdzieś. Zamówmy coś i spędźmy miło wieczór, okej?
      Za kilka minut wróciła kelnerka. Obydwoje zamówiliśmy frappe oraz szarlotkę z lodami. Potem zaczęliśmy rozmawiać jak gdyby nigdy nic. Nie miałam już zamiaru myśleć, czy tym bardziej mówić o Zaynie. Przeżyłam nasze pierwsze spotkanie po rozstaniu. To było już wystarczająco dużo.
     -Studiujesz coś? - zapytał Ash, biorąc uprzednio łyk mrożonej kawy.
-Dopiero mam zamiar od jesieni. Chcę iść na technologię żywienia albo dietetykę... Ale nie wiem jak to będzie.
-Co, boisz się, że się nie dostaniesz?
-Prędzej boję się, że nie odzyskam pełnej sprawności i będę musiała odłożyć marzenia o studiach.
-Hej, co się stało z twoim optymizmem? Po pierwsze kontuzja nogi chyba nie przeszkadza w nauce. A po drugie, do tej pory powtarzałaś, że wierzysz, że będzie dobrze.
-Bo wierzę. Ale zawsze jest szansa, że coś się nie uda.
-Nie pozwalam ci tak myśleć - zagroził mi palcem, co wzbudziło we mnie śmiech. -Wyzdrowiejesz, pójdziesz na studia i będziesz szczęśliwa - uśmiechnął się ciepło.
-A ty? Jak to się stało, że zostałeś rehabilitantem?
-Po skończonym liceum, gdzie miałem rozszerzoną biologię, poszedłem na dwuletnie studium i bum. Tak znalazłem się w ośrodku.
-To u ciebie rodzinne? To znaczy zawody związane z medycyną.
-Nie, w żadnym stopniu - pokiwał głową śmiejąc się. -Mama jest księgową, ojczym ma własną firmę, a przyrodni brat jest mechanikiem. Każdy z innej beczki.
-Mechanikiem? To tłumaczy jego pasję, o której mówiłeś.
-Zgadza się. A poza tym... - Jego wypowiedź nagle przerwał dźwięk telefonu. Ashton wyjął go z kieszeni i spojrzał na ekran. -O, o wilku mowa. Halo?... Jestem na mieście... Mogłeś dać znać, że wpadniesz... Co, jaka impreza?... Nie, zapomnij, ja już mam plany na wieczór... Tak stary, randka, zadowolony?... Dobra, miłej zabawy, pozdrów chłopaków. Cześć.
-Impreza? - zapytałam, gdy skończył rozmowę. -To może wolisz iść poszaleć w sobotni wieczór, zamiast nudzić się tu ze mną?
-Nie żartuj, ze znajomymi mogę poszaleć w każdym momencie. A z tobą bardzo dobrze mi się siedzi - uśmiechnął się, a ja czułam jak po moim ciele roznosi się przyjemne ciepło. Ten wieczór naprawdę był świetny i nie chciałam, żeby się kończył.
      W kawiarni siedzieliśmy jakoś do godziny dziewiątej. Już nudziło nam się siedzenie w miejscu, ale nie chcieliśmy też rozchodzić się jeszcze do domów. Ostatecznie stanęliśmy pod autem Ashtona i zaczęliśmy zastanawiać się co robić dalej. Zmienić lokal, pójść do parku... Nasze rozmyślania jednak przerwał zbliżający się warkot silnika, a raczej silników. Odruchowo spojrzałam na ulicę. Z oddali w zawrotnym tempie przybliżały się światła reflektorów. Już za chwilę obok nas przejechało kilka sportowych aut. Czułam, jak serce podskakuje mi do gardła. Przed oczami stanęła mi wizja jakichś ludzi, którzy wpadają pod koła tych aut. Nie mogłam pozbyć się tego myślenia i to było przerażające...
      Spojrzałam na Ashtona. Miał dziwny wyraz twarzy obserwując te pędzące samochody. Zdziwił się jeszcze bardziej, gdy nagle jeden z nich zawrócił i z piskiem opon zatrzymał się obok nas.
-Co za frajerzy... - Irwin zamruczał pod nosem, gdy nagle z białego BMW wysiadł wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Na głowie miał czapkę z daszkiem, a na twarzy lekki zarost. Podszedł do nas żwawym krokiem.
-Cóż za niespodzianka! - Mężczyzna podał rękę Ashtonowi. -Louis mówił, że cię nie będzie na imprezie, ale widać, że i tak przed nami nie uciekniesz.
-Właśnie widzę tę waszą imprezę - blondyn wykręcił oczami. -Znowu się ścigacie?
-Nie po prostu zmieniamy lokację. Jedziemy do Harry'ego, ma wolny dom. Wbijasz? To znaczy... - facet przerwał i spojrzał na mnie. -Wbijacie?
-Nie dziś, stary. Już mówiłem.
-No dobra, rozumiem, dziewczyna ważniejsza - powiedział i ponownie spojrzał na mnie. Wyciągnął dłoń. -Jestem Liam, miło poznać.
-Lucy, cześć.
Gdy się zapoznaliśmy, do Liama zadzwonił telefon. Od razu wyjął go z kieszeni i odebrał.
-Tak?... Spoko, musiałem na chwilę zboczyć z trasy... Tak, już do was jadę... Nie pijcie beze mnie! Cześć.
-Piliście? - zapytał lekko podirytowany Ashton.
-Luzik, ja jeszcze nie. Reszta też nie. Dopiero teraz będziemy pić - facet zaśmiał się, a potem ostatecznie pożegnał z nami mówiąc, że musi lecieć i wrócił do auta, odjeżdżając z piskiem opon.
-No więc tak... - powiedział Irwin wzdychając. -Dzień niefortunnych spotkań, co? Przepraszam cię, to znajomy mojego brata. Często tędy jeżdżą, więc w sumie nic dziwnego, że na siebie wpadliśmy...
-Czyli ta cała zgraja, która jechała tędy wcześniej to też znajomi?
-Tak, wszyscy są fanami czterech kółek. Nie chciałem ich teraz spotkać, zwłaszcza gdy jestem z tobą, ale nie moja wina...
-Spokojnie - objęłam chłopaka ramieniem. -To tylko auta. Muszę w końcu przestać się ich bać - zaśmiałam się. -Aczkolwiek moglibyśmy się już ruszyć z miejsca.
-Jasne - blondyn kiwnął głową. -Chcesz już wracać?
-Możemy jeszcze porozmawiać pod moim domem. Po prostu jedźmy stąd, proszę.
     Posiedzieliśmy pod moim domem jeszcze jakieś czterdzieści minut. Na szczęście nie rozmawialiśmy ani na temat Zayna, ani na temat znajomych Asha. Niestety wciąż nie mogłam pozbyć się z głowy myśli, że to naprawdę beznadziejne zrządzenie losu, że przyjaciele Ashtona są ludźmi, którzy mogliby być pośrednim powodem tego, że się poznaliśmy...

4 komentarze:

  1. Hej ☺ Jestem nowa na twoim blogu i bardzo mnie zaciekawił 😊
    Czekam na kolejne rozdziały i do następnego♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg nie wytrzymam po prostu jkdsjkjfjkjkr#(jkjkcxbhdsahjejkdskajewlkzajebisty kiedynext? ~cleo

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże to jest genialne. Po prostu nie mogę znaleźć słów, żeby to opisać. Powiem tyle, że już kocham to opowiadanie i z nie cierpliwością czekam na następny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu niezręczny moment przy spotkaniu Zayna :D
    Rozdział świetny:)
    Czekam na następny !
    Weny :)
    Zapraszam też do siebie :)
    http://liampaynejade1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń