środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 3

Proszę, przeczytajcie notkę pod rozdziałem :)
A tymczasem, miłego czytania ;)


     Kończyłam właśnie jeść kanapki, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek i okazało się, że jest już czwarta. Totalnie straciłam rachubę czasu, bardzo szybko minęło mi tych kilka godzin.
     Wstałam z krzesła i powoli doszłam do drzwi. Za nimi oczywiście stał Ashton.
-Cześć - przywitał się przyjaźnie. Wpuściłam go do domu.
-Napijesz się czegoś? - zapytałam od razu, jednak mężczyzna odmówił.
-Jeszcze raz przepraszam cię za to zamieszanie. Ale niespodziewanie mi coś wyskoczyło...
-Spoko, nie tłumacz się - odpowiedziałam. -Wchodź do środka.
-Właściwie to... Będzie lepiej, jeżeli stąd wyjdziemy.
-Jak to? - zapytałam zaskoczona.
-Dzisiaj w ramach rehabilitacji pójdziemy na spacer, co ty na to? Jest bardzo ładna pogoda. A chodzenie to też ćwiczenia. Właściwie to nie ma lepszych ćwiczeń na nogi.
-Jasne, dobry pomysł - stwierdziłam, po czym od razu zaczęłam zakładać buty. W sumie nie bardzo widziała mi się wizja długiego spaceru, ale ufałam Ashtonowi. Wierzyłam, że wie co robi i że mnie to nie przemęczy.
     Wzięłam ze sobą kule, ale mało z nimi chodziłam. Irwin stwierdził, że będzie lepiej, jak będę chodzić bez żadnej pomocy. Oczywiście cały czas szedł obok i mnie asekurował. Podczas spaceru natknęliśmy się również na jakieś schody, po których mężczyzna kazał mi wchodzić. Przy okazji pokazał mi w jaki sposób mogę ćwiczyć na schodach we własnym domu. Była to zdecydowanie przydatna rada.
     Spacerowaliśmy tak ponad godzinę, czyli trochę dłużej niż trwają nasze standardowe zajęcia. Ashton powiedział jednak, że to dla niego żaden problem. Bardzo podobał mi się ten dzień. Zrobiłam sobie miłą przechadzkę po okolicy, a przy okazji też ćwiczyłam. Ustaliliśmy z moim rehabilitantem, że będziemy częściej praktykować takie wyjścia.
     -Może jednak wejdziesz na herbatę? - zapytałam, gdy staliśmy już pod moim domem. -Siedzę sama całymi dniami, miło będzie mieć towarzystwo. Chyba, że masz już inne plany.
-Nie, właściwie to nic nie robię - odpowiedział z uśmiechem. -Zaczekaj tu na mnie, tylko wskoczę na chwilę do samochodu.
Mężczyzna odwrócił się i podszedł do auta, które zauważyłam dopiero wtedy. Byłam w niemałym szoku. Nie znałam się na motoryzacji, w ogóle mnie to nie interesowało, ale jeżeli dobrze kojarzyłam, to Ashton stał właśnie przy czarnym Fordzie Mustangu. Samochód robił wrażenie, to trzeba było przyznać.
-Wow, nie wiedziałam, że jeździsz takim samochodem - stwierdziłam, gdy mężczyzna wrócił. Następnie otworzyłam drzwi i weszliśmy do mojego mieszkania.
-Bardzo lubię samochody, to taka moja mała zajawka, którą zaraziłem się od przyrodniego brata - odpowiedział. -Aczkolwiek i tak nie mam takiego świra jak on.
-Świra?
-Tak... Jest wielkim fanem sportowych aut. Ma ich kilka i lubi nimi szpanować.
Szpanowanie sportowymi autami... Zdecydowanie nie podobało mi się to stwierdzenie, z jednej głównej przyczyny - to prawdopodobnie właśnie taki szpaner spowodował, że byłam teraz chwilowo niepełnosprawna.
-Mam tylko nadzieję, że twój brat jest rozsądny i ostrożny na drodze - powiedziałam, gdy weszłam do kuchni. Irwin wszedł za mną.
-Raczej tak. To imprezowicz, ale w granicach normy. Ale wiem co masz na myśli - rzucił, a ja spojrzałam na niego. -Masz pewnie teraz jakąś awersję do posiadaczy sportowych aut.
-Żebyś wiedział - parsknęłam. -Ale dość o tym. Nie chcę znowu wracać do tamtego dnia... Ile słodzisz?
     Siedzieliśmy na kanapie, popijaliśmy herbatę i plotkowaliśmy. Naprawdę dobrze spędzało mi się z nim czas. Znałam go dopiero tydzień, ale zdążyłam go już polubić. Nie sądziłam, że zakumpluję się z własnym rehabilitantem, zwłaszcza, że myślałam, iż to będzie jakiś starszy pan. A tymczasem pan Irwin okazał się być starszym o trzy lata ode mnie miłym i zabawnym chłopakiem. No i dosyć przystojnym, czego też nie dało się ukryć. Zwłaszcza jego uśmiech był niesamowicie piękny.
     Po raz kolejny tego dnia straciłam rachubę czasu. Tak świetnie mijało nam popołudnie, ze nawet nie zauważyłam kiedy do domu wróciła moja mama. Stanęła w pokoju i spojrzała na nas lekko zdziwiona. Od razu przestaliśmy rozmawiać.
-Cześć córeczko - powiedziała.
-Cześć.
Moja mama odłożyła torbę, a potem spojrzała na mojego towarzysza. Podeszła do niego i wyciągnęła dłoń.
-Dzień dobry, Irene Foster.
-Ashton Irwin, jestem rehabilitantem Lucy.
-Oh, rehabilitantem - otworzyła szerzej oczy. -W takim razie co pan robi tutaj?
-Przełożyliśmy spotkanie na popołudnie, zaproponowałem Lucy, że przyjadę na wizytę domową.
-Byliśmy dziś na ćwiczeniach na dworze - wtrąciłam. -Dobrze nam idzie.
-Bardzo się cieszę - uśmiechnęła się moja mama. -Mam nadzieję, że pomoże pan mojej córce.
-Zrobię wszystko co w mojej mocy.
-W takim razie zostawiam was, a ja zmykam do kuchni - rzuciła, po czym odwróciła się i zniknęła w korytarzu.
-To ja może już pójdę - stwierdził nagle Irwin. -Jest już późno, zasiedziałem się. - Mężczyzna wstał i skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Poszłam za nim. Blondyn założył buty. -Widzimy się pojutrze w przychodni.
-Jasne - odpowiedziałam, po czym pożegnałam się z nim całusem w policzek. -Do zobaczenia.
     Gdy odprowadziłam Ashtona, wstąpiłam do kuchni. Moja mama robiła sobie jakąś kolację.
-Miły ten rehabilitant - rzuciła nagle, nawet na mnie nie patrząc. -Polubiliście się?
-Tak, dobrze nam się rozmawia. No a poza tym jest dobry w tym co robi.
-Mimo tego, że jest młody?
-Tak, też na początku miałam mieszane uczucia, ale bardzo się myliłam.
-Młody, stary, mam tylko nadzieję, że ci pomoże - uśmiechnęła się do mnie, po czym usiadła przy stole i zaczęła jeść.
-Smacznego - rzuciłam, po czym poszłam do siebie do sypialni.
     Leżałam na łóżku i rozmyślałam. Cały czas nie mogłam usunąć z pamięci tamtego dnia, kiedy uderzył we mnie samochód. Chciałam już do tego nie wracać, ale nie potrafiłam. Zwłaszcza, gdy tego dnia rozmawiałam z Ashtonem o samochodach. Miałam uraz, tak. Po tamtym zdarzeniu miałam dziwne przekonanie, że każdy kierowca to pirat drogowy, bandyta. Wiem, że to było złe myślenie, ale nie mogłam schować tego uczucia. Starałam się więc jak najwięcej myśleć o Ashtonie. Sam był posiadaczem szybkiego samochodu, ale był inteligentnym i dobrym człowiekiem. Przecież nie każdy jest taki sam. Palant, który mnie potrącił był tylko odrębnym przypadkiem i miałam nadzieję, że tak jak powiedział Irwin, spotka go kiedyś karma.
     Bezczynność coraz bardziej mnie dobijała. Zawsze byłam raczej aktywną osobą, ale po wypadku trochę się zmieniło, oczywiście nie z mojej woli. Leżenie miesiąc w szpitalu było dla mnie katorgą, dobrze że chociaż mogłam wychodzić z pielęgniarką na krótkie spacery wokół szpitala. Gdy już dostałam wypis, wiele się nie zmieniło. Jedyne co robiłam to siedziałam w domu, czasami robiłam krótkie spacery tu i tam. Co drugi dzień jeździłam na rehabilitację i to by było na tyle. Przyzwyczajałam się też powoli do bycia singlem. Jeszcze parę tygodni temu w nudny dzień spotkałabym się z Zaynem, a teraz nie miałam nikogo, z kim mogłabym wyjść. Smutne acz prawdziwe. Były wakacje, a ja siedziałam sama z niesprawna nogą. Totalna porażka.
     W piątek czekały mnie już piąte zajęcia z Ashtonem. Wstałam jak zawsze około dziewiątej rano, zjadłam śniadanie, wyszykowałam się i wyszłam z domu. Na miejsce dotarłam punktualnie. Punktualność była zdecydowanie jedną z moich lepszych cech.
     Tego dnia ćwiczyliśmy na drabinkach i materacu. Podobało mi się, że ta rehabilitacja nie była monotonna, tylko Irwin miał w zanadrzu wiele różnych ćwiczeń. No i do tego zawsze rozmawialiśmy. Naprawdę cieszyłam się, że trafiłam na kogoś takiego. Przynajmniej przyjeżdżanie do ośrodka nie kojarzyło mi się z przykrym obowiązkiem i ze smutnymi chorymi ludźmi. Naprawdę przy Ashtonie łapałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i już za kilka tygodni możliwe, że wskoczę na rower. Rower zdecydowanie był silną motywacją do walki.
     -Jakieś plany na weekend? - zapytał blondyn po skończonych zajęciach.
-Ja i plany - zaśmiałam się. -Chciałabym, ale nie w tym stanie. Chętnie poszłabym się gdzieś pobawić, ale niestety... - Złapałam się za kolano. -Sam wiesz.
-Nie wierzę, spędzasz weekendy samotnie? Nie masz nikogo bliskiego?
-Nie mam chłopaka, jeżeli o to pytasz - wykrzywiłam się trochę. -Żadnych bliskich przyjaciół też nie. Ale to nieważne. Jak już moja noga poczuje się lepiej, wrócę do sportu, zacznę wychodzić do ludzi, będzie w porządku.
-W takim razie może spotkamy się jutro na kawę? - zaproponował i uśmiechnął się. Byłam lekko zaskoczona, nie spodziewałam się takiej propozycji.
-A co, ty też cierpisz na brak przyjaciół?
-Nie, ale ty cierpisz i chętnie dotrzymam ci towarzystwa, poprawię humor. Uznajmy to jako część terapii.
-Jak tak mówisz...
-Jasne, będzie fajnie. Pojedziemy gdzieś na miasto, rozerwiesz się. Będę po ciebie o piątej, może być?
W ten sposób umówiłam się z Ashtonem Irwinem na kawę. Nie traktowałam tego jak randki, oczywiście, że nie. Po prostu jako przyjacielskie spotkanie, część terapii, jak to stwierdził. Poza tym, nie wiem czy potrafiłabym wtedy chodzić na randki. Chwilowo miałam chyba dość facetów.

Bardzo proszę, komentujcie, bo wiem, że jest tu kilka osób, a bardzo chciałabym znać opinie ludzie na temat opowiadania, które mnie osobiście bardzo się podoba :)
Zaznaczajcie też odpowiedź w sondzie (po prawo), jeżeli czytacie.
Zapraszam również na moje drugie opowiadanie, My Sweet Addiction, do którego link również znajdziecie po prawo.
Dziękuję wszystkim odwiedzającym i do następnego!

4 komentarze:

  1. Bardzo fajny rozdział. Fabuła bloga jest na prawdę przyjemna xx
    Na pewno nie raz wpadnę, życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle rozdział wyszedł świetnie... Mam nadzieję że niedługo się wszystko jeszcze bardzie rozkręci :) życzę weny i czekam na nexta ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejkuu :) czuję niedosyt tego opowiadania,mam nadzieje że za naprawdę niedługo pojawi się dalszy ciąg,a akcja sie rozkręci :)
    A i tak TAK wiem,że nie lubisz spamów,bo kto je lubi,ale gdybyś nie miała co czytać,co robić,lub cokolwiek innego to wbijaj śmiało,czytaj i komentuj jak wrażenia :)
    http://reallyiloveyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuu umówiła się z nim :D
    Świetny rozdział :) Idę czytać dalej :)

    OdpowiedzUsuń